Harry
Scena nigdy nie wydawała się być tak strasznie przerażająca jak teraz. Ponure fioletowawe światło rozświetlało scenę gdzie stało pięć statywów z mikrofonami. Wszystkie czarne, lecz jeden się wyróżniał, ten na środku. Owinięty białą wstążką i czarną kokardką na samym środku - znaczyła żałobę. Po prawej i lewej stornie stały ogromne ekrany na których wyświetlano JEGO zdjęcia te prywatne na których pokazywał najszczerszy uśmiech, na których jego oczy błyszczały ze szczęścia. Po hali roznosiła się cicha melodia jego kompozycji. Oczywiście grana na pianinie. Hala była wypełniona po brzegi na scenie stały kamery, ten występ miał być końcem One Direction, końcem nas. Chcieliśmy by każdy to widział ci którzy nie mogli być tutaj teraz z nami mogą przynajmniej nas widzieć w telewizorach. Występ jest transmitowany na żywo. Przecież była nas piątka, a gdy jeden zginął to zespół upadł razem z nim. Choć szczerze mówiąc wątpię że bylibyśmy w stanie robić to bez niego.Po czułem wibracje na udzie gdzie trzymałem telefon. Wysunąłem go z kieszeni i przeczytałem wiadomość.
From : unknown
Harry wyszukuj mnie w tłumie, a na pewno znajdziesz. W skrzynce czeka na ciebie list. Przepraszam że mnie przy tobie nie ma.
~L
Przepraszam, bardzo co to ma znaczyć ? Kogo mam wyszukiwać, L..Louis'a ? Boże przecież to niemożliwe. Poczułem dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Zayn'a. Chłopak uśmiechnął się i wyszeptał " wchodzimy " . Skinąłem głową i wziąłem głęboki wdech po czym wszedłem na scenę tuż za Liam'em. Stanęliśmy na scenie w równym rzędzie, od razu poczułem pustkę, nie czułem się pewnie na scenie bez niego obok. Muzyka ucichła, a Liam podszedł bliżej statywu. Głęboko nabrał powietrza, otarł czoło z potu, który przyszedł z zestresowaniem i głośno przemówił.
~*~
Tak jak twierdziła treść sms'a w skrzynce znajdował się list. Znów zapakowany w perłową kopertę podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Trochę, no nie wiem przerażony wszedłem do domu i od razu po rozebraniu się wszedłem na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami naszej sypialni. Nie wchodziłem tam odkąd Louie nie żyje. Bałem się tam wchodzić. Niepewnie położyłem dłoń na gałce i przekręciłem ją w prawo. Drzwi odskoczyły do tyłu, a we mnie uderzył intensywny zapach. Zapach jego, Louis'a.. Od razu zachciało mi się płakać. Wszedłem do środka i rozejrzałem się. Nic się nie zmieniło. Na szafkach nadal stały nasze wspólne zdjęcia, a na ścianach wisiały karteczki z napisami typu " Kocham cię " czy też " Tęsknię, jak cię nie ma ". Było tego mnóstwo, ale to było niesamowite. Otworzyłem szafę i wyjąłem z niej szary sweter - był ulubionym Louis'a. Był przesiąknięty jego zapachem. Przyłożyłem go do twarzy i się zaciągnąłem. Ten zapach był taki utęskniony tak samo jak właściciel ubrania. Naciągnąłem sweter przez głowę i otarłem łzy. Rzuciłem się na nasze wspólne łóżko na którym tyle się stało i wyjąłem list z kieszeni.
08.05.1998 r
Chłopiec z prostą, brązową grzywką opadającą na szafirowe oczy, wybiegł z domu. Ubrany był w koszulkę w paski i niebieskie spodenki podtrzymywane przez czarne szelki, na stópkach miał założone czerwone trampeczki z białymi sznurówkami, zawiązanymi w kokardkę. W dłoniach mocno trzymał kolorową piłkę z którą biegł do swoich kolegów siedzących w parku. Będąc w parku i widząc kolegów krzyknął uradowany.
Upadła na ziemie, obijając kolana, które w mgnieniu oka stały się zielone od trawy, brązowe od ziemi i czerwone od krwi . Zasyczała z bólu i z kieszonki spodni wyjęła chusteczkę na którą napluła i otarła kolana.
Ps. Hazz widziałem cię. Zawsze byłem twoim aniołem stróżem.
Odłożyłem list na szafkę.
____________________________________________________
- Pragniemy wam wszystkim dziękować, za to że byliście z nami od samego początku, aż do teraz. W tych momentach gdy władało nami szczęście jak i smutek. W tedy gdy nie dawaliśmy sobie rady to miliony rzec można że nawet więcej z was pisało do " Trzymaj się. Będzie dobrze" Nawet nie wiecie jak bardzo podnosiło nas to na duchu. Mamy do was ogromny szacunek. Jesteście najwspanialszymi fanami na świecie ! To wy jesteście gwiazdami nie My !Odsunął się do tyłu, teraz była kolej Niall'a to miała być nasze ostatnie "oficjalne" spotkanie z fanami, każdy z nas musiał coś powiedzieć. Blondyn otarł policzki i wysunął się do przodu.
- Jesteśmy wam winni pokłony. Pewnie nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jak bardzo wiele dla nas zrobiliście i jak bardzo jesteśmy wam wdzięczni. Tak cholernie mocno was kochamy i po prostu nie istnielibyśmy bez was. Pewnie tandetnie do brzmi, ale taka jest prawda. One Direction mimo wzlotów i upadków trzymało się dzięki wam. Wiecie kiedyś, cóż nadal jestem hejtowany. Byłem w centrum Londynu, pamiętam że podeszła do mnie dziewczyna, nie wiem miała może z cztery lata, ale wiecie co zrobiła ? Przytuliła się do mnie i powiedziała " Jesteś wspaniały. Nie przejmuj się tym jak ludzie brzydko o tobie mówią. To nie prawda, kocham cię " Wiecie jak się wtedy poczułem ? To po prostu nie wyobrażalne. Pewnie załamałbym się, ale wspieraliście mnie jak i resztę chłopaków. Dziękuje wam za to.Jasne światło rozświetliło twarz Zayn'a. Chłopak westchnął i szeroko się uśmiechnął po czym chwycił mikrofon w dłoń i przysunął sobie do ust.
- Kochamy was najmocniej na świecie i nigdy o Was nie zapomnimy. To koniec One Direction, ale nasza przyjaźń jest silniejsza od śmierci. Wierzę że nadal będziecie trwać i zawsze będziemy mogli na was liczyć - zakończył krótko i odsunął się do tyły.
- Chciałem tylko powiedzieć...-wychrypiałem, próbując opanować łzy, cisnące się do oczu. - Wiem,że Louis jest z Was dumny. Jestem pewien że patrzy na was, tam z góry i uśmiecha się. Zobaczcie to ze mną. - powiedziałem spoglądając w niebo- Jego usta wykrzywione w uśmiechu. Oczy błyszczą z radości. Widzę jak marszczy nos. Wierzę że Loui jest ciągle wśród nas. Jest naszym Aniołem Stróżem, czuwa i opiekuje się nami. Nie zapomnijcie o nim. - Zakończyłem wybuchając płaczem.
~*~
Tak jak twierdziła treść sms'a w skrzynce znajdował się list. Znów zapakowany w perłową kopertę podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Trochę, no nie wiem przerażony wszedłem do domu i od razu po rozebraniu się wszedłem na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami naszej sypialni. Nie wchodziłem tam odkąd Louie nie żyje. Bałem się tam wchodzić. Niepewnie położyłem dłoń na gałce i przekręciłem ją w prawo. Drzwi odskoczyły do tyłu, a we mnie uderzył intensywny zapach. Zapach jego, Louis'a.. Od razu zachciało mi się płakać. Wszedłem do środka i rozejrzałem się. Nic się nie zmieniło. Na szafkach nadal stały nasze wspólne zdjęcia, a na ścianach wisiały karteczki z napisami typu " Kocham cię " czy też " Tęsknię, jak cię nie ma ". Było tego mnóstwo, ale to było niesamowite. Otworzyłem szafę i wyjąłem z niej szary sweter - był ulubionym Louis'a. Był przesiąknięty jego zapachem. Przyłożyłem go do twarzy i się zaciągnąłem. Ten zapach był taki utęskniony tak samo jak właściciel ubrania. Naciągnąłem sweter przez głowę i otarłem łzy. Rzuciłem się na nasze wspólne łóżko na którym tyle się stało i wyjąłem list z kieszeni.
Witaj !
Pozwól że opowiem ci historię , która zmieniła MNIE , dobrze ? Czytaj proszę dalej , bo TY również jesteś w TO wplątany .
Dzisiaj opowiem ci historie która była początkiem mojej przyjaźni z NIĄ .
08.05.1998 r
Chłopiec z prostą, brązową grzywką opadającą na szafirowe oczy, wybiegł z domu. Ubrany był w koszulkę w paski i niebieskie spodenki podtrzymywane przez czarne szelki, na stópkach miał założone czerwone trampeczki z białymi sznurówkami, zawiązanymi w kokardkę. W dłoniach mocno trzymał kolorową piłkę z którą biegł do swoich kolegów siedzących w parku. Będąc w parku i widząc kolegów krzyknął uradowany.
- Czołem Chłopaki ! - uśmiechnął się ukazując szereg krzywych ząbków, ale to jeszcze mleczaki.
- Witaj ! - odpowiedział mu jeden z sześciu chłopców.
- Mam piłkę ! - powiedział i wskazał na kolorową piłeczkę trzymaną w dłoni - pokopiemy sobie - ładnie się uśmiechnął.Rzucił piłkę na ziemię, a ta się odbiła i uderzyła w przechodzącą obok dziewczynkę. Można by powiedzieć że była w jego wieku, ale rzeczywiście była rok młodsza. Jasne włosy splecione miała w dwa warkocze, a prosta grzywka opadała na czoło. Miała na sobie czerwone krótkie spodenki i szarą koszulkę na ramiączkach, a na nóżkach miała niebieskie buciki na rzepy.
Upadła na ziemie, obijając kolana, które w mgnieniu oka stały się zielone od trawy, brązowe od ziemi i czerwone od krwi . Zasyczała z bólu i z kieszonki spodni wyjęła chusteczkę na którą napluła i otarła kolana.
- Strasznie cię przepraszam ! - powiedział chłopiec pomagając jej wstać
- W porządku, nic się nie stało - odpowiedziała uśmiechając się, w jej policzkach pojawiły się słodkie dołeczki - ale to przez ciebie upadłam i teraz musicie mi pozwolić się z wami bawić - dodała
- Będziemy kopać piłkę - powiedział jeden z kolegów chłopca - to nie zabawa dla bab ! - dokończył.Salwa śmiechu rozniosła się wśród chłopców tylko chłopiec z szafirowymi oczyma się nie śmiał.
- Proszę ! Ja umiem kopać piłkę - powiedziała, a chłopcy spojrzeli po sobie .
- Jeżeli umiesz kopać piłkę, to traf tam ! - powiedział ten sam chłopiec i wskazał na dwa drzewa które chłopcom służyły za bramkę do kopania
- W porządku ! - dziewczynka pochyliła się i podniosła piłkę z ziemi.Ustawiła ją na przeciw bramki i mocno w nią kopnęła mrużąc oczy. Chłopcy wydali jęk zachwycenia gdy piłka przeleciała miedzy drzewami.
- To mogę z wami się bawić ? - zapytała pełna nadziei i dumna z udanego kopnięcia.
- Racja, potrafisz kopać, ale my z babami się nie bawimy ! - powiedział chłopiec w blond loczkach .
- Oszuści ! - dziewczynka tupnęła nóżką i poszła na huśtawkę.Właściciel piłki podniósł ją i powiedział do swoich kolegów
- Jesteście niegrzeczni, a to jest moja piłka - trzymając piłkę pobiegł za dziewczynką i usiadł obok na drugiej huśtawce.
- Mi nie przeszkadza że jesteś dziewczyną - powiedział i uśmiechnął się do niej.Ta również się uśmiechnęła, ale jej brązowe oczy były przysłonięte łzami, które spływały po policzkach.
- Ej nie płacz ! - wstał z huśtawki na której siedział i podszedł do dziewczynki, którą po chwili przytulił.
- Jestem Ellie - wyszeptała
- A ja Louis - odpowiedział chłopiec i mocnej ją przytulił
- Od teraz będziemy przyjaciółmi Louis ?Wtedy zaczęła się moja przyjaźń z Ellie, miałem wówczas 6 lat. Nasza przyjaźń trwała 10 lat, potem poszedłem do X-Factor'a i poznałem was.
Ps. Hazz widziałem cię. Zawsze byłem twoim aniołem stróżem.
Odłożyłem list na szafkę.
____________________________________________________
I'm Back
Witam was serdecznie. Nie było mnie prawie trzy miesiące. Wiem i przepraszam, ale to nie zależało ode mnie. Ale już wracam i ruszam z nowymi rozdziałami, ale wiecie też nie spodziewajcie się następnego z dnia na dzień, bo jak sami wiecie są wakacje każdy chce z nich pozyskać jak najwięcej. Mam nadzieję że nie uciekliście podczas mojej nieobecności ;) Mam nadzieję że teraz wszystko już będzie okej. A więc Witam was na nowo :) Komentarze ze szczerą opinią mile widziane :)
