niedziela, 21 kwietnia 2013

II

Harry

Ciemne chmury pokryły niebo, nie pozwalając nawet najmniejszemu promykowi się wydostać z tej powłoki . Ptaki ucichły, a ludzie jakby przestali się śpieszyć. Wszystko stanęło w miejscu, jedynie strugi deszczu uderzały o ziemie roztrzaskując się na miliony maleńkich kropel. Odnosiłem wrażenie jakby Londyn płakał wraz ze mną, jakby i on stracił jakąś część siebie. 
Obserwowałem ludzi dookoła, można powiedzieć że byli tu wszyscy. Widziałem Jego matkę i ojczyma, którzy mocno przytulali do siebie Jego siostry. Wszyscy płakali, tak jakby ich radość umarła razem z nim. Jakiś kawałek od naszej czwórki stałą cała wytwórnia, jacyś sławni znajomi, wszyscy opłakiwali jego odejście. Ubrani w czarne stroje w dłoniach trzymali czerwone róże. My się wyróżnialiśmy, mieliśmy na sobie białe garnitury , a nasze dłonie zaciskały palce na białych różach. Chcieliśmy pokazać, że on nadal żyje - w naszych sercach i że nigdy nie zapomnimy o nim.
Podeszliśmy bliżej trumny która stała na metalowym stojaku, ciemna przyozdobiona złotymi dodatkami, w środku wyłożony jedwabny materiał na którym leżał. Wyglądał pięknie. Jego włosy jak zwykle w lekkim nieładzie, porcelanowa cera mimo kilku blizn nadal wyglądała perfekcyjnie, jego powieki opuszczone - już nigdy nie zobaczę tych pięknych szafirowych tęczówek, jego niegdyś malinowe usta były sine, lekko zaciśnięte, a ich kąciki delikatnie uniesione w górę. Wyglądał jakby spał, tak jakby miał zaraz otworzyć oczy i powiedzieć ten swój tekst "Ale się nabraliście ! A jakie mieliście miny ! " po czym wybuchł by śmiechem. Niestety nie stało się tak. 
Poprawiłem jasny szalik, tak by szczelniej okrywał moją szyję - dostałem go od niego na gwiazdkę. Nachyliłem się i delikatnie musnąłem jego wargi, ten ostatni raz. Zadrżałem pod wpływem ich zimna. Po moich policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy, nawet nie chciałem ich zatrzymywać . Odsunąłem się, a ksiądz zamknął wieko. Służba pogrzebowa zaczęła opuszczać trumnę w świeżo wykopany dół. Każdy wziął garść ziemi i sypnął nią na trumnę  , zaczęto z rzucać wszystkie czerwone róże w dół, razem z czterema białymi od nas. Nie wytrzymałem zacząłem głośno płakać, upadłem na kolana. Gdyby nie Niall, który zgarnął mnie w swoje ramiona upadłbym tam w dół, do niego. 

W okół nas i jego rodziny zaczęła zbierać się dość spora grupa osób, składając kondolencje. Dopiero do teraz do mnie dotarło że jego już tak naprawdę nie ma, że już nigdy mnie nie przytuli, a tym bardziej pocałuje, że już nigdy nie powie jak bardzo mnie kocha i jak wiele by dla mnie zrobił. Że już nigdy nie powie " Hazz kocie wstawaj już 11 " , że nigdy więcej nie złapie mojego karku swoimi drobnymi palcami, że już nigdy nie okrzyczy mnie za zbyt długie imprezowanie. Już nigdy nie będzie się martwił gdy długo nie będę wracał, już nigdy nie będzie siedzieć przy moim łóżku gdy będę chory, że już nigdy nie powie"Kocham cię " ....

Czułem się jak dziecko, bez ukochanego rodzica. Jak anioł, bez skrzydeł. Jak chory, bez lekarstwa. Jak istota, bez powietrza, a wszyscy wiemy że bez powietrza nie da się żyć. 

~*~

Wracając do domu, do domu mojego i Lou, bez przerwy płakałem. Widziałem jak skrzynka na listy, jest zapełniona. Wyjąłem list. Perłowa koperta, a na niej moje imię i nazwisko. Wszedłem do domu i zdjąłem kurtkę i buty. Poszedłem do kuchni i nalazłem wody do czajnika wodę, szklankę i włożyłem do niej torebkę z herbatą, wsypałem półtorej łyżeczki cukry i zalałem już wrzącą wodą. Wziąłem szklankę razem z kopertą i usiadłem w salonie, na miękkim fotelu. Odłożyłem szklankę na stolik i rozerwałem kopertę wyciągając z niej list . 





Witaj !

Pozwól że opowiem ci historię , która zmieniła MNIE , dobrze ? Czytaj proszę dalej , bo TY również jesteś w TO wplątany . 
Na początku przedstawię ci sam początek , początek mnie . 

24.12.1991 r .

Zaczęło się. Pielęgniarki biegające w koło starające się zapewnić kobiecie wszystko co potrzebne do mniej bolesnego porodu. Była już po znieczuleniu, ale ból i tak był okropny. Leżała na okropnie twardym łóżku z rozwartymi nogami, w szarej sali podłączona do kroplówki, przy jej boku siedział wysoki mężczyzna z burzą jasnych pasm na głowie.  Czekali jedynie na odpowiednie rozwarcie, by mogła rodzić. Poród co prawda zaczął się już półgodziny temu, gdy poczuła okropne skurcze, od razu przewieziono ją na porodówkę . 
Znowu to samo, poczuła okropnie silny skurcz. Krzyknęła zrozpaczona, gdy lekarz nic nie robił . 
        -Doktorze możemy zaczynać- oznajmiła niska kobieta w niebieskim fartuchu i siatce na głowie . 
        -Dobrze , proszę pani niech pani weźmie głęboki wdech i proszę przeć z całych sił przez 10 sekund, dobrze ? - zapytał , na co jedynie kiwnęła głową . 

Wtedy zaczęły się dla niej okropne męczarnie, trzymała dłoń swojego ukochanego w silnym uścisku. Widziała grymas bólu na jego twarzy, ale jakby jej to umykało. Wzięła głęboki wdech i parła z całych sił, byleby już się skończyło. Minęło 10 sekund i znów to samo wzięła wdech i parła . 
Po piątej z rzędu próbie po sali rozniósł się płacz dziecka . 
       -Dalej proszę pani , to nie koniec - powiedział lekarz,  kobieta ponownie zaczęła przeć . Kilka głębokich wdechów i parć, a odetchnęła z ulgi że to już koniec . Zaczęła panikować gdy nie usłyszała drugiego płaczu . 
     -Będziemy reanimować ! - krzyknął mężczyzna który przyjmował jej poród, a ona myślała że zaraz zemdleje. I rzeczywiście tak by się stało, tylko niestety nie zemdlała . Mężczyzna poczuł jak uścisk na jego dłoni znacząco słabni , więc odwrócił się w twarz w stronę żony. Widział jak jej powieki ciężko opadają w dół . 
      -Nie zamykaj oczu ! Nie możesz mnie zostawić ! Błagam mów do mnie ! - krzyczał do umierającej żony, lecz usłyszał jedynie kilka słów i był koniec . 
       -Kocham cię z całego serca , pamiętaj ... Dbaj o nasze dzieci, obiecaj mi to - wyszeptała 
     -Obiecuje - odpowiedział i ostatni raz ją pocałował. Jej dłoń puściła jego rękę i opadła ciężko na szarą narzutę którą była okryta. Na piszczącym kardiomonitorze pojawiły się ciągłe linie znaczące o tym że jej serce przestało bić 
     -Doktorze pomocy ! Błagam niech mi ktoś pomorze ! - krzyczał , ale nikt się nie pojawiał. Zrozpaczony padł na kolana i zaniósł się płaczem. Po chwili do sali wbiegli lekarze którzy zaczęli reanimować jego już martwą żonę. Pielęgniarki wyprosiły go z sali . Usiadł w poczekalni . 

Po kilku godzinach przed nim pojawiła się kobieta z zawiniątkiem w rękach, ale tylko jednym. Podała mężczyźnie dziecko i odchodząc powiedziała 
-Przykro mi z powodu żony i córki - i odeszła. W tym dniu stracił dwoje dla nich osób. Stracił kobietę jego życia, którą znał od małego i dziecko którego wyczekiwał dziewięć miesięcy . 
Spojrzał na chłopczyka otulonego kocykiem , leżąca w jego ramionach. Spał, miał zamknięte oczka i delikatny uśmiech na buzi. Wyglądał jak aniołek, od tamtego dnia jego jedyny aniołek. 


Wiesz miałem mieć siostrę, bliźniaczkę która przeze mnie umarła, moja mama też umarła. Wiesz że myślałem przez te dwadzieścia lat że Jay to moja prawdziwa matka ? Ale tak nie było, znałeś mojego tatę prawda ? Troy Austin ożenił się z moją ciocią Jay jakiś rok po tym jak moja mama Julie zmarła, może dlatego że Jay była niewiarygodnie podobna do mamy tylko dwa lata młodsza. Ale i tak długo nie zostali razem, tata i ciocia rozwiedli się jak miałem 9 lat, a gdy kończyłem 10 lat ciocia ponownie wyszła za mąż i zmieniła troszkę moje imię. Niby nazywam się Louis William Tomlinson, ale urodziłem się jako Louis Troy Austin. Wiesz że dowiedziałem się o tym wszystkim gdy pojechałem miesiąc temu do ojca ? Przez całe życie byłem oszukiwany. 


Ps. Hazz to ten szalik ode mnie ? Nie płacz ja nadal tu jestem ! Niebawem napiszę .
~L



Odłożyłem list i objąłem kolana rękami. Nic nie rozumiałem, co ma znaczyć Ja nadal tu jestem ?


~~~~~~~~~~~~
Witam Serdecznie ! Ciesze się że podobał się I ! Dziękuje za komentarze ! Gdzie podziały się osoby z Prologu ? Mam nadzieję że ten również się spodoba, trochę smutnawy, ale tak ma być. Proszę o komentarze i jeżeli mogę prosić to czy mogłybyście zareklamować mój blog u was ?

Do następnego ! 

piątek, 5 kwietnia 2013

I

Od razu mówię tylko ten rozdział i może jeszcze kiedyś jakiś będzie pisany w trzeciej osobie .
           - Teraz twoja kolej Harreh - wybełkotał pijany Malik , kędzierzawy chwycił plastikową butelkę leżącą na środku kręgu w którym siedzieli . Odkręcił ją i napił się zawartości , po czym odłożył i zakręcił nią. Butelka zrobiła dwa pełne okrążenia , po czym jej szyjka wskazała ukochanego Loczka .
           - Louis skarbie przynieś mi jeszcze jedno piwo - odparł i figlarnie poruszył brwiami
           - Już lecę kotku - Louis podniósł się z ziemi i zgrabnie ruszając biodrami . Loczek wychylił się i klepnął swojego chłopaka w tyłek . 
            Tylko zespół wiedział że między tą dwójką jest coś więcej niż przyjaźń , a co z resztą ? Cóż reszta otoczenia uważała że Harry i Louis to po prostu dwójka przyjaciół lubiących dobrą zabawę . Kiedyś do internetu wyciekło zdjęcie na którym się całowali , fanki uznały że to na żarty i nazwały ich "Larry Stylinson" , tylko nie wiedziały o małym fakcie że "Larry Stylinson" był jak najbardziej rzeczywisty . Manager powiedział że to jedynie dwójka bardzo dobrych modeli, a żadnego z chłopców nie łączy nic prócz przyjaźni . Żyli tak jakby ich związek nie istniał , mogli być sobą tylko w domu . Gdzie paparazzi nie mieli dostępu do żadnych fotografii           
        - Chłopacy ! Piwo się skończyło . Pojadę po kilka butelek . Prawie nie piłem - powiedział Louis zakładając już kurtkę , Harry od razu się podniósł i pobiegł za nim
       - Jadę z tobą - zaczął mówić i się ubierać
       - Nie ty zostaniesz - Louis sięgnął ręką na ramie Harry'ego zdejmując jego kurtkę i wieszając ją z powrotem na miejsce .
         - Harry zostań - chwycił podbródek zielonookiego w dłoń - zaraz wrócę - musnął jego usta swoimi
         - Dobrze , kocham cię - powiedział Harry od razu gdy Louis się od niego odsunął - uważaj na siebie - mimo iż w jego organizmie aż przelewało się od alkoholu, to jeżeli chodziło o Louis'a potrafił być o zdrowych zmysłach .
          - Okej Harreh , pilnuj ich tutaj . Ja też cię kocham - powiedział Louis i ostatni raz tego wieczoru musnął usta Loczka . 
           Wyszedł z mieszkania i wsiadł do swojego czerwonego samochodu . Wyjechał z podjazdu i ruszył w stronę sklepu . Jechał prosto nagle przestał panować nad samochodem . Kierownica gwałtownie obróciła się w prawo , a Louis chcą zahamować zaczął naciskać kolejno pedały . Zamiast pedału hamowania , nacisnął pedał gazu . Samochód z olbrzymią siłą uderzył w słup roztrzaskując przód auta . Uderzył głową o kierownicę , a jako iż był dodatkowo pod wpływem alkoholu zemdlał . 
 - Niall ! Nie oszukuj ! - zawarczał Mulat gdy farbowany blondyn nie chciał wykonać zadania i podał butelkę Liam'owi , wówczas zadzwonił telefon . 
- Liam odbierz ten telefon ! - powiedział Harry - to może być Louis - jego chłopak nie wracał już trzecią godzinę do domu , a miał pojechać jedynie po kilka butelek alkoholu . Zaczął się martwić .
- No już ! - odparł Liam i chwycił telefon w dłoń po czym przyłożył do ucha .
       - Dobrze - w jego oczach pojawiły się łzy - dziękuje za informację - rozłączył się i po prostu rozpłakał
       - Liam kto to był ? Co się stało ? - dopytywał Harry
       - Louis ... on miał wypadek - odparł krztusząc się łzami .
       - CO ?! I na co wy jeszcze czekacie ! Liam ! Musimy do niego jechać ! - Chłopak w tempie ekspresowym zaczął się ubierać razem z pozostałą dwójką . Jedynie Liam siedział w ty samym miejscu i płakał .
        - Harry nie mamy po co .. - odparł
        - Nie mamy po co ?! - w chłopaku się zagotowało - twój przyjaciel miał wypadek potrzebuję cię ! - zaczął krzyczeć . Miedzy nimi zapanowała głucha cisza , której żaden nie miał zamiaru przerwać . Harry chciał sięgnąć po kluczę, ale wtedy usłyszał krzyk Liam'a
         - Harry do cholery ! Louis nie żyje ! - wykrzyczał Liam w jego stronę zanosząc się kolejnymi spazmami płaczu . Dla Harry'ego jakby świat się zatrzymał . Jakby wszystko nagle się skończyło jego ukochany nie żyje , a jeszcze kilka godzin wcześniej zapewniał go że niebawem wróci choć już nigdy nie wróci , odszedł na zawsze . Zapewniał go że kocha właśnie jego i nie opuści go puki sam nie odejdzie , a teraz złamał obietnicę . Odszedł i zostawił go samego . Harry pod wpływem emocji zaczął płakać jednocześnie upadając na ziemie mdlejąc .


Poczuł delikatne uderzenia w twarz .
        - Harry ! Harry obudź się . Słyszysz ? Obudź się - słyszał czyiś głos .Niechętnie otworzył oczy , od razu poraziło go mocne światło . Przymrużył oczy . Czuł pulsujący ból głowy , zapewne spowodowany kacem , chciało mu się pić i był zmęczony . Jedynie czego w tej chwili potrzebował to Louis , jego ukochany leżący przy jego boku . Leżący na jego piersi i otulający ręką jego brzuch . Chciał czuć ciepło jego oddechu na szyi kiedy składał by na niej drobne pocałunki , by po dłuższym czasie dojść do ust . Całując go po szyi , obok "jabłka Adama" jak i również na nim , obok ucha i za uchem , na szczęce , na policzku , aż w końcu  jego usta znalazły by się na ustach Harry'ego . 
         - Heh wiecie jaki miałem głupi sen ? - zapytał przyjaciół ci tylko kiwnęli głowami, by mówił dalej . - śniło mi się że Louis nie żyje . Rozumiecie ? Że mój Louis nie żyje - zaczął się śmiać , a po chwili spoważniał widząc smutek na twarzach przyjaciół . 
          - Ej chłopaki co jest ? 
          - Obawiam się że to nie sen - powiedział Zayn kładąc mu dłoń na ramieniu . 
          - Nie ! Wy kłamiecie ! Louis żyję ! - zaczął krzyczeć i się uśmiechać - on żyje i zaraz przyjdzie . Czekajcie zawołam go . Louis ! Louis ! Kochanie choć na chwilkę ! - wykrzykiwał chłopak , a gdy przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał , a chłopak nie przyszedł Harry padł na kolana i powiedział do przyjaciół 
          - Wy nie kłamiecie . On na prawdę nie żyje . Mój Louis nie żyje - rozpłakał się jak dziecko i skulił na środku pokoju . Od razu przyjaciele go przytulili . 




~~~~~~~~~~~~
Witam was serdecznie !
Dziękuje za te 10 komentarzy pod prologiem / fabułą , oraz za 5 obserwatorów i te ponad 800 wejść *.* ! Mam nadzieję że nie odejdziecie po tym jak na jaw wyszło że opowiadanie będzie o Larrym , ale nie do końca . Całe to opowiadanie jest tajemnicą i do tego trochę dziwną tajemnicą . Cóż jeżeli chcecie zadać pytanie mnie lub bohaterom opowiadania to zróbcie to w zakładce "PYTANIA DO BOHATERÓW" , a jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach , a nie jesteście obserwatorami bloga zostawcie nazwę swojego tt w zakładce "INFORMOWANI"
To chyba tyle ode mnie , pozdrawiam was wszystkich i jeszcze raz dziękuje . Do następnego ! 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Fabuła / Prolog


       Cóż może opiszę ci moje życie ? Będziesz czytać listy w których znajdą się wszystkie moje wspomnienia te dobre i te złe . Poznasz mnie od samego początku , dosłownie od samego początku . Od moich narodzin do mojej śmierci . Zastanawiasz się czemu to napisałem ? Może dlatego , by świat w końcu poznał historię tego sławnego Louis'a Tomlinson'a i dowiedział się jak było naprawdę . Pytasz czy żałuje mówiac o tym wszystkim ? Skąd , mam żałować najlepszego co w życiu zrobiłem ? Chyba kpisz . Zresztą to i tak nie ważne , przecież Ja nie żyje . 




~~~~~~~~~~~~ 
Witam serdecznie ! 
To jest ten początek , początek tego opowiadania . 
Podoba się prolog ? Mam cichą nadzieję że tak . 
Serdecznie zapraszam do komentowania i dodawania się do obserwatorów !
Niebawem pojawi się pierwszy rozdział !