piątek, 29 sierpnia 2014

VIII

ZAYN

Szedłem do Harry'ego, chłopak był w na prawdę kiepskim stanie. Odkąd..odkąd Louis umarł on sobie po prostu nie radził, to było za bardzo widoczne. Nie mogłem pozwolić mu się poddać, śmierć Louis'a nie powinna w ogóle nastąpić, jeszcze nie teraz. Jakby to się stało za 60 lat, pogodziłbym się z tym i on pewnie też, ale nie teraz. Gdy nawet nie miał 25 lat na karku. Naciągnąłem kaptur mocniej na głowę, by uchronić się przed chłodem i deszczem. Do domu Harry'ego pozostało mi jeszcze parę minut, a mądry Malik postanowił zrobić sobie spacer w towarzystwie tej okropnej pogody. Zimno przenikało przez ciepłe ubrania stykając się z moją skórą i miałem wrażenie, że przenika aż po kości. Cały drżałem. 
W tym momencie zazdrościłem Perrie. Dziewczyna leżała w domu pod ciepłym kocem, oglądając przyjaciół i popijając gorącą czekoladę. Oh. W oddali zauważyłem dom Styles'a, przyśpieszyłem nieco kroku po chwili pojawiając się przed mahoniowymi drzwiami. Mocno w nie zapukałem pocierając energicznie dłonie. Słyszałem ciche kroki zza drzwi. No dalej Harry, pośpiesz się Loczek z naburmuszoną miną otworzył drzwi.
- Em..w czym mogę pomóc? - odchrząknął na co westchnąłem i zdjąłem kaptur
 Chwila coś jest nie tak. Przyjrzałem się jego twarzy i..o kurde.
- Co ty masz  na twarzy!? - niemalże krzyknąłem, gdy pod jego wargą dostrzegłem dwa kolczyki
- Uspokój się Zayn i wejdź do środka, pewnie zmarzłeś - odparł lekceważąc moje wcześniejsze pytanie i odsunął się od drzwi, tak żebym mógł wejść do domu.
Nie mogłem odwrócić wzroku od jego twarzy. Na cholerę mu ten piercing? Bez niego wygląda o wiele lepiej. Rozsznurowałem buty i rzuciłem je w kąt, zdjąłem płaszcz, który Harry odwiesił na elegancki, drawniany wieszak. Już miałem zdejmować szalik, ale postanowiłem z tego zrezygnować - z dwóch powodów. Nadal było mi zimno, miałem tam kilka niewielkich malinek. Szedłem za nim, mając przed twarzą jego nieco za długie, falujące włosy. Powinien się wybrać do fryzjera, nie to piercingera. Usiadłem przy blacie w kuchni, a on zaparzył dwie herbaty.  
 - Co ty masz na twarzy? - zapytałem po raz kolejny
- Piercing Zayn, piercing. - odparł zdejmując wielki czarny sweter przez głowę. 
- A to Harry? - wskazałem na odkryte ramiona, pokryte tatuażami
- To są tatuaże, Zayn. Sam takie masz 
- Na co ci to? - kolejne pytanie wyleciało z pomiędzy moich warg nim zdążyłem się zorientować
- Cholera Zayn przestaniesz? Jestem dorosły mogę robić co chcę! - wykrzyczał mi w twarz, a w jego oczach zalśniły kropelki łez, które po chwili spływały po policzkach 
- Wszystko okej? - zapytałem podchodząc bliżej zielonookiego
- Nie, nic nie jest okej od kiedy on odszedł. Już nigdy nie będzie okej - szepnął mi w ramie, gdy go przytuliłem.
Jego ciało drżało, a on co jakiś czas pociągał nosem. Wiedziałem, że sobie nie radzi. Ale nikt nie potrafił mu pomóc albo nikt po prostu nie chciał pomagać gejowi z boysbandu, który stracił ukochanego. Ludzie są okrutni. Potarłem jego plecy w celu dodania mu trochę otuchy.
- Cii mały, masz mnie i chłopaków. Chciałbym ci o czymś powiedzieć, ale do tego musisz się uspokoić - powiedziałem cicho
Harry odsunął się ode mnie ocierając mokre policzki i pociągając nosem. Podałem mu chusteczkę ówcześnie wyjmując ją z kieszeni. Posłał mi delikatny uśmiech i wydmuchał nos. 
- O co chodzi Zi? - zapytał wyglądając już całkiem normalnie, no prawie.
- Mam nadzieję, że to jakoś poprawi ci humor. Bo Hazz, dzieciaku będziesz ojcem chrzestnym - powiedziałem cały rozradowany
- Jesteś w ciąży!? - krzyknął mi prosto w twarz, a ja parsknąłem jedynie śmiechem. Nieco się zmieszał
- To znaczy...Perrie jest w ciąży? Na prawdę? O jacie nie mogę uwierzyć! Będę miał małe Maliczki! - w jego oczach zabłyszczały łzy, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
Wręcz przeciwnie, coraz bardziej się poszerzał. Takiego go najbardziej lubiłem, rozradowanego bez żadnych zmartwień zaprzątającą tą czekoladową czuprynę. Aż sam się uśmiechnąłem. 
- Wiecie już jaka płeć? - zapytał, gdy emocje nieco opadły
- Nie Harry, jeszcze na to za wcześnie. Będziesz pierwszym, który dowie się jaka płeć. 
- Jejku Zayn, tak bardzo się cieszę! - znów krzyknął zawieszając mi się na szyi
- Ja też Curly, ja też. 
HARRY

Rozprostowałem kości, gdy tylko Malik opuścił moje mieszanie i wspiąłem się na schodach do góry, do NASZEJ wspólnej sypialni. Niepewnie wszedłem do środka. Nadal unosił się tu jego zapach, chciałem zabrać jedynie swój sweter wiszący w szafie, ale w końcu wyszło że ubrałem jeden z jego swetrów. Mimo, iż był nieco za mały nie miałem zamiaru go z siebie zdejmować. Po moim policzku spłynęła łza, gdy zerknąłem na nasze wspólne łóżko. Tak wiele w nim przeżyliśmy, już nawet nie chciałem tego wspominać. To wszystko za bardzo mnie przytłaczało. Czym prędzej opuściłem sypialnie i zbiegłem to salonu. W idealnym momencie, bo ktoś właśnie pukał do drzwi. Poszedłem otworzyć, ale nikogo tam nie zastałem. Jedynie perłową kopertę na wycieraczce. Cholera, znowu. Usiadłem na fotelu podciągając nogi pod brodę. Rozerwałem delikatnie kopertę, potarłem ręką o skroń. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem czytać. 

Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Dzisiaj opowiem ci o moim pierwszym grubym melanżu. 
03.08.2009r.
Wieczór zapowiadał się świetnie, rodzice Louisa kilka godzin temu pojechali zabierając razem ze sobą jego młodsze siostry na calutkie dwa tygodnie! Błękitnooki był tak bardzo uradowany faktem, że został całkiem sam bez opieki rodziców na tak długi czas. Zdawał sobie sprawę z tego, że matka będzie co jakiś czas do niego sprawdzając go, oczywiście. Ale jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Został sam! W końcu nie musiał się martwić, czy któraś z jego młodszych sióstr nie wejdzie do pokoju, gdy ten będzie zabawiał się z kimś czy pił piwo. Oczywiście, kochał bardzo mocno każdą z nich, ale wszystkie łączyły te same irytujące Louisa cechy. Każda z nich była wścibska i ciekawska, co doprowadzało bruneta do szewskiej pasji gdy siedział właśnie z kimś i był strasznie napalony. 
Uśmiechnął się i wciągnął przez głowę obcisłą, białą koszulkę. Daniel lada moment miał wpaść do Louis'a z sprzętem nagłośnieniowym. Louis w podskokach zbiegł po schodach, gdy usłyszał ten specyficzny sposób pukania do drzwi. Uśmiechnął się pod nosem i po chwili stał twarzą w twarz z przyjacielem, do którego lada moment przyległ ciałem. 
- Loui widzieliśmy się 30 minut temu - zaśmiał się Daniel prosto do ucha młodszego
-  No i co z tego - oparł Louis zaciskając dłonie na czarne koszuli przyjaciela
- Chodź musimy to rozłożyć zanim ludzie się zjadą. Stan zaraz powinien wpaść z alkoholem. 
Stan również był przyjacielem Louis, ale to Daniel był tym najlepszym. Chłopak z całych sił starał się podnieść wielki wzmacniacz czemu starszy przyglądał się z rozbawieniem. Louis, tak uroczo wyglądał męcząc się z tym głośnikiem. 
- Może byś się ruszył co? - warknął w stronę Daniela
- Przestań marudzić dzieciaku - chłopak zaśmiał się i zaczął podłączać głośniki 
Louis oderwał się od pracy ruszając do drzwi, Stan właśnie przyjechał z całym zapasem alkoholu na dzisiejszy wieczór. To, że było tego dużo to mało powiedziane, ale cóż się dziwić - mieli przyjść wszyscy znajomi Louisa z Facebooka, a było ich około 200. Jeszcze nie wymyślił dobrego wyjaśnienia, jakie powie mamie gdy coś się uszkodzi. 


~*~

W głowie już mu huczało od nieco za dużej ilości alkoholu we krwi, ale mimo to nie przestawał pić. W końcu, jak na gospodarza przystało musiał się napić z każdym, tak? Przynajmniej wpuszczając tu swoich znajomych wyszedł z takiego założenia. Kiwnął głową do Megan, która nawoływała go ruchem ręki. Louis wiedział, że niektórzy korzystali innych środków odurzających i w końcu postanowił sam spróbować zbliżając się do blondynki. Raz się żyję, prawda? Piątka osób, która była już nieźle naćpana gorąco go przywitała podając mu zwinięty w rulonik banknot i wskazując na białą linię usypaną z kokainy na samym środku stolika. Cicho westchnął, nie będąc do końca pewnym czy to aby na pewnodobry pomysł. Policzył do paru liczb wzwyż i pochylając się nad linią wciągnął ją za jednym razem. Zaczął pocierać nos, próbując przyzwyczaić się do tego dziwnego uczucia. Nim minęło parę sekund Louis wciągał już kolejną dawkę groźnego narkotyku. Czuł się, taki..wyluzowany. Jakby wszystkie myśli uleciały nie wiadomo gdzie, a jego ciało i umysł stały się nagle bardzo pobudzone. Chwytając pierwszą lepszą dziewczynę za dłoń zaciągnął ją do góry po schodach prosto do swojego niewielkiego pokoju. Nie zważając na to czy dziewczyna chcę to z nim zrobić czy nie, zdjął z niej bordową sukienkę niemalże rozrywając jej delikatny materiał.



~*~

Gdy się obudził dochodziła 19, skutki uboczne kokainy. Louis nie mógł zmrużyć oka po udanej imprezie, nie miał najzwyczajniej ochoty spać. Pożegnał wszystkich gości, dziękując za udaną zabawę. Posprzątał, no przynajmniej częściowo. Mieszkanie nie wyglądało najgorzej, próbował ocalić najcenniejsze przedmioty i udało mu się, na szczęście. Głowa bolała go niesamowicie, a ten okropny smak w ustach nie dawał mu spokoju. Och. To była ostatnia taka ostra impreza Louisie Tomlinsonie. 

Ps. Harruś, co ty sobie zrobiłeś? Lepiej ci bez tego całego żelastwa  na twarzy. 

___________________________________________________________
Cześć!
Ten rozdział może nie jest jakoś wybitny, ale mam jednakże nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba. Postaram się wymyślić coś co odmieni cały los tej historii hah Dziękuje serdecznie za komentarze, no i tyle. Do kolejnego miśki ;3

niedziela, 24 sierpnia 2014

VII

Harry
Chłopak szeroko się uśmiechnął i zlustrował mnie od stóp po samą głowę. Nie powiem, ale poczułem się dosyć niezręcznie, gdyż stałem przed nim w ręczniku sięgającym kolan. Odchrząknąłem, gdy zdałem sobie sprawę, że już kilka chwil stoimy w ciszy, a on przenikliwie się we mnie wpatruje.
- Co cię tu sprowadza przyjacielu ? - zapytałem.
Dostałem odpowiedz, której bym się nigdy nie spodziewał. On się na mnie rzucił! Bezczelnie przywarł ustami do moich, ale przecież nie mógł! One należały tylko do Louisa. Czym prędzej go od siebie odepchnąłem i spojrzałem zaskoczony na swojego przyjaciela. Jak on mógł ? Przecież dobrze wiedział, że kocham tylko Louisa. 
- Dlaczego to zrobiłeś ? - zapytałem patrząc na niego smutnym wzrokie
- Bo cię kocham Harry ! Teraz nic, ani nikt nie stoi na  naszej drodze do szczęścia - rzekł łapiąc mnie za ramiona i siłą przyciągając do siebie
- Nick ! Uspokój się, już raz ci powiedziałem, że jesteśmy i zostaniemy TYLKO przyjaciółmi.. A teraz proszę Cię..opuść mój dom. - powiedziałem otwierając mu drzwi.
Chłopak spuścił głowę w dół i przygnębiony wyszedł. Gdy chciałem zamknąć drzwi, ten je złapał i szepnął 
- Przepraszam  
Zamknąłem te nieszczęsne drzwi i po prostu rozpłakałem się. Czyżbym właśnie złamał serce swojemu przyjacielowi ? Cholera. Wstałem z podłogi i postanowiłem coś na siebie ubrać. Pognałem do sypialni i podszedłem do szafy. Otworzyłem jej drzwiczki na oścież i położyłem dłonie na biodrach. Po chwili zastanowienia wyjąłem szare dresowe spodnie i czarną bluzę z napisem " TEENAGE RUNAWAY". Ubrałem się i zszedłem na dół zrobić sobie w końcu coś do jedzenia. Mnóstwo myśli zaprzątało mój umysł, miałem już tego powoli dość.. Usłyszałem pukanie do drzwi. Pewnie Nick. Poszedłem otworzyć, chciałem go przeprosić. Po drugiej stronie stała ciemna postać w kapturze. 
-Em..w czym mogę pomóc ? - zapytałem odchrząkując. Nieznajoma postać westchnęła i zdjęła kaptur



Danielle 

Światło zgasło, stałam sama na scenie, a w okół niej roznosił się szum publiczności. Wzięłam głęboki oddech i poczułam przyjemne ciepło reflektora na twarzy. Czułam przepełniony ciekawością wzrok na sobie. Rozbrzmiała melodia dobrze znanego mi utworu, a razem z nią rozpoczął się taniec.  Czułam się jak ryba w wodzie, jak ptak na niebie, po prostu byłam w swoim żywiole. Byłam jakby w transie, z którego trudno byłoby mnie teraz wyrwać. Na scenę wbiegło jeszcze kilku tancerzy i dwie tancerki, które za zadanie miały być moim "cieniem", to znaczy miały robić dokładnie to co ja, tyle, że nieco później. Układ powoli dobiegał końca, ostatnie kroki, chwytanie się za dłonie i wspólny ukłon. W podskokach zeszliśmy ze sceny w rytmie nieustających oklasków. Prosty taniec, przed niewielką publicznością, jednakże byłam z siebie dumna. Szczególnie, że ktoś bardzo dla mnie ważny siedział na widowni, a tą osobą był mój najukochańszy Liam. Zaraz po występie mieliśmy spędzić wspólnie dzień. Tak więc zabrałam jedynie swoje rzeczy i żegnając się z wszystkimi ruszyłam do wyjście, gdzie powinien już czekać na mnie mój chłopak. 
- Daj, pomogę ci. - powiedział niemalże wyrywając mi torbę z rąk
- Przecież doskonale daje sobie radę. Nie musisz wszystkiego za mnie robić, jestem dużą dziewczyną Liam i nie jestem w ciąży - powiedział cicho się śmiejąc
- A szkoda - mruknął pod nosem
- Słucham? - myślałam, że się przesłyszałam
- Powiedziałem, szkoda, że nie jesteś w ciąży 
- Czyli..że..chciałbyś mieć ze mną dziecko?
- Danielle głuptasku, oczywiście, że bym chciał - rzekł przytrzymując mój podbródek dwoma palcami i całując mnie w nos
Od razu zrobiło mi się miło na serduszku, przytuliłam się do jego ramienia i tak szliśmy, aż do samochodu Liam'a. Jak na dżentelmena przystało, chłopak najpierw otworzył mi drzwi, poczekał aż wejdę i zamknął za mną drzwi, po czym okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. 

 - Liam, pojedźmy najpierw do mieszkania. Musiałabym się troszkę ogarnąć - powiedziałam kładąc dłoń na jego - potem jestem cała twoja
- Oh to świetnie się składa. Tak, więc jedziemy do domu. - powiedział na co lekko się zaśmiałam  
Droga minęła nam zdumiewająco szybko, aż za szybko. Wspólnie wspięliśmy się po schodach do naszego mieszkania, a gdy już dotarliśmy odwiesiłam kurtkę na wieszak i weszłam do łazienki. Przede mną niemiłosiernie długa kąpiel. Wlałam wodę do wanny i zaczęłam ściągać z siebie ubrania, zdawałam sobie sprawę, że drzwi są cały czas otwarte. Usłyszałam pukanie za sobą, a zaraz miękkie dłonie Liam'a spoczęły na moim nagim brzuchu. Pominę fakt, że stałam jedynie w bieliźnie. 
- Mogę się przyłączyć? - szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek
- Nie widzę żadnych przeciwwskazań, panie Payne - odpowiedziałam mu ponętnie
- Cieszę się panno Peazer, pomóc pani?
- Jakby pan mógł, tutaj rozpiąć - wskazałam zapięcie biustonosza
- Z miłą chęcią 
Po chwili niechciany materiał leżał na ziemi, jego dłonie trzymały mnie mocno w tali. Po chwili oboje weszliśmy do ogromnej wanny, pełnej piany. Oparłam się o jego tors, zaciskając mocniej jego ręce w okół mnie.  


Niall 

Trzymając dłoń Ellie biegliśmy do jej mieszkania, samochód się zepsuł i dodatkowo rozpadał się deszcz. Dziewczyna zatrzymała się, sprawiając, że i ja się zatrzymałem, stając tuż obok niej.
- Niall, ja już nie dam rady.. - szepnęła - ale mogę coś zrobić? - zapytała cichutko
- Ale co zrobić?
 - Nie odpowiada się pytaniem, na pytanie - dźgnęła mnie w brzuch śmiejąc się
- No trudno, ale ja pierwszy coś zrobię, okej?
- Okej
Pochyliłem się nad nią i położyłem jej dłoń na policzku. Cały czas patrzyłem jej prosto w oczy, w te piękne niebieskie oczy.  Pogłaskałem ją po szczęce i delikatnie złączyłem nasze usta. Jej miękkie warki były takie słodkie i smakowite, że miałem problem aby się od nich oderwać. Kiedyś mówiła, że marzy o pocałunku w deszczu i ja właśnie postanowiłem spełnić dwa marzenia, Ellie - pocałunek w deszczu i moje - pocałowanie Ellie. Nie całowaliśmy się ostro, tylko subtelnie i delikatnie, idealnie. Odsunąłem się od niej z szerokim uśmiechem na twarzy, jej również nie brakowało szczęścia, a świadczyły o tym iskierki w jej oczach i wygięte w uśmiechu usta.  Chyba ją kocham. Przywarła do mnie swoim malutkim ciałkiem, nie obchodziło nas to, że stoimy na środku chodnika zagradzając ludziom drogę ucieczki przed deszczem, ani to, że leje jak z cebra. My po prostu rozkoszowaliśmy się tą chwilą. Jednakże Ellie zaczęła się delikatnie trząść, było jej zimno. Spletliśmy nasze palce u rąk i czym prędzej ruszyliśmy do jej mieszkania. 
Skromne mieszanie w niewielkiej kamienicy, idealnie do niej pasowało. Wszystko suptelne i delikatne.  
- Napijesz się czegoś? - zapytała przygryzając wargę, oh niesamowity widok
- Nie rób tak - powiedziałem przygwożdżając ją do ściany
- J-jak? - wyjąkała znów przygryzając wargę
- Tylko ja mogę to robić - szepnąłem jej prosto w usta przygryzając jej delikatną wargę zębami
- Ni-all - wyjąkała
- Tak skarbie? -przytrzymałem jej twarz za szczękę, tak by nie spuszczała głowy w dół, co pewnie zaraz miała zrobić
- Ja nie jestem gotowa na..na to wszystko. Niall ja nie wiem co robić, ja nie jestem jeszcze gotowa na to co chciałbyś zrobić..Przepraszam
- Ej ej ej, spokojnie. Nie będę cię do niczego zmuszać. Poczekam tak długo, aż sama coś zaproponujesz - musnąłem ustami jej okrągły nosek - wszystko jest okej, wszystko jest okej - mówiłem przytulając ją mocno do swojego ciała. 
- Zostaniesz ze mną? - szepnęła w moją koszulkę
- Oczywiście, że zostanę kochanie 
Ellie odsunęła się niepewnie ode mnie i chwyciła moją dłoń. Nic nie mówiąc podążyłem za nią. Usiedliśmy na kanapie, tak właściwie to ja usiadłem na kanapie, a Ellie usadowiłem na swoich kolanach. Tak, że siedziała do mnie twarzą. Dotykała subtelnie mojego policzka nie przerywając kontaktu wzrokowego. Przyglądałem się dokładnie jej twarzy, wszystko przejrzałem.
- Jesteś taka piękna - wyszeptałem jej w usta
- Oh 
Schowała twarz w zagłębienie mojej szyi i po prostu przywarła do mnie swoim drobnym ciałkiem. Przytuliłem ją i głaskałem jej plecy. Jej oddech się wyrównał, leżała spokojnie nie ruszając się. Przypuszczam, że zasnęła. Cicho się zaśmiałem i sięgnąłem wolną ręką po koc. Okryłem nas i oparłem brodę na jej głowie. Parsknąłem śmiechem niewiedząc czemu i po prostu głaskałem ją po plecach. Sięgnąłem do kieszeni spodni, bo mój telefon nieznośnie zawibrował. 
From : Unknow
Niall jeżeli coś jej zrobisz, to chyba urwę ci jaja i powieszę nad łóżkiem. 
Masz o nią dbać, rozumiesz?
Obserwuję cię Irish. 

~L

_________________________________________________________
Witam!
Powracam już chyba na stałe kochani, mam nadzieję, że jakoś wybaczycie mi tą długą nieobecność. Przepraszam ;< Wchodzi tu ktoś jeszcze? Oby tak :) Wysyłajcie linki do znajomych LS, bardzo by mi to pomogło. Jestem w trakcie pisania kolejnego. Serdecznie proszę o komentarze :) I zapraszam na drugiego bloga : winter-land-story.blogspot.com