czwartek, 25 września 2014

X

HARRY

Biegłem przed siebie popychając przypadkowych ludzi. Nie wiedziałem nawet w jakim kierunku podążam. Po prostu biegłem, nie przejmując się chwilowo niczym innym, jak ucieczką jak najdalej od wszystkiego. Szczerze? Opuszczenie domu było chyba najgłupszą rzeczą, jaką mogłem zrobić. Przecież nadal jestem sławny, mimo iż zespół się rozpadł. Jestem takim kretynem. To było takie oczywiste. Mogłem się domyślić, że reporterzy na mnie napadną, gdy tylko opuszczę próg mieszkania. Ale nie, Harry musiał być najmądrzejszy na świecie i wyjść całkiem sam do parku. Przecież nadal mam ochroniarzy na własną rękę, ale po co korzystać z ich pomocy? Przecież lepiej robić wszystko samemu. Jestem taki głupi. Wcale nie jesteś. Niemalże słyszę głos Louis'a w mojej głowie. Chyba zaczynam mieć paranoję. Louis nie żyje. Louis Tomlinson nie  żyje. Pogódź się z tym Harry. Ciekawe czy można podpisać jakiś kontrakt z Bogiem, moja dusza za jego. Można prawda? Zakopię tylko skrzynkę z moim i jego zdjęciem na środku skrzyżowania i podpiszę 10 letni pakt z Bogiem, a może z diabłem? * Och byłoby tak cudownie odzyskać go na chociaż parę minut, a potem kolejne i kolejne. I tak do usranej śmierci. 
- Jesteś nienormalny - powiedziałem do  sobie
Przypominam sobie o liście w mojej kieszeni, kto jest jego nadawcą jeśli nie Louis? Kto znałby go na tyle dobrze, by wiedzieć o takich sprawach, jak śmierć jego matki? Kto byłby w stanie pisać te wszystkie rzeczy? Pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości? Kto wiedział o tym prócz Louis'a? Podzieliłby się takimi szczegółami z swojego życia z kimkolwiek? Nawet mi o niczym nie mówił. Nie mówił mi o żadnej imprezie, nie mówił o swojej matce, nie mówił o Danielu, nie mówił nawet o swojej pierwszej przyjaciółce. Jak dużo jeszcze przede mną ukrywał? Kim był mój Louis? Mogę go teraz, tak nazwać? Przecież miał przede mną tak wiele sekretów, tak wiele niewiadomych. Wiedział o mnie wszystko, absolutnie wszystko. Ja o nim tak niewiele. Kim jest osoba, która tak dobrze go znała? A może..może Louis tak na prawdę nie zginął w tym wypadku? Co jeżeli to wszystko to jakiś idiotyczny żart? Co jeżeli to było tylko ustawione? Po co ktoś miałby robić coś takiego? Po co Louis miałby to zrobić? Chcę poznać prawdę, prawdę i tylko prawdę. Chcę się dowiedzieć wszystkiego co z nim związane, a mówiąc wszystkiego  mam na myśli WSZYSTKIEGO. 
Przysiadłem w końcu pod jakimś drzewem opierając się o nie plecami. Nie było tu nikogo, byłem tylko ja i ten przeklęty list. 
Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Czytaj dalej, a dowiesz się o czym ci dzisiaj opowiem. 
23.07.2010r.
~'~
Dzień przesłuchań. Chwilę przed castingami, podążał przez korytarze wielkiego budynku. Miał jeszcze kilka minut, przecież zdąży pójść do toalety. Pewnym krokiem podążył do łazienki  z impetem pchając drzwi. Nie pomyślał, że po drugiej stronie może ktoś być. Usłyszał ciche warknięcie i huk upadającego..czegoś lub raczej kogoś. Chłopak, którego w pewnym sensie staranował podniósł się z ziemi stając przed nim, byli mniej więcej w tym samym wzroście. 
- Oops - szepnął pierwszy raz widziany przez Louisa chłopak.
- Hi! - opowiedział patrząc w szmaragdowe oczy chłopca z burzą loków na głowie. Oparł się o blat umywalki w jego oczach wesoło tańczyły iskierki. 
Wyglądał tak uroczo z roztrzepanymi włosami i lekko zaróżowionymi policzkami.Chwila..czy Louis właśnie pomyślał, że ten nieznajomy mu chłopak jest uroczy? Ciekawe co jego towarzysz pomyślał o nim. Może powinien się przedstawić? Spojrzał na chłopaka naprzeciw w siebie. Obaj milczeli. Tak, stanowczo powinien. 
- Jestem Louis - odparł przerywając tą ciągnącą się między nimi ciszę. 
Loczek delikatnie się uśmiechnął ukazując wcześniej nie zauważone przez Louisa dołeczki w policzkach. Wyglądał jeszcze bardziej słodko. Wyciągnął w jego stronę dłoń, która niemalże od razu została uściśnięta. 
- Jestem Harry
~'~

Dziewięć osób na scenie i  czterech jurorów przed nimi. Wśród nich Simon Cowell, który przeszywam wzrokiem nastolatków naprzeciw niego. Uczestnicy ze stresu przegryzali wargi, obgryzali paznokcie, a nawet zdzierali je z opuszków palców. W końcu jeden z jurorów postanowił zlitować się nad nastolatkami przerywając tą przerażającą ciszę, która niemalże raniła w uszy. 
- Poprosiliśmy was tutaj, ponieważ wyszliśmy z założenia, że nie możemy marnować takich talentów, jak wasze. Niestety jest was aż dziewięcioro, a mamy tylko dwa miejsca. Postanowiliśmy, że...połączymy was w grupy. Witamy w drużynie x-Factora! - Nicole podniosła się z swojego skórzanego fotela głośno klaszcząc w dłonie. 
Na scenie niemalże wybuchła eksplozja szczęścia i euforii. Wszyscy zaczęli krzyczeć, a nawet płakać! Jedną z płaczących osób, był Harry. Louis niewiele myśląc wskoczył w ramiona Harry'ego mocno przylegając do niego ciałem i chowając głowę w zagłębieniu  w szyi młodszego. Będzie miał okazję lepiej poznać tego chłopca. Będą się teraz widywać niemalże codziennie. Po zejściu ze sceny cała piątka pognała w stronę swoich bliskich. Nawet się nie znali, a od dzisiaj mieli być zespole, będą musieli się zaprzyjaźnić lub chociaż spróbować żyć w zgodzie, przynajmniej będą musieli. Oby tylko pozostała trójka chłopaków, których jeszcze nie poznał Louis nie okazała się bandą dupków. 

~'~

Siedzieli na schodach przed budynkiem teatru starając się wymyślić nazwę dla zespołu. W ciągu ostatniej godziny zdążyli się już trochę poznać. Znali swój wiek, imię i najważniejsze zainteresowania. Chociaż ich zespół jeszcze nie miał nazwy. Siedzieli w ciszy, każdy z nich próbował wpaść na coś fajnego. Harry drapiąc się po głowie odparł cicho, przerywając milczenie
- Może..może One Direction? 
- To nie jest nawet takie złe - poparł Liam chwilę się nad tym zastanawiając. Mają takie samo marzenie, taki sam kierunek.
Liam był najpoważniejszy póki co z całej piątki. Chłopak wydawał się być niesamowicie  inteligentny i pewnie taki był. 
- To zgadzacie się? - odezwał się ponownie Harry
Zayn i Niall spojrzeli po sobie po czym oboje przytaknęli. Louis, bez żadnego zaskoczenia dla innych również poparł nazwę zespołu.
- A więc one direction - odezwał się cicho dotychczas milczący Niall.
- A więc one direction! - powtórzył Lou - podoba mi się! - wykrzyknął energicznie rzucając się na "kumpli z zespołu"
Nikt nadal nie mógł pojąc, że ma on 19 lat i jest najstarszy z nich, chociaż był bardzo mądry, zachowywał się jak totalny dzieciak. Gdy Niall, Liam i Zayn rozeszli się Louis i Harry nadal siedzieli na schodach przed teatrem. Zostali sami, ale nie czuli się przez to niezręcznie. Przynajmniej nie Louis. 
- Hej Harry, mogę sobie zrobić sobie z tobą zdjęcie? - Loczek milczał, chyba nie do końca wiedział jak ma się teraz zachować
- Po co?- zapytał może nieco bezczelniej niż mu się wydawało
- Jestem przekonany, że kiedyś będziesz sławny, a wtedy ja będę się chwalić zdjęciem z wybitnym Harry'm Styles'em! - zażartował poruszając zabawnie brwiami.
 Harry głośno się roześmiał, odchylając głowę w tył. W podbrzuszu Louisa eksplodowało stado motyli. To taki piękny widok. Śmiech Harryego stał się chyba właśnie ulubionym dźwiękiem starszego chłopaka. Po kilku próbach uruchomienia telefonu Louisa zrobili sobie wspólne zdjęcie mocno się przytulając. Był to początek ich przyjaźni, a może nawet czegoś więcej.

PS. Harry już wtedy Cię kochałem, nadal kocham. Nie rób nic głupiego. 
~L

Odłożyłem list na bok. Deszcz zaczął padać, a jego zimne krople mieszały się z moimi łzami spływającymi po policzkach. Wtedy było tak pięknie, nie musieliśmy się ukrywać. Byliśmy szczęśliwi. Louis żył. Nigdy nie pomyślałbym, że to wspomnienie może tak bardzo...zaboleć. Miało być  idealnie. Już kończył nam się termin kontraktu, mieliśmy znaleźć innego wydawce. Mieliśmy być szczęśliwi.
Moje ubranie było całe przemoczone i brudne z błota. Z włosów powoli kapały mi kropelki wody. Pociągnąłem nosem. Wiedziałem gdzie muszę pójść. Nie zważając na gapiących się na mnie ludzi szedłem przed siebie. Przecież to tylko brudny, płaczący, Harry Styles. Nic ciekawego. 

_________________________________________________________________
Witam!
Przepraszam, za ten rozdział. Jest tak cholernie słaby. Nie wiem, jak komukolwiek chcę się to w ogóle czytać. Eh. Zapraszam do komentowania? 
winter-land-story.blogspot.com

sobota, 13 września 2014

IX

ELEANOR 

Przed oczami migotały mi żółte światła latarni. właśnie spóźniam się do pracy i można rzec, że z całkowitą premedytacją i brakiem żalu. Wcale mi się nie śpieszyło, a fakt, że prawie nie spuszczałam nogi z pedału gazu  świadczył tylko i wyłącznie o tym, że ja Eleanor Calder kocham szybką jazdę, a autostrada będąca jednocześnie drogą do pracy nadawała się do tego idealnie.. Właśnie miałam podgłośnić radio, gdy mój telefon zaczął brzęczeć. Warknęłam gardłowo, bo na prawdę lubię tę piosenkę. Przyłożyłam telefon do ucha. 
- Czego!? - niemalże krzyknęłam na mojego rozmówce
- Ej, ej, ej Eleanor zluzuj, chciałem ci tylko przypomnieć, że właśnie się spóźniasz i uświadomić w fakcie, że masz dziś masę roboty. Radzę się pośpieszyć, bo obniżę ci z pensji. - zażartował Max, mój przyjaciel, a zarazem szef. Westchnęłam cicho i w końcu raczyłam mu odpowiedzieć. 
- Już jadę, będę za 10 minut, zrób mi coś do picia. Też cię kocham - nie czekając na jego odpowiedź szybko się rozłączyłam, będąc przekonania, że zacznie się wykłócać w kwestii zrobienia napoju. 
Max był na prawdę w porządku, a ponad to był piekielnie przystojny. Zawsze mi się podobał, to znaczy od czasu kiedy się poznaliśmy. Czyli od dobrych paru lat. Niestety nie mogłam z nim nigdy niczego spróbować z jednego bardzo ważnego powodu. Z powodu Louis'a, tu nie chodzi o to, że go o coś obwiniam. Skądże, nie mam mu niczego za złe. Przecież nie prosił się o to, tak? On chciał być po prostu szczęśliwy, ale mu na to nikt nie pozwolił. Nie mogłabym go za nic winić, przecież spędziłam z nim masę miło spędzonego czasu. Nadal nie dociera do mnie fakt, że mój Louis fajtłapa umarł. Przecież jeszcze nie tak dawno siedzieliśmy razem w Starbucksie pijąc gorącą czekoladę i głośno się śmiejąc z pewnego incydentu. Dobrze pamiętam ten dzień, w dniu jego śmierci. 
Louis złapał mnie pod ramię i pchnął drzwi wejściowe do Starbucks'a, nie patrząc kompletnie na to czy jest ktoś po drugiej stronie, jak się okazało. Na jego nieszczęście, za drzwiami stała starsza kobieta, która chcąc wyjść z lokalu chwyciła za klamkę w tym samym momencie co brunet. A siła z jaką ten pchnął drzwi, spowodowała upadek starszej pani. Jej wzrok niemalże wypalał dziurę w ciele Louis'a, zasłoniłam odruchowo usta próbując nie wybuchnąć śmiechem na ten zabawny widok. Louis kompletnie wystraszony, ukucnął przy kobiecie pomagając jej wstać, a gdy już to uczynił owa kobieta zaczęła go uderzać po ramieniu swoją niewielką torebką. Próbowałam jakoś nie zacząć się śmiać, ale było to za trudne. Zaczęłam głośno chichotać, a starsza pani tylko spiorunowała mnie wzrokiem. Popychając mnie opuściła lokal, szepcząc pod nosem 
- co za banda niewychowanych dzieciaków. 
Odwróciła się jeszcze raz do nas, by posłać nam pełne pogardy spojrzenie, gdy już zniknęła nam z oczu oboje chwytając się za brzuchy wybuchnęliśmy śmiechem. 
Delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie to wydarzenie, poczułam, jak po moim policzku swobodnie spływa łza. Nie ocierałam jej, po co? Cholernie mi go brakuje, nawet nie chcę myśleć, o tym co czuję Harry. Właściwie przydałoby się z nim spotkać, w końcu Curly to wbrew pozorom mój przyjaciel, mimo iż między naszą dwójką często występowały sprzeczki, generalnie z powodu Louis'a albo bardziej zazdrości Harryego o Louis'a. Tak, Harry to cholerny zazdrośnik. Ale w prawdzie rzeczy nie dziwię mu się. Gdybym była na jego miejscu i ktoś musiałby się obściskiwać na moich oczach z moim ukochanym to chyba bym zabiła. Zawsze strasznie zazdrościłam im tego, że byli tacy silni, że byli ze sobą pomimo tylu przeszkód, mimo tych ludzi, którzy byli naprzeciw im. Mimo braku możliwości ukazywania swoich uczuć względem siebie w świetle publicznym czy nawet często braku możliwości siedzenia obok siebie na głupim wywiadzie. Przecież to całkowicie absurdalne i niedorzeczne. Chciałabym, kiedyś znaleźć kogoś, kto będzie mnie kochał tak mocno i szczerze, jak ta dwójka siebie nawzajem, chciałabym stworzyć tak silny związek, jak oni. Jestem stu procentową LARRY SHIPPER do cholery! Harry Styles'ie czekaj na mnie. Cicho się zaśmiała i wcisnęłam mocniej pedał gazu nie zważając na zmieniające się na czerwono światło, głośno wypuściłam powietrze z ust, gdy bez szwanku udało mi się ominąć nadjeżdżający samochód jednocześnie nie powodując wypadku. 
- Jesteś taka głupia El. - szepnęłam sama do siebie parkując samochód przed budynkiem pracy. 
Wysiadając z auta, od razu rzucił mi się w oczy ogromny świecący na różowo neon z napisem "GO GO DANCE" 

HARRY
Nuda, nuda, nuuuda. Nie mam co robić, mam mnóstwo czasu, który po prostu wolno płynie. Nie mam z kim pogadać, nie mam planów, nie mam ochoty. Siedzę i myślę co by było gdyby, ale "gdyby" przecież już nie nastąpi, tak? Och przecież to oczywiste Styles. Powinienem wreszcie ogarnąć się w sobie i wymyślić dla siebie i tego cholernego czasu jakieś piekielne zajęcie, które chociaż w jakimś stopniu odciągnie mnie od tej bolesnej rzeczywistości. Pomyślmy..może jakieś hobby? Jakiś talent? Przecież jakoś muszę znaleźć sobie zainteresowanie, a kompletnie nie wiem, jak mam się do tego zabrać. Jedyne co przychodzi mi na myśl to śpiewanie, ale przecież zespół zakończył swoją działalność, a nie chcę tego robić bez nich, to nie było już to samo. Eh, a co będzie tak samo? Każdy kolejny poranek będzie wyglądać, tak jak ten? Wstaje, pije kawę - już nawet jej nie słodzę, mimo iż nienawidzę niesłodzonych napoi - i przez resztę dnia nie robię nic specjalnego, tylko siedzę i dumam? Nie, tak nie może wyglądać moje życie. Stanowczo nie.  Muszę się z kimś przespać, oo tak. Moje napięcie seksualne sięga powoli zenitu i mam wrażenie, że wszystko co trzymam pod spodniami wybuchnie. Usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko do nich podbiegłem z nadzieją, zobaczenia, kto tym razem mnie odwiedził. Nadzieja matką głupich, tak? Znowu na wycieraczce leżała taka sama koperta, jak pozostałe sześć . No cóż było mi zrobić, jak nie przeczytać znajdującego się w środku listu? Niewiele myśląc rozerwałem kopertę i wyjąłem z niej list, który schowałem do kieszeni. Naciągnąłem na ramiona czarny płaszcz, wsunąłem na stopy brązowe botki, a czarne przeciwsłoneczne okulary zawiesiłem na nosie. Pewnie będę płakać. Jak zawsze, jestem żałosny. Nie pewnie otworzyłem drzwi, a zimne powietrze otuliło moje z leksza wychudzone ciało. Zbliża się zima, zbliżają się jego urodziny, zbliża się gwiazdka. Teraz nie muszę się martwić o to czy spędzę je z rodziną, bo już nie ma One Direction, nie ma więc żadnych przeciwwskazań, ale czy dzięki temu czuję się lepiej? Oh, nie. To jeszcze bardziej mnie przytłacza, przecież zespół był jedną wielką częścią wyrytą w moim życiu. Nawet jakbym chciał, nigdy nie zapomnę. Szedłem w stronę parku, chciałem odetchnąć świeżym powietrzem, chciałem poczuć zapach opadających z drzew kolorowych liści. Chciałem poczuć na skórze dotyk zimnych kropel deszczu, który pewnie niebawem się pojawi. A co najważniejsze chciałem mieć pewność, że nie jestem sam. Oczywiście miałem chłopaków, tak. No, ale przecież nie będę im siedzieć na głowie do końca życia. Mają swoje własne, mają problemy, mają swoje ukochane, którym muszą poświęcać dużo chwil. Nie mają pewnie nawet czasu, na moje użalanie się nad sobą. Jestem wrakiem. Przecież ja zaraz umrę. A jeśli bym umarł, to..byłbym znowu z Louis'em, gdziekolwiek on teraz jest. Znów zobaczyłbym jego piękną ciemniejszą o dwa tony od mojej skórę, jego piękny biały uśmiech, te najcudowniejsze lazurowe oczy. 
Nim się zorientowałem stałem już w parku, podszedłem do jednej z ławek i usiadłem na niej. Po chwili przysiadła się do mnie młoda kobieta z mikrofonem w ręce. Za nią stał niski, pulchny facet z niewielką kamerą w ręce. Cholera. 
- Harry, jak się czujesz? Niedawno widziano cię w szpitalu. Co się stało? Jak się trzymasz po śmierci swojego przyjaciela? Jak wyglądały wasze relacje nim zginął?
Salwa pytań wydobywała się z jej ust, a ja po prostu nie miałem siły na nie odpowiadać. Czułem, jak oczy zaczynają mnie szczypać dając mi tym samym znak, że lada moment popłyną z nich słone krople łez. Niewiele myśląc zerwałem się z ławki i uciekłem. Najzwyczajniej w świecie zwiałem, jak tchórz. 
____________________________________________________________________
WITAM MISIE!
Najmocniej was przepraszam, że ten rozdział pojawił się tak późno, ale same rozumiecie. Szkoła wszystko niszczy, nie mam zbyt wiele wolnego czasu, ale jakoś udaje mi się pisać. Mam nadzieję tylko, że nie najgorzej. Dziś urodziny Niall'a, niech ten rozdział będzie dla niego haha Co sądzicie o soundtrackach do rozdziałów? W ogóle, piercing Styles'a wywołał u was różne reakcję, jeśli chcecie mogę wrzucić zdjęcie, które zainspirowało mnie do tego hah. No cóż kończę już, proszę o szczere <najlepiej długie> komentarze. Kocham Was! Mam nadzieję, że do niebawem.