Harry
Ciemne chmury pokryły niebo, nie pozwalając nawet najmniejszemu promykowi się wydostać z tej powłoki . Ptaki ucichły, a ludzie jakby przestali się śpieszyć. Wszystko stanęło w miejscu, jedynie strugi deszczu uderzały o ziemie roztrzaskując się na miliony maleńkich kropel. Odnosiłem wrażenie jakby Londyn płakał wraz ze mną, jakby i on stracił jakąś część siebie.
Obserwowałem ludzi dookoła, można powiedzieć że byli tu wszyscy. Widziałem Jego matkę i ojczyma, którzy mocno przytulali do siebie Jego siostry. Wszyscy płakali, tak jakby ich radość umarła razem z nim. Jakiś kawałek od naszej czwórki stałą cała wytwórnia, jacyś sławni znajomi, wszyscy opłakiwali jego odejście. Ubrani w czarne stroje w dłoniach trzymali czerwone róże. My się wyróżnialiśmy, mieliśmy na sobie białe garnitury , a nasze dłonie zaciskały palce na białych różach. Chcieliśmy pokazać, że on nadal żyje - w naszych sercach i że nigdy nie zapomnimy o nim.
Podeszliśmy bliżej trumny która stała na metalowym stojaku, ciemna przyozdobiona złotymi dodatkami, w środku wyłożony jedwabny materiał na którym leżał. Wyglądał pięknie. Jego włosy jak zwykle w lekkim nieładzie, porcelanowa cera mimo kilku blizn nadal wyglądała perfekcyjnie, jego powieki opuszczone - już nigdy nie zobaczę tych pięknych szafirowych tęczówek, jego niegdyś malinowe usta były sine, lekko zaciśnięte, a ich kąciki delikatnie uniesione w górę. Wyglądał jakby spał, tak jakby miał zaraz otworzyć oczy i powiedzieć ten swój tekst "Ale się nabraliście ! A jakie mieliście miny ! " po czym wybuchł by śmiechem. Niestety nie stało się tak.
Poprawiłem jasny szalik, tak by szczelniej okrywał moją szyję - dostałem go od niego na gwiazdkę. Nachyliłem się i delikatnie musnąłem jego wargi, ten ostatni raz. Zadrżałem pod wpływem ich zimna. Po moich policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy, nawet nie chciałem ich zatrzymywać . Odsunąłem się, a ksiądz zamknął wieko. Służba pogrzebowa zaczęła opuszczać trumnę w świeżo wykopany dół. Każdy wziął garść ziemi i sypnął nią na trumnę , zaczęto z rzucać wszystkie czerwone róże w dół, razem z czterema białymi od nas. Nie wytrzymałem zacząłem głośno płakać, upadłem na kolana. Gdyby nie Niall, który zgarnął mnie w swoje ramiona upadłbym tam w dół, do niego.
W okół nas i jego rodziny zaczęła zbierać się dość spora grupa osób, składając kondolencje. Dopiero do teraz do mnie dotarło że jego już tak naprawdę nie ma, że już nigdy mnie nie przytuli, a tym bardziej pocałuje, że już nigdy nie powie jak bardzo mnie kocha i jak wiele by dla mnie zrobił. Że już nigdy nie powie " Hazz kocie wstawaj już 11 " , że nigdy więcej nie złapie mojego karku swoimi drobnymi palcami, że już nigdy nie okrzyczy mnie za zbyt długie imprezowanie. Już nigdy nie będzie się martwił gdy długo nie będę wracał, już nigdy nie będzie siedzieć przy moim łóżku gdy będę chory, że już nigdy nie powie"Kocham cię " ....
Czułem się jak dziecko, bez ukochanego rodzica. Jak anioł, bez skrzydeł. Jak chory, bez lekarstwa. Jak istota, bez powietrza, a wszyscy wiemy że bez powietrza nie da się żyć.
~*~
Wracając do domu, do domu mojego i Lou, bez przerwy płakałem. Widziałem jak skrzynka na listy, jest zapełniona. Wyjąłem list. Perłowa koperta, a na niej moje imię i nazwisko. Wszedłem do domu i zdjąłem kurtkę i buty. Poszedłem do kuchni i nalazłem wody do czajnika wodę, szklankę i włożyłem do niej torebkę z herbatą, wsypałem półtorej łyżeczki cukry i zalałem już wrzącą wodą. Wziąłem szklankę razem z kopertą i usiadłem w salonie, na miękkim fotelu. Odłożyłem szklankę na stolik i rozerwałem kopertę wyciągając z niej list .
Witaj !
Pozwól że opowiem ci historię , która zmieniła MNIE , dobrze ? Czytaj proszę dalej , bo TY również jesteś w TO wplątany .
Na początku przedstawię ci sam początek , początek mnie .
24.12.1991 r .
Zaczęło się. Pielęgniarki biegające w koło starające się zapewnić kobiecie wszystko co potrzebne do mniej bolesnego porodu. Była już po znieczuleniu, ale ból i tak był okropny. Leżała na okropnie twardym łóżku z rozwartymi nogami, w szarej sali podłączona do kroplówki, przy jej boku siedział wysoki mężczyzna z burzą jasnych pasm na głowie. Czekali jedynie na odpowiednie rozwarcie, by mogła rodzić. Poród co prawda zaczął się już półgodziny temu, gdy poczuła okropne skurcze, od razu przewieziono ją na porodówkę .
Znowu to samo, poczuła okropnie silny skurcz. Krzyknęła zrozpaczona, gdy lekarz nic nie robił .
-Doktorze możemy zaczynać- oznajmiła niska kobieta w niebieskim fartuchu i siatce na głowie .
-Dobrze , proszę pani niech pani weźmie głęboki wdech i proszę przeć z całych sił przez 10 sekund, dobrze ? - zapytał , na co jedynie kiwnęła głową .
Wtedy zaczęły się dla niej okropne męczarnie, trzymała dłoń swojego ukochanego w silnym uścisku. Widziała grymas bólu na jego twarzy, ale jakby jej to umykało. Wzięła głęboki wdech i parła z całych sił, byleby już się skończyło. Minęło 10 sekund i znów to samo wzięła wdech i parła .
Po piątej z rzędu próbie po sali rozniósł się płacz dziecka .
-Dalej proszę pani , to nie koniec - powiedział lekarz, kobieta ponownie zaczęła przeć . Kilka głębokich wdechów i parć, a odetchnęła z ulgi że to już koniec . Zaczęła panikować gdy nie usłyszała drugiego płaczu .
-Będziemy reanimować ! - krzyknął mężczyzna który przyjmował jej poród, a ona myślała że zaraz zemdleje. I rzeczywiście tak by się stało, tylko niestety nie zemdlała . Mężczyzna poczuł jak uścisk na jego dłoni znacząco słabni , więc odwrócił się w twarz w stronę żony. Widział jak jej powieki ciężko opadają w dół .
-Nie zamykaj oczu ! Nie możesz mnie zostawić ! Błagam mów do mnie ! - krzyczał do umierającej żony, lecz usłyszał jedynie kilka słów i był koniec .
-Kocham cię z całego serca , pamiętaj ... Dbaj o nasze dzieci, obiecaj mi to - wyszeptała
-Obiecuje - odpowiedział i ostatni raz ją pocałował. Jej dłoń puściła jego rękę i opadła ciężko na szarą narzutę którą była okryta. Na piszczącym kardiomonitorze pojawiły się ciągłe linie znaczące o tym że jej serce przestało bić
-Doktorze pomocy ! Błagam niech mi ktoś pomorze ! - krzyczał , ale nikt się nie pojawiał. Zrozpaczony padł na kolana i zaniósł się płaczem. Po chwili do sali wbiegli lekarze którzy zaczęli reanimować jego już martwą żonę. Pielęgniarki wyprosiły go z sali . Usiadł w poczekalni .
Po kilku godzinach przed nim pojawiła się kobieta z zawiniątkiem w rękach, ale tylko jednym. Podała mężczyźnie dziecko i odchodząc powiedziała
-Przykro mi z powodu żony i córki - i odeszła. W tym dniu stracił dwoje dla nich osób. Stracił kobietę jego życia, którą znał od małego i dziecko którego wyczekiwał dziewięć miesięcy .
Spojrzał na chłopczyka otulonego kocykiem , leżąca w jego ramionach. Spał, miał zamknięte oczka i delikatny uśmiech na buzi. Wyglądał jak aniołek, od tamtego dnia jego jedyny aniołek.
Wiesz miałem mieć siostrę, bliźniaczkę która przeze mnie umarła, moja mama też umarła. Wiesz że myślałem przez te dwadzieścia lat że Jay to moja prawdziwa matka ? Ale tak nie było, znałeś mojego tatę prawda ? Troy Austin ożenił się z moją ciocią Jay jakiś rok po tym jak moja mama Julie zmarła, może dlatego że Jay była niewiarygodnie podobna do mamy tylko dwa lata młodsza. Ale i tak długo nie zostali razem, tata i ciocia rozwiedli się jak miałem 9 lat, a gdy kończyłem 10 lat ciocia ponownie wyszła za mąż i zmieniła troszkę moje imię. Niby nazywam się Louis William Tomlinson, ale urodziłem się jako Louis Troy Austin. Wiesz że dowiedziałem się o tym wszystkim gdy pojechałem miesiąc temu do ojca ? Przez całe życie byłem oszukiwany.
Ps. Hazz to ten szalik ode mnie ? Nie płacz ja nadal tu jestem ! Niebawem napiszę .
~L
Ps. Hazz to ten szalik ode mnie ? Nie płacz ja nadal tu jestem ! Niebawem napiszę .
~L
Odłożyłem list i objąłem kolana rękami. Nic nie rozumiałem, co ma znaczyć Ja nadal tu jestem ?
~~~~~~~~~~~~
Witam Serdecznie ! Ciesze się że podobał się I ! Dziękuje za komentarze ! Gdzie podziały się osoby z Prologu ? Mam nadzieję że ten również się spodoba, trochę smutnawy, ale tak ma być. Proszę o komentarze i jeżeli mogę prosić to czy mogłybyście zareklamować mój blog u was ?
Do następnego !
~~~~~~~~~~~~
Witam Serdecznie ! Ciesze się że podobał się I ! Dziękuje za komentarze ! Gdzie podziały się osoby z Prologu ? Mam nadzieję że ten również się spodoba, trochę smutnawy, ale tak ma być. Proszę o komentarze i jeżeli mogę prosić to czy mogłybyście zareklamować mój blog u was ?
Do następnego !
Fajny rozdział bardzo mi się podobają twoje wpisy. Super się zapowiada
OdpowiedzUsuńJejku co to w ogóle jest ?! Cudo ! Skarbie tak cholernie zazdroszczę, nie jestem wstanie opisać tego co się ze mną dzieje, niby zdawałam sobie naprawdę że Lou nie żyje, ale sorry ten list. Tak jakby żył, trochę się pogubiłam. Jesteś moją idolką ! Fajnie to wszystko sobie wymyśliłaś, skubana :P Tak bardzo cholernie współczuję Hazzie to co teraz czuje musi być dla niego naprawdę okropne. Kotku twój blog jest u mnie podwójnie zareklamowany !
OdpowiedzUsuńWyczekuje "III" , pozdrawiam i winszuję weny !
~Loczek^^
Aż było warto tyle czekać na ten rozdział! Jest genialny. Świetnie mi się czytało. Naprawdę zaczynasz coraz lepiej pisać. Z każdym kolejnym rozdziałem jestem bardziej pełna podziwu! Nic dodać nic ująć :)) Czekam na następny ♥
OdpowiedzUsuńPozdrawiam: Dream.
PS. Może wpadniesz? [http://dreams-are-renewable.blogspot.com/]
DZIĘKUJĘ. Dziękuję, za to, że trafiłaś na naszego bloga. Dziękuję za to, ze napisałaś opis. Dziękuję za to, że zostawiłaś link. Jestem oczarowana Twoim opowiadaniem, jeśli mam być szczera to płakałam. Głównie przy liście, gdy mama Lou umierała... Ale podczas pogrzebu też! W każdym razie czekam na kontynuację... Mam nadzieję, ze długo to nie zajmie! I że będzie tak dobre, jak to... Co jest z Lou nie tak? Ok, ok. Wiem, dowiem się później!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i pozdrawiam
MGreyback z
Larry Stylinson Fanfiction
AAA! Dzięki za spam na moim blogu ;3
OdpowiedzUsuńOpowiadanie jest super, z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały ;33
super rozdział nie mogę się doczekać kolejnej części i płakałam przy czytaniu mam nadzieje ze będzie tak samo super jak ta . no tak przecież będzie bo te poprzednie były super to następna też na pewno będzie.
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga♥
Życzę idolce weny i pozdrawiam ♥
Osz kurde. Doprowadziłaś mnie do płaczu. Nie lubię Cie za to. ;D szkoda, że zawieszasz. Ciekawie się czyta.
OdpowiedzUsuńCo to było?! O.O
OdpowiedzUsuńTo jest genialne!
Najpierw ten pogrzeb przez co znowu ryczałam, ten ostatni pocałunek... Boże :c
Potem ten list... Coś mam wrażenie że Louis ma tak jakby wyrzuty sumienia że nieświadomie zabił swoją matke i siostre i ten żal do ojca za te kłamstwa przez całe życie... W sumie to wcale mu sie nie dziwie xD
Ale ta końcówka listu... Jezu to mnie normalnie zabiło!
"Ps. Hazz to ten szalik ode mnie ? Nie płacz ja nadal tu jestem ! Niebawem napiszę ."
OMFG *.*
Ja tu nadal jestem *.*
Ojejku *.*
W ogóle to jak widać Harry nawet nie zdaje sb sprawy co sie wokół niego dzieje haha xD
No ale nic xD
Ide do trójki ^^
@LoveWithHarold