poniedziałek, 20 października 2014

XII

~*~
ZAYN

Wyszedłem z domu mocno trzaskając drzwiami. 
- Kurwa! - warknąłem głośno uderzając pięścią w ścianę z czerwonej cegły. 
Cholera, zabolało. Przeczesałem dłonią włosy silnie zaciskając na nich palce. Jak mogłem być takim idiotą?! Jak mogłem do cholery chcieć uderzyć Perrie? Moją Perrie. Opadłem na jeden ze schodów, znajdujących się przed mieszkaniem. Oparłem się łokciami o kolana, a na dłoniach położyłem głowę. Jestem takim kretynem. Głośno wypuściłem powietrze z ust i odliczyłem od trzech w dół, próbując się w ten sposób nieco uspokoić. 
- Okej Zayn, teraz tam pójdziesz i ładnie przeprosisz - szepnąłem sam do siebie podnosząc się z zimnego stopnia. 
Przechodząca obok starsza kobieta z siwymi włosami i z małym..kotem na smyczy posłała mi dziwne spojrzenie, kręcąc głową i mamrocząc pod nosem 
- Ach ta dzisiejsza młodzież - westchnęła
Okej. Ta dzisiejsza młodzież, która nie chcę pomóc swojemu przyjacielowi i wyżywa się na swojej ciężarnej dziewczynie, a właściwie narzeczonej. Przełknąłem głośno ślinę i wszedłem z powrotem do domu, kierując się do salonu, tam gdzie położyłem Niall'a. Miałem rację. Siedziała obok niego ręcznikiem ocierając jego twarz z krwi. Gdy mnie zauważyła dynamicznie się podniosła osłaniając swoim ciałem Irlandczyka leżącego i skomlącego na kanapie. Pewnym krokiem ruszyłem w jej kierunku
- Zayn zaczekaj, uspokój się. Proszę. Nie rób nic głupiego - wyciągnęłam swoje drobne dłonie, opierając je na mojej klatce piersiowej. 
Próbowała mnie w ten sposób zatrzymać. Złapałem za jej kark i przyciągnąłem ją do siebie. Mocno przywarłem ustami do jej delikatnych, malinowych warg całując ją. Z ust Perrie wydobył się cichy skowyt. Uśmiechnąłem się na jej reakcje w dalszym ciągu nie przerywając pocałunku.
- Przepraszam - szepnąłem opierając się o jej czoło własnym - ostatnio nie panuje nad sobą - dokończyłem z grymasem na twarzy. 
- Musimy mu pomóc - westchnęła spoglądając na Niall'a, zupełnie lekceważąc moje przeprosiny. Jednak kiwnąłem głową przystając na jej słowa. 
Podszedłem do blondyna i najdelikatniej, jak tylko mogłem uniosłem jego ciało. Chłopak cicho jęknął, a jego głowa opadła w tył. 
- Nalej wody do wanny i znajdź jakieś nożyczki - Perrie nic więcej nie mówiąc ruszyła do łazienki wyprzedzając mnie w przejściu. 
Z każdym moim krokiem Niall cicho wzdychał. Po wejściu do pomieszczenia posadziłem go na brzegu wanny, ale nadal go nie puszczałem. 
- Trzymaj się stary - szepnąłem do niego - Pomóż mi go przytrzymać Pezz
Dziewczyna posłusznie podeszła i chwyciła Niall'a w pasie nie pozwalając mu tym samym wpaść do wody. Złapałem w dłonie leżące na szafeczce nożyczki zacząłem rozcinać nimi koszulkę Niall'a. Zdejmowanie jej z niego mogłoby być niewygodne. Klatka piersiowa i żebra blondyna pokryte były żółknącymi siniakami i zaschniętą krwią wypływającą z rozcięć. Kto Ci to zrobił przyjacielu. Pokręciłem w niedowierzaniu głową i zacząłem rozcinać jego jasne jeansy. Nakazałem Perrie mocniej go trzymać, gdyż sam nie byłem w stanie jednocześnie trzymać blondyna i rozcinać jego spodni. Po chwili jego całe odzienie prócz bielizny leżało rozcięte na podłodze. 
- Zostaw nas samych skarbie, zawołam Cię, jak tylko go umyje - powiedziałem do Perrie
   Dla mnie nagość, któregokolwiek z chłopaków nie jest problemem, a dla blondynki mógłby to być pewnego rodzaju kłopot i dyskomfort po zobaczeniu przyjaciela nago. Po za tym chyba sam Niall nie czułby się najlepiej wiedząc, że moja dziewczyna ogląda go nagiego. 
Zdjąłem jego bieliznę starając się jedną ręką utrzymać jego ciało. Całe uda i pośladki Irlandczyka były zakrwawione. Ktokolwiek mu to zrobił nie powinien stąpać po ziemi. Nie dość, że go pobił to jeszcze brutalnie zgwałcił. Czym zawinił ten niewinny blondynek?      Złapałem go pod kolanami i delikatnie posadziłem w wannie wyłożonej ręcznikiem. Z jego przymkniętych ust wydobył się świst, a powieki zadrgały. Nie musiałem, go nawet dotykać, bo gdy tylko woda zetknęła się z krwią większość z niej rozpuściła się. Jej kolor nieco mnie przerażał. Chwyciłem miękką myjkę i zacząłem obmywać jego, poranione i skaleczone ciało.

NIALL

    Czułem czyjeś dłonie dłonie delikatnie sunące po moim ciele. Do moich nozdrzy docierał znajomy zapach perfum, ale mój umysł nie był w stanie przypomnieć sobie do kogo należał.  Miałem zamknięte oczy, moje powieki były zbyt ciężkie. Tylko co chwila drgały próbując się podnieść, ale prawdę mówiąc nie chciałem na nic patrzeć, nie chciałem siebie widzieć. Nie chciałem widzieć swojego brudnego ciała. Tak, czułem się brudny. Brudny i zraniony. Nadal miałem wrażenie, że te obślizgłe, szorstkie dłonie mnie dotykają. Nie wiem kim był, nie wiem czy go znałem, nie wiem czy on znał mnie. To było takie bolesne, takie żenujące. Tak czułem wstyd i wielkie zażenowanie, które prawdę mówiąc w żadnym stopniu nie odzwierciedlało jak wielki czułem ból. A ja chciałem jedynie odwiedzić przyjaciół. Co takiego zrobiłem? To była kara, tak? 
Poczułem, jak moje ciało się unosi. Jak oplata je coś miękkiego i silnego. Nadal czułem ten mocny zapach, który tak dobrze znałem. 
- No dalej stary. Współpracuj ze mną - usłyszałem nagle, znam ten głos. 
Kim jesteś? Dlaczego nie potrafię sobie przypomnieć kim jesteś? Ta sama osoba zaczęła mnie wycierać, a potem mnie ubrała. Słyszałem wszystkie dźwięki w koło, chociaż byłem taki zmęczony. Znowu się uniosłem. Silne ramiona zacisnęły się na moim ciele sprawiając mi tym samym ból. Cichy jęk wydobył się z moich ust, a uścisk nieco zelżał. 
- Wybacz - odparł ten sam głos - Perrie otwórz drzwi
   Kim jest Perrie? Dlaczego jej nie pamiętam? Po chwili do moich nozdrzy dotarł słodki zapach cytrusów, znam go. W dalszym ciągu byłem niesiony przez chłopaka, po chwili ułożył mnie na czymś miękkim i wygodnym.  Otworzyłem leniwie oczy, jasne światło lekko mnie raziło, ale po chwili się przyzwyczaiłem. 
- Cześć Niall - szepnął brunet - śpij, tutaj masz telefon. Jestem na dole - pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju razem z dziewczyną.  
Położyłem się na plecach, wlepiłem wzrok w sufit. Wydawał się być bardzo interesujący. Kim są ci ludzie? Telefon leżący na półce zabrzęczał. Sięgnąłem po niego dłonią i odczytałem wiadomość
From : Unknow 
Uważaj, kto czeka za rogiem. 
~L

HARRY

   Siedziałem na łóżku trzymając ramkę w rękach. Widzę twój uśmiech. Kąciki ust uniesione do góry. I widzę twoje oczy – błękitne lśniące, z psotnymi iskierkami. Radosne i żywe. I brązowe włosy opadające na czoło, mimo Twoich usilnych starań, by unieść je ku górze. 
Twój uśmiech, oczy, włosy – to wszystko jest idealne. Tak jak ty.
Chciałbym usłyszeć twój głos –  wysoki i przyjemny w brzmieniu. Wywołujący ciarki na moim ciele. Chciałbym usłyszeć, jak wypowiadasz moje imię. „Harry” brzmi tak pięknie w Twoich ustach. Tak niezwykle, wyjątkowo. 
Potrząsnąłem głową. Nieco się rozmarzyłem. Swawolnie podniosłem się z łóżka. Ledwo chodziłem. Wszystko mnie boli, a najbardziej serce. Zdradziłem Cię Lou i  tak bardzo mi z tym źle. Czuję się..okropnie. On by mnie nie zdradził. Nigdy. Jak mogłem coś takiego zrobić? To przez tego faceta, tak łudząco przypominał mojego Louis'a. 
   Z wielkim trudem zszedłem na dół po schodach. Och..nie pamiętam żeby tu był taki bałagan. Butelki alkoholu porozrzucane na ziemi, jakieś papiery i pełno kurzu. Głośno westchnąłem, ktoś to będzie musiał posprzątać i tym kimś jestem ja. Cudownie. Moją uwagę przykuła koperta. Perłowa koperta leżąca na stoliku w salonie, ale skąd ona się tu wzięła? Nie przypominam sobie, by pojawił się u mnie listonosz albo bym sprawdzał skrzynkę..Ciekawe. Opadłem na fotel i chwyciłem za aksamitny papier rozrywając jego górę. Czego tym razem mam się spodziewać?
Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Dziś opowiem ci..romantyczną historię. 
02.09.2010r.

   Louis już od godziny chodził w kółko po pokoju. Nie mógł się uspokoić. Nerwy przejęły każdą komórkę jego ciała. Jeszcze pół godziny pomyślał patrząc na zegarek. Za pół godziny jego współlokator wróci do domu, a Lou wyzna mu co do niego czuje. Tym razem da rade i nie stchórzy. Od czasów castingów poczuł do Harry'ego coś..coś silnego.  Jego umysłem zawładnął chłopiec z uroczymi loczkami, zielonymi suprami i...wyjątkowym stylem, który był w swój sposób zabawny, no bo kto normalny ubiera fioletowe supry do zgniło zielonych spodni i do tego granatową bluzę? Nikt inny, jak Harry Styles, ale to on właśnie stał się fenomenem w życiu Louisa. To nie tak, że przed poznaniem kręcono włosego jego życie było jakieś złe, bo nie było. Tylko od kiedy ich drogi się spotkały Tomlinson zaczął czuć się lepiej, ugh to głupie określenie. Zaczął po prostu "rozkwitać", jak to stwierdziła Jay - jego matka,a to za sprawą jakiegoś dzieciaka. 
W końcu usłyszał, jak drzwi lekko skrzypią przy otwieraniu się, a do środka wszedł Harry. Słodko się do niego uśmiechnął i zaczął ściągać buty - swoje fioletowe supry. Louis cicho zachichotał przypominając sobie jego rozmyślenia o unikatowym stylu Styles'a.
- Muszę Ci coś powiedzieć - powiedzieli w tym samym momencie po czym się zaśmiali
- Ty pierwszy - odparł Louis
- Nie Ty pierwszy - zaczął się przekomarzać Harry
- To może się usiądziemy - zapytał starszy w końcu przytulając się zielonookiego na przywitanie.
- Okej.
Przeszli do salonu gdzie oboje usiedli na kanapie włączając telewizor. Louis tępo wwpatrywał się w swoje dłonie nie odzywając się. Nagle cała jego odwaga i pewność siebie gdzieś uleciały, a on sam nie wiedział co ma zrobić. 
- Coś się stało? - spytał brunet, widząc dziwne zachowanie szatyna
- N-nie, wszystko jest w porządku
Harry zmierzył sylwetkę Louisa wzrokiem, nie zauważył nic dziwnego prócz czerwonej, jak burak twarzy starszego.
- Źle się czujesz? Masz gorączkę? - zapytał i położył rękę na jego czole - Jesteś gorący!
Nie tak jak Ty przeszło przez myśl szatynowi
-Nic i nie jest. Obejrzyjmy jakiś film - powiedział Louis
- Tak, to dobry pomysł - uśmiechnął się loczek ukazując dołeczki w policzkach. 

~*~
Od długiego czasu siedzieli w ciszy gapiąc się na telewizor, to znaczy Harry gapił się na telewizor.
- Lou - zwrócił na siebie uwagę starszego - gapisz się na mnie i w ogóle się nie odzywasz. Co się stało?
- Ni - 
- Nie waż się mówić ,,nic", bo ja widzę, że jednak ,,coś" jest i byłoby miło, jeślibyś i o tym powiedział
- Tylko obiecaj mi coś dobrze? - szepnął drżącym głosem - obiecaj, że cokolwiek powiem nie wpłynie na naszą przyjaźń ani mnie nie wyśmiejesz - Harry jedynie uśmiechnął się, bardziej odwracając twarz w stronę starszego 
- Więc..
- Więc..ja..um..j-ja bardzocięlubię - wybełkotał ledwo zrozumiałe
- Oh, ja ciebie też lubię, przecież wiesz -odpowiedział mu Harry klepiąc jego ramię 
- Nie Harry..ja lubię Cię w TEN sposób...ja-ja Cię kocham - wyjaśnił zamykając oczy
- Oh Louis - młodszy złapał jego podbródek ponosząc go do góry - Też Cię kocham, miałem ci to dzisiaj powiedzieć - oparł głaszcząc dłonią policzek szatyna
- N-naprawdę? - zapytał, a w jego oczach zabłyszczały iskierki.  
- Tak, naprawdę. A teraz pocałuj mnie Ty głupku.
Louisowi nie trzeba było powtarzać dwa razy.Złapał Harry'ego za szczękę lekko przyciągając go do siebie i złączając ich usta w długim, słodkim pocałunku. Pocałunku, który rozpoczął tą miłość. Trudną i nieprzewidywalną. Miłość, która była pełna wyzwań i trudności. Miłość, której oboje potrzebowali. Miłość, która ich dopełniała. Miłość, do końca życia. 

Ps. Harry..Miłość, która nie przestaje trwać. 



___________________________________________________________________________
Hey!
Dzisiaj szybko i zwięźle. Mam nadzieję, że wszyscy zdają sobie sprawę, że to co jest opisywane na blogu nie jest zgodne z prawdą? Oczywiście są wątki prawdziwe, ale to tylko WĄTKI, nie cała treść. Kurczę strasznie wam dziękuje za komentarze, nie będę nikogo wyróżniać, bo wszystkie komentarze są dla mnie wielką motywacją. Kocham was i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej. Pozdrawiam <3

niedziela, 12 października 2014

XI

HARRY

   Klęczałem naprzeciw marmurowej płyty nagrobkowej, na którym była  czarno biała podobizna mojego ukochanego, Zdjęcie przestawiało go z pięknym uśmiechem na twarzy i błyszczącymi oczami . Obok niego widniało jego imię, nazwisko i dwie daty, narodzin i..śmierci. Nigdy nie chciałbym tego zobaczyć, ale już za późno. Louis Tomlinson - wygrawerowane w marmurze. Miałem wrażenie, że serce łamię mi się na pół, a może już jest złamane? Nie sądziłem, że to tak będzie boleć. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to najprzyjemniejsze uczucie, ale nie nie sądziłem też, że będzie to aż tak potężny ból rozrywający wszystko. Jestem taki żałosny. Louis nie chciałby bym taki był. Nie chciałby bym był taki smutny. Jestem przekonany. Co prawda nie mogę być taki do końca życia, bo do jego końca jeszcze wiele lat. Powinienem spróbować wziąć się w garść i udowodnić mu, gdziekolwiek teraz jest, że dam sobie radę bez niego. Na prawdę, tak jest? Czy ja na prawdę sam w to wierze? 
Przejechałem dłonią po jego twarz. 
-Dam sobie radę, Lou. Obiecuję. Będziesz ze mnie dumny - szepnąłem
   Spoglądając w kierunku nagrobka wyszedłem po za teren cmentarza. Próbowałem się uśmiechać, ale zamiast uśmiechu na mojej twarzy pojawiał się szpetny grymas. Szczerze, chwilowo nie za bardzo mnie to interesowało. Muszę się zabawić, a najlepszym miejscem na to są kluby, nie z powodu tańczących tam niemalże nagich kobiet. Tylko z powodu dużego zgromadzenia przystojnych mężczyzn i na prawdę dobrego alkoholu w Londynie. Witaj zabawo?

PERRIE

   Wsunęłam na biodra obcisłą, szarą, ołówkową spódnicę i włożyłam w nią spód różowej koszuli na guziki z lekko prześwitującego materiału. Zapięłam złote klamerki czarnych szpilek i stanęłam prosto prze lustrem. Przejechałam dłońmi po swoim brzuchu, obróciłam się bokiem próbując się wyszukać odstającego brzucha. Jeszcze za wcześnie. Ciekawe, jak wytwórnia zareaguje na moją ciąże. Oby przyjęli to dobrze, bo nie daruję sobie jeśli Little Mix ucierpi na tym. Nie wiem co bym zrobiła, jakby zerwali z nami kontrakt, a zespół by się rozpadł tylko i wyłącznie z mojej winy. Z mojego nieumyślnego i stanowczo nie odpowiedzialnego zachowania. 
Poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w pasie. Zayn delikatnie przyciągnął mnie do siebie, stając za mną. Oparł głowę na moim ramieniu i wlepił wzrok w nasze odbicie. Wyglądaliśmy razem na prawdę dobrze.
- Wszystko okej? - zapytał składając drobny pocałunek na moim karku
- Boje się Zi..Boję się, że moja ciąża będzie miała wpływ na zespół. Negatywny wpływ. Nie chcę tego - opowiedziałam szepcząc.
Jego mięśnie się napięły, a uścisk na moim ciele stał się silniejszy. Nie lubię, gdy jest zdenerwowany. Jest wtedy zupełnie inną osobą, kilka razy zdarzyło mi się go widzieć, gdy był na prawdę wściekły i szczerze mówiąc...trochę bałam się go takiego. Jego oczy są wtedy niemalże czarne, pięści mocno zaciśnięte w złości, jego wszystkie mięśnie się wtedy napinają. Lekko się wzdrygnęłam na samą myśl o nim w takiej postaci. 
- Ej co jest?  - zapytał miękko
- N-nic - wyjęczałam prawie bezgłośnie
- Pezz..co się stało? - zapytał ponownie obracając mnie twarzą do swojej
- Mówiłam..nic - moja głowa opadła w dół, a wzrok powędrował na palce, którymi zaczęłam skubać paznokcie.
- Nie kłam - dwoma palcami podniósł moją brodę, niemalże zmuszając bym na niego spojrzała 
- Boję się - wcale nie skłamałam
- Nie masz czego - odparł przytulając mnie, z jego ust wydostał się świst, gdy ktoś zapukał do drzwi. 
- Zaraz wracam 
Zszedł po schodach w dół, prosto do drzwi. Zaczęłam powoli schodzić za nim, z ciekawością, kto nas odwiedził. Niemalże pisnęłam, gdy zobaczyłam poobijaną twarz blondyna.  Z jego nosa leciała krew, właściwie z wielu miejsc na jego twarzy leciała krew. 
- Niall..boże co ci się stało? - szybko do niego podbiegłam dotykając najdelikatniej, jak mogłam jego twarzy
- Ktoś..ktoś mnie złapał...och to boli..tak bardzo...ten facet...o Boże.. - blondyn niespodziewanie się rozpłakał.
 Posłałam Zayn'owi pytające spojrzenie, a on tylko wzruszył ramionami.
- Jaki facet Niall? - zapytałam cicho
- Ja..ja..nie wiem
Chłopak zaczął płakać mocniej. Od razu go przytuliłam nie przejmując się tym, że zabrudzi moje ubranie krwią. Po prostu delikatnie sunęłam dłonią po jego plecach pozwalając się wypłakać. Chwyciłam go za dłoń prowadząc do salonu, na kanapę. Ledwo szedł. 
- Zayn pomóż mi 
Mój chłopak podszedł jedynie do Niall'a i wziął go na ręce. Zaniósł trzęsące się ciało blondyna do salonu i delikatnie położył na kanapie. Z ust Irlandczyka wydobyło się ciche syknięcie. Poczułam, jak ktoś lekko ściska mój łokieć, Zayn pociągnął mnie do kuchni. Jego oczy był dziwne..duże i jakby ciemniejsze. Jest zły? 
- Co się stało? 
- On nie może tu zostać, musimy iść Perrie. - powiedział bez uczuć 
- Co ty mówisz? Przecież nie możemy teraz nigdzie iść, on nas potrzebuje Zayn. Wydaje mi się, że nasz przyjaciel jest ważniejszy niż zarząd - odparłam opierając się biodrem o jedną z szafek
- Czy ty siebie słyszysz? Jeszcze przed chwilą prawie, że mdlałaś przed strachem o zespół,  a teraz tak po prostu chcesz opuścić to spotkanie?! - uderzył pięścią w blat. Zdenerwował się. 
- Zayn..proszę uspokój się - próbowałam do niego podejść, ale gdy tylko podniósł rękę do góry cofnęłam się ze strachem w oczach
- U-uderzyłbyś mnie? - szepnęłam ledwie słyszalnie
- Nie zaprzeczę - odparł - jak wrócę, lepiej żeby go tutaj nie było
Posłał mi jeszcze jedno zimne spojrzenie i wyszedł z kuchni, a może nawet z domu? Co się stało? Co się stało z moim kochanym, lekko nadopiekuńczym Zayn'em, który przenigdy nie podniósłby na mnie ręki? Co się dzieje? Od kiedy Louis odszedł wszystko jest takie popieprzone. 

HARRY
( UWAGA! SCENY 18+, CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ)

   Stałem łokciem opierając się o bar popijając kolorowego drinka. Mocna muzyka dudniła mi w uszach, ale jakby nie zauważałem tego, gdy nieco wyższy  ode mnie chłopak zaczął ze mną rozmawiać. Miał proste lekko przydługie włosy i piękne niebieskie oczy. Przypominał trochę Louis'a, może dlatego tak dobrze mi się z nim rozmawiało. Nazywał się chyba Walt albo..Will, ach nie pamiętam. W pewnym momencie odwrócił się do mnie tyłem.  Jego pośladki otarły się o moje krocze, gdy odchylił  się do tyłu sunąc w dół swoim ciałem. Ocierał się o mnie bez żadnych zahamowań, nie obchodzili go ludzie, którzy zerkali na nas ukradkiem chciał mi się oddać. Wiedziałem o tym, aż za dobrze. Szczerze nie obchodziło mnie teraz nic, miałem ochotę się pieprzyć bez skrupułów powiedziawszy. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę toalet. Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły przygwoździł mnie do ściany i zaczął kąsać moją szyje. Zostawiał na niej mnóstwo mokrych, nawet nieco ohydnych pocałunków. Wciągnął mnie do jednej z kabin, w której nie za przyjemnie pachniało, ale nasze zupełnie różniące się od siebie perfumy lekko tłumiły ten smród. Wszędzie było brudno, a na ziemi walałby się zużyte prezerwatywy i papier toaletowy.       Szatyn i złapał mnie pod kolanami, oplotłem nogami jego pas przytrzymując się cienkich ścianek w kabinie, byleby nie upaść. Złapał mnie mocno za pośladki, chciałem jęknąć, ale jego napierające na moje usta zagłuszyły ten jęk. Ocierał się kroczem o mój tyłek, mocno zaciskając palce na moich żebrach. Bolało.  Postawił mnie na ziemi podając mi w dłoń mała paczkę prezerwatyw, a sam zsunął swoje spodnie do kolan. Jego penis, cóż...był ogromny. Trochę się przeraziłem. 
- Na co czekasz laleczko? - obrócił mnie tyłem do siebie zdzierając ze mnie czarne jeansy.
Mocno uderzył mnie w pośladek, który zaczął piec. Boże..będę żałować. Wyrwał mi z dłoni prezerwatywy. Słyszałem za sobą szelest. 
- Wypnij się skarbie - pocałował mnie w kark - albo nie, chcę na ciebie patrzeć. 
Znowu mnie obrócił  tym razem, tak że stałem z nim twarzą w twarz. Podniósł mnie do góry i przyparł  plecami o ścianę i syknąłem, kiedy Will wszedł we mnie bez ostrzeżenia. Miałem wrażenie, że jego duże przyrodzenie rozrywa mnie, dosłownie. Po moich policzkach popłynęły łzy, bólu nie przyjemności. 
- Jesteś tak kurewsko ciasny curly
Zadrżałem, na to w jaki sposób się do mnie zwrócił. Ruszał się we mnie szybko, za szybko. Głośno sapał, a ja krzyczałem. Na prawdę darłem się. Wolną dłonią uderzał w moje pośladki, co przynosiło dodatkowy ból. Złapał mnie za szczęka mocno odwracając w swoją stronę. Pocałował mnie. Jego oślizgły język wpełzł do moich ust. Automatycznie wytrzeźwiałem, jego wielkie dłonie błądziły po całym moim ciele. Podobało mu się, cholernie mu się podobało. 
- Spokojnie mały, rozluźnij się.
Rozluźnij się? Twój kutas właśnie rozdziera mój tyłek. Boże. Złapał mnie za szyje, lekko przyduszając. Jego wzrok był taki..szalony. Po chwili ból częściowo o minął, a zastąpiła go przyjemność, gdy zaczął uderzać w moją prostatę. Myślałem, że zaraz odpłynę. Było mi teraz tak dobrze. 
- M-mocniej - wyjęczałem chowając twarz w jego ramię.
 Od razu posłuchał mojej prośby, jego ruchy stały się o wiele szybsze i mocniejsze. Jeszcze chwila, jeszcze moment.  Z głośnym jęknięciem doszedłem prosto na jego brzuch, a on chwilę po mnie. Na drżących nogach postawił mnie na ziemi, delikatnie opuszczając moje ciało. Wciągnął na nogi swoje jasne spodnie, uśmiechnął się do mnie i po prostu wyszedł. A więc tak wygląda seks z byle kim na imprezach. Wypieprzy cię prawie do nieprzytomności i sobie pójdzie. Super. 

_________________________________________________________________________
Cześć!
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale wena mnie opuściła na jakiś czas. Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzione ani obrzydzone tym rozdziałem. Jest w nim wiele..dialogów co troszkę mnie przytłacza, ale nie mogłam inaczej. Zostawicie komentarze? Proszę? Jeżeli macie jakieś zarzuty czy coś, to piszcie śmiało. Przyjmuję krytykę na klatę.  Kocham Was!