Wyszedłem z domu mocno trzaskając drzwiami.
- Kurwa! - warknąłem głośno uderzając pięścią w ścianę z czerwonej cegły.
Cholera, zabolało. Przeczesałem dłonią włosy silnie zaciskając na nich palce. Jak mogłem być takim idiotą?! Jak mogłem do cholery chcieć uderzyć Perrie? Moją Perrie. Opadłem na jeden ze schodów, znajdujących się przed mieszkaniem. Oparłem się łokciami o kolana, a na dłoniach położyłem głowę. Jestem takim kretynem. Głośno wypuściłem powietrze z ust i odliczyłem od trzech w dół, próbując się w ten sposób nieco uspokoić.
- Okej Zayn, teraz tam pójdziesz i ładnie przeprosisz - szepnąłem sam do siebie podnosząc się z zimnego stopnia.
Przechodząca obok starsza kobieta z siwymi włosami i z małym..kotem na smyczy posłała mi dziwne spojrzenie, kręcąc głową i mamrocząc pod nosem
- Ach ta dzisiejsza młodzież - westchnęła
Okej. Ta dzisiejsza młodzież, która nie chcę pomóc swojemu przyjacielowi i wyżywa się na swojej ciężarnej dziewczynie, a właściwie narzeczonej. Przełknąłem głośno ślinę i wszedłem z powrotem do domu, kierując się do salonu, tam gdzie położyłem Niall'a. Miałem rację. Siedziała obok niego ręcznikiem ocierając jego twarz z krwi. Gdy mnie zauważyła dynamicznie się podniosła osłaniając swoim ciałem Irlandczyka leżącego i skomlącego na kanapie. Pewnym krokiem ruszyłem w jej kierunku
- Zayn zaczekaj, uspokój się. Proszę. Nie rób nic głupiego - wyciągnęłam swoje drobne dłonie, opierając je na mojej klatce piersiowej.
Próbowała mnie w ten sposób zatrzymać. Złapałem za jej kark i przyciągnąłem ją do siebie. Mocno przywarłem ustami do jej delikatnych, malinowych warg całując ją. Z ust Perrie wydobył się cichy skowyt. Uśmiechnąłem się na jej reakcje w dalszym ciągu nie przerywając pocałunku.
- Przepraszam - szepnąłem opierając się o jej czoło własnym - ostatnio nie panuje nad sobą - dokończyłem z grymasem na twarzy.
- Musimy mu pomóc - westchnęła spoglądając na Niall'a, zupełnie lekceważąc moje przeprosiny. Jednak kiwnąłem głową przystając na jej słowa.
Podszedłem do blondyna i najdelikatniej, jak tylko mogłem uniosłem jego ciało. Chłopak cicho jęknął, a jego głowa opadła w tył.
- Nalej wody do wanny i znajdź jakieś nożyczki - Perrie nic więcej nie mówiąc ruszyła do łazienki wyprzedzając mnie w przejściu.
Z każdym moim krokiem Niall cicho wzdychał. Po wejściu do pomieszczenia posadziłem go na brzegu wanny, ale nadal go nie puszczałem.
- Trzymaj się stary - szepnąłem do niego - Pomóż mi go przytrzymać Pezz
Dziewczyna posłusznie podeszła i chwyciła Niall'a w pasie nie pozwalając mu tym samym wpaść do wody. Złapałem w dłonie leżące na szafeczce nożyczki zacząłem rozcinać nimi koszulkę Niall'a. Zdejmowanie jej z niego mogłoby być niewygodne. Klatka piersiowa i żebra blondyna pokryte były żółknącymi siniakami i zaschniętą krwią wypływającą z rozcięć. Kto Ci to zrobił przyjacielu. Pokręciłem w niedowierzaniu głową i zacząłem rozcinać jego jasne jeansy. Nakazałem Perrie mocniej go trzymać, gdyż sam nie byłem w stanie jednocześnie trzymać blondyna i rozcinać jego spodni. Po chwili jego całe odzienie prócz bielizny leżało rozcięte na podłodze.
- Zostaw nas samych skarbie, zawołam Cię, jak tylko go umyje - powiedziałem do Perrie
Dla mnie nagość, któregokolwiek z chłopaków nie jest problemem, a dla blondynki mógłby to być pewnego rodzaju kłopot i dyskomfort po zobaczeniu przyjaciela nago. Po za tym chyba sam Niall nie czułby się najlepiej wiedząc, że moja dziewczyna ogląda go nagiego.
Zdjąłem jego bieliznę starając się jedną ręką utrzymać jego ciało. Całe uda i pośladki Irlandczyka były zakrwawione. Ktokolwiek mu to zrobił nie powinien stąpać po ziemi. Nie dość, że go pobił to jeszcze brutalnie zgwałcił. Czym zawinił ten niewinny blondynek? Złapałem go pod kolanami i delikatnie posadziłem w wannie wyłożonej ręcznikiem. Z jego przymkniętych ust wydobył się świst, a powieki zadrgały. Nie musiałem, go nawet dotykać, bo gdy tylko woda zetknęła się z krwią większość z niej rozpuściła się. Jej kolor nieco mnie przerażał. Chwyciłem miękką myjkę i zacząłem obmywać jego, poranione i skaleczone ciało.
NIALL
Czułem czyjeś dłonie dłonie delikatnie sunące po moim ciele. Do moich nozdrzy docierał znajomy zapach perfum, ale mój umysł nie był w stanie przypomnieć sobie do kogo należał. Miałem zamknięte oczy, moje powieki były zbyt ciężkie. Tylko co chwila drgały próbując się podnieść, ale prawdę mówiąc nie chciałem na nic patrzeć, nie chciałem siebie widzieć. Nie chciałem widzieć swojego brudnego ciała. Tak, czułem się brudny. Brudny i zraniony. Nadal miałem wrażenie, że te obślizgłe, szorstkie dłonie mnie dotykają. Nie wiem kim był, nie wiem czy go znałem, nie wiem czy on znał mnie. To było takie bolesne, takie żenujące. Tak czułem wstyd i wielkie zażenowanie, które prawdę mówiąc w żadnym stopniu nie odzwierciedlało jak wielki czułem ból. A ja chciałem jedynie odwiedzić przyjaciół. Co takiego zrobiłem? To była kara, tak?
Poczułem, jak moje ciało się unosi. Jak oplata je coś miękkiego i silnego. Nadal czułem ten mocny zapach, który tak dobrze znałem.
- No dalej stary. Współpracuj ze mną - usłyszałem nagle, znam ten głos.
Kim jesteś? Dlaczego nie potrafię sobie przypomnieć kim jesteś? Ta sama osoba zaczęła mnie wycierać, a potem mnie ubrała. Słyszałem wszystkie dźwięki w koło, chociaż byłem taki zmęczony. Znowu się uniosłem. Silne ramiona zacisnęły się na moim ciele sprawiając mi tym samym ból. Cichy jęk wydobył się z moich ust, a uścisk nieco zelżał.
- Wybacz - odparł ten sam głos - Perrie otwórz drzwi
Kim jest Perrie? Dlaczego jej nie pamiętam? Po chwili do moich nozdrzy dotarł słodki zapach cytrusów, znam go. W dalszym ciągu byłem niesiony przez chłopaka, po chwili ułożył mnie na czymś miękkim i wygodnym. Otworzyłem leniwie oczy, jasne światło lekko mnie raziło, ale po chwili się przyzwyczaiłem.
- Cześć Niall - szepnął brunet - śpij, tutaj masz telefon. Jestem na dole - pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju razem z dziewczyną.Położyłem się na plecach, wlepiłem wzrok w sufit. Wydawał się być bardzo interesujący. Kim są ci ludzie? Telefon leżący na półce zabrzęczał. Sięgnąłem po niego dłonią i odczytałem wiadomość
From : Unknow
Uważaj, kto czeka za rogiem.
~L
HARRY
Siedziałem na łóżku trzymając ramkę w rękach. Widzę twój uśmiech. Kąciki ust uniesione do góry. I widzę twoje oczy – błękitne lśniące, z psotnymi iskierkami. Radosne i żywe. I brązowe włosy opadające na czoło, mimo Twoich usilnych starań, by unieść je ku górze.
Twój uśmiech, oczy, włosy – to wszystko jest idealne. Tak jak ty.
Chciałbym usłyszeć twój głos – wysoki i przyjemny w brzmieniu. Wywołujący ciarki na moim ciele. Chciałbym usłyszeć, jak wypowiadasz moje imię. „Harry” brzmi tak pięknie w Twoich ustach. Tak niezwykle, wyjątkowo.
Potrząsnąłem głową. Nieco się rozmarzyłem. Swawolnie podniosłem się z łóżka. Ledwo chodziłem. Wszystko mnie boli, a najbardziej serce. Zdradziłem Cię Lou i tak bardzo mi z tym źle. Czuję się..okropnie. On by mnie nie zdradził. Nigdy. Jak mogłem coś takiego zrobić? To przez tego faceta, tak łudząco przypominał mojego Louis'a.
Z wielkim trudem zszedłem na dół po schodach. Och..nie pamiętam żeby tu był taki bałagan. Butelki alkoholu porozrzucane na ziemi, jakieś papiery i pełno kurzu. Głośno westchnąłem, ktoś to będzie musiał posprzątać i tym kimś jestem ja. Cudownie. Moją uwagę przykuła koperta. Perłowa koperta leżąca na stoliku w salonie, ale skąd ona się tu wzięła? Nie przypominam sobie, by pojawił się u mnie listonosz albo bym sprawdzał skrzynkę..Ciekawe. Opadłem na fotel i chwyciłem za aksamitny papier rozrywając jego górę. Czego tym razem mam się spodziewać?
Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany.
Dziś opowiem ci..romantyczną historię.
02.09.2010r.
Louis już od godziny chodził w kółko po pokoju. Nie mógł się uspokoić. Nerwy przejęły każdą komórkę jego ciała. Jeszcze pół godziny pomyślał patrząc na zegarek. Za pół godziny jego współlokator wróci do domu, a Lou wyzna mu co do niego czuje. Tym razem da rade i nie stchórzy. Od czasów castingów poczuł do Harry'ego coś..coś silnego. Jego umysłem zawładnął chłopiec z uroczymi loczkami, zielonymi suprami i...wyjątkowym stylem, który był w swój sposób zabawny, no bo kto normalny ubiera fioletowe supry do zgniło zielonych spodni i do tego granatową bluzę? Nikt inny, jak Harry Styles, ale to on właśnie stał się fenomenem w życiu Louisa. To nie tak, że przed poznaniem kręcono włosego jego życie było jakieś złe, bo nie było. Tylko od kiedy ich drogi się spotkały Tomlinson zaczął czuć się lepiej, ugh to głupie określenie. Zaczął po prostu "rozkwitać", jak to stwierdziła Jay - jego matka,a to za sprawą jakiegoś dzieciaka.
W końcu usłyszał, jak drzwi lekko skrzypią przy otwieraniu się, a do środka wszedł Harry. Słodko się do niego uśmiechnął i zaczął ściągać buty - swoje fioletowe supry. Louis cicho zachichotał przypominając sobie jego rozmyślenia o unikatowym stylu Styles'a.
- Muszę Ci coś powiedzieć - powiedzieli w tym samym momencie po czym się zaśmiali
- Ty pierwszy - odparł Louis
- Nie Ty pierwszy - zaczął się przekomarzać Harry
- To może się usiądziemy - zapytał starszy w końcu przytulając się zielonookiego na przywitanie.
- Okej.
Przeszli do salonu gdzie oboje usiedli na kanapie włączając telewizor. Louis tępo wwpatrywał się w swoje dłonie nie odzywając się. Nagle cała jego odwaga i pewność siebie gdzieś uleciały, a on sam nie wiedział co ma zrobić.
- Coś się stało? - spytał brunet, widząc dziwne zachowanie szatyna
- N-nie, wszystko jest w porządku
Harry zmierzył sylwetkę Louisa wzrokiem, nie zauważył nic dziwnego prócz czerwonej, jak burak twarzy starszego.
- Źle się czujesz? Masz gorączkę? - zapytał i położył rękę na jego czole - Jesteś gorący!
Nie tak jak Ty przeszło przez myśl szatynowi
-Nic i nie jest. Obejrzyjmy jakiś film - powiedział Louis
- Tak, to dobry pomysł - uśmiechnął się loczek ukazując dołeczki w policzkach.
~*~
Od długiego czasu siedzieli w ciszy gapiąc się na telewizor, to znaczy Harry gapił się na telewizor.
- Lou - zwrócił na siebie uwagę starszego - gapisz się na mnie i w ogóle się nie odzywasz. Co się stało?
- Ni -
- Nie waż się mówić ,,nic", bo ja widzę, że jednak ,,coś" jest i byłoby miło, jeślibyś i o tym powiedział
- Tylko obiecaj mi coś dobrze? - szepnął drżącym głosem - obiecaj, że cokolwiek powiem nie wpłynie na naszą przyjaźń ani mnie nie wyśmiejesz - Harry jedynie uśmiechnął się, bardziej odwracając twarz w stronę starszego
- Więc..
- Więc..ja..um..j-ja bardzocięlubię - wybełkotał ledwo zrozumiałe
- Oh, ja ciebie też lubię, przecież wiesz -odpowiedział mu Harry klepiąc jego ramię
- Nie Harry..ja lubię Cię w TEN sposób...ja-ja Cię kocham - wyjaśnił zamykając oczy
- Oh Louis - młodszy złapał jego podbródek ponosząc go do góry - Też Cię kocham, miałem ci to dzisiaj powiedzieć - oparł głaszcząc dłonią policzek szatyna
- N-naprawdę? - zapytał, a w jego oczach zabłyszczały iskierki.
- Tak, naprawdę. A teraz pocałuj mnie Ty głupku.
Louisowi nie trzeba było powtarzać dwa razy.Złapał Harry'ego za szczękę lekko przyciągając go do siebie i złączając ich usta w długim, słodkim pocałunku. Pocałunku, który rozpoczął tą miłość. Trudną i nieprzewidywalną. Miłość, która była pełna wyzwań i trudności. Miłość, której oboje potrzebowali. Miłość, która ich dopełniała. Miłość, do końca życia.
Ps. Harry..Miłość, która nie przestaje trwać.
___________________________________________________________________________
Hey!
Dzisiaj szybko i zwięźle. Mam nadzieję, że wszyscy zdają sobie sprawę, że to co jest opisywane na blogu nie jest zgodne z prawdą? Oczywiście są wątki prawdziwe, ale to tylko WĄTKI, nie cała treść. Kurczę strasznie wam dziękuje za komentarze, nie będę nikogo wyróżniać, bo wszystkie komentarze są dla mnie wielką motywacją. Kocham was i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej. Pozdrawiam <3