piątek, 29 sierpnia 2014

VIII

ZAYN

Szedłem do Harry'ego, chłopak był w na prawdę kiepskim stanie. Odkąd..odkąd Louis umarł on sobie po prostu nie radził, to było za bardzo widoczne. Nie mogłem pozwolić mu się poddać, śmierć Louis'a nie powinna w ogóle nastąpić, jeszcze nie teraz. Jakby to się stało za 60 lat, pogodziłbym się z tym i on pewnie też, ale nie teraz. Gdy nawet nie miał 25 lat na karku. Naciągnąłem kaptur mocniej na głowę, by uchronić się przed chłodem i deszczem. Do domu Harry'ego pozostało mi jeszcze parę minut, a mądry Malik postanowił zrobić sobie spacer w towarzystwie tej okropnej pogody. Zimno przenikało przez ciepłe ubrania stykając się z moją skórą i miałem wrażenie, że przenika aż po kości. Cały drżałem. 
W tym momencie zazdrościłem Perrie. Dziewczyna leżała w domu pod ciepłym kocem, oglądając przyjaciół i popijając gorącą czekoladę. Oh. W oddali zauważyłem dom Styles'a, przyśpieszyłem nieco kroku po chwili pojawiając się przed mahoniowymi drzwiami. Mocno w nie zapukałem pocierając energicznie dłonie. Słyszałem ciche kroki zza drzwi. No dalej Harry, pośpiesz się Loczek z naburmuszoną miną otworzył drzwi.
- Em..w czym mogę pomóc? - odchrząknął na co westchnąłem i zdjąłem kaptur
 Chwila coś jest nie tak. Przyjrzałem się jego twarzy i..o kurde.
- Co ty masz  na twarzy!? - niemalże krzyknąłem, gdy pod jego wargą dostrzegłem dwa kolczyki
- Uspokój się Zayn i wejdź do środka, pewnie zmarzłeś - odparł lekceważąc moje wcześniejsze pytanie i odsunął się od drzwi, tak żebym mógł wejść do domu.
Nie mogłem odwrócić wzroku od jego twarzy. Na cholerę mu ten piercing? Bez niego wygląda o wiele lepiej. Rozsznurowałem buty i rzuciłem je w kąt, zdjąłem płaszcz, który Harry odwiesił na elegancki, drawniany wieszak. Już miałem zdejmować szalik, ale postanowiłem z tego zrezygnować - z dwóch powodów. Nadal było mi zimno, miałem tam kilka niewielkich malinek. Szedłem za nim, mając przed twarzą jego nieco za długie, falujące włosy. Powinien się wybrać do fryzjera, nie to piercingera. Usiadłem przy blacie w kuchni, a on zaparzył dwie herbaty.  
 - Co ty masz na twarzy? - zapytałem po raz kolejny
- Piercing Zayn, piercing. - odparł zdejmując wielki czarny sweter przez głowę. 
- A to Harry? - wskazałem na odkryte ramiona, pokryte tatuażami
- To są tatuaże, Zayn. Sam takie masz 
- Na co ci to? - kolejne pytanie wyleciało z pomiędzy moich warg nim zdążyłem się zorientować
- Cholera Zayn przestaniesz? Jestem dorosły mogę robić co chcę! - wykrzyczał mi w twarz, a w jego oczach zalśniły kropelki łez, które po chwili spływały po policzkach 
- Wszystko okej? - zapytałem podchodząc bliżej zielonookiego
- Nie, nic nie jest okej od kiedy on odszedł. Już nigdy nie będzie okej - szepnął mi w ramie, gdy go przytuliłem.
Jego ciało drżało, a on co jakiś czas pociągał nosem. Wiedziałem, że sobie nie radzi. Ale nikt nie potrafił mu pomóc albo nikt po prostu nie chciał pomagać gejowi z boysbandu, który stracił ukochanego. Ludzie są okrutni. Potarłem jego plecy w celu dodania mu trochę otuchy.
- Cii mały, masz mnie i chłopaków. Chciałbym ci o czymś powiedzieć, ale do tego musisz się uspokoić - powiedziałem cicho
Harry odsunął się ode mnie ocierając mokre policzki i pociągając nosem. Podałem mu chusteczkę ówcześnie wyjmując ją z kieszeni. Posłał mi delikatny uśmiech i wydmuchał nos. 
- O co chodzi Zi? - zapytał wyglądając już całkiem normalnie, no prawie.
- Mam nadzieję, że to jakoś poprawi ci humor. Bo Hazz, dzieciaku będziesz ojcem chrzestnym - powiedziałem cały rozradowany
- Jesteś w ciąży!? - krzyknął mi prosto w twarz, a ja parsknąłem jedynie śmiechem. Nieco się zmieszał
- To znaczy...Perrie jest w ciąży? Na prawdę? O jacie nie mogę uwierzyć! Będę miał małe Maliczki! - w jego oczach zabłyszczały łzy, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
Wręcz przeciwnie, coraz bardziej się poszerzał. Takiego go najbardziej lubiłem, rozradowanego bez żadnych zmartwień zaprzątającą tą czekoladową czuprynę. Aż sam się uśmiechnąłem. 
- Wiecie już jaka płeć? - zapytał, gdy emocje nieco opadły
- Nie Harry, jeszcze na to za wcześnie. Będziesz pierwszym, który dowie się jaka płeć. 
- Jejku Zayn, tak bardzo się cieszę! - znów krzyknął zawieszając mi się na szyi
- Ja też Curly, ja też. 
HARRY

Rozprostowałem kości, gdy tylko Malik opuścił moje mieszanie i wspiąłem się na schodach do góry, do NASZEJ wspólnej sypialni. Niepewnie wszedłem do środka. Nadal unosił się tu jego zapach, chciałem zabrać jedynie swój sweter wiszący w szafie, ale w końcu wyszło że ubrałem jeden z jego swetrów. Mimo, iż był nieco za mały nie miałem zamiaru go z siebie zdejmować. Po moim policzku spłynęła łza, gdy zerknąłem na nasze wspólne łóżko. Tak wiele w nim przeżyliśmy, już nawet nie chciałem tego wspominać. To wszystko za bardzo mnie przytłaczało. Czym prędzej opuściłem sypialnie i zbiegłem to salonu. W idealnym momencie, bo ktoś właśnie pukał do drzwi. Poszedłem otworzyć, ale nikogo tam nie zastałem. Jedynie perłową kopertę na wycieraczce. Cholera, znowu. Usiadłem na fotelu podciągając nogi pod brodę. Rozerwałem delikatnie kopertę, potarłem ręką o skroń. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem czytać. 

Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Dzisiaj opowiem ci o moim pierwszym grubym melanżu. 
03.08.2009r.
Wieczór zapowiadał się świetnie, rodzice Louisa kilka godzin temu pojechali zabierając razem ze sobą jego młodsze siostry na calutkie dwa tygodnie! Błękitnooki był tak bardzo uradowany faktem, że został całkiem sam bez opieki rodziców na tak długi czas. Zdawał sobie sprawę z tego, że matka będzie co jakiś czas do niego sprawdzając go, oczywiście. Ale jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Został sam! W końcu nie musiał się martwić, czy któraś z jego młodszych sióstr nie wejdzie do pokoju, gdy ten będzie zabawiał się z kimś czy pił piwo. Oczywiście, kochał bardzo mocno każdą z nich, ale wszystkie łączyły te same irytujące Louisa cechy. Każda z nich była wścibska i ciekawska, co doprowadzało bruneta do szewskiej pasji gdy siedział właśnie z kimś i był strasznie napalony. 
Uśmiechnął się i wciągnął przez głowę obcisłą, białą koszulkę. Daniel lada moment miał wpaść do Louis'a z sprzętem nagłośnieniowym. Louis w podskokach zbiegł po schodach, gdy usłyszał ten specyficzny sposób pukania do drzwi. Uśmiechnął się pod nosem i po chwili stał twarzą w twarz z przyjacielem, do którego lada moment przyległ ciałem. 
- Loui widzieliśmy się 30 minut temu - zaśmiał się Daniel prosto do ucha młodszego
-  No i co z tego - oparł Louis zaciskając dłonie na czarne koszuli przyjaciela
- Chodź musimy to rozłożyć zanim ludzie się zjadą. Stan zaraz powinien wpaść z alkoholem. 
Stan również był przyjacielem Louis, ale to Daniel był tym najlepszym. Chłopak z całych sił starał się podnieść wielki wzmacniacz czemu starszy przyglądał się z rozbawieniem. Louis, tak uroczo wyglądał męcząc się z tym głośnikiem. 
- Może byś się ruszył co? - warknął w stronę Daniela
- Przestań marudzić dzieciaku - chłopak zaśmiał się i zaczął podłączać głośniki 
Louis oderwał się od pracy ruszając do drzwi, Stan właśnie przyjechał z całym zapasem alkoholu na dzisiejszy wieczór. To, że było tego dużo to mało powiedziane, ale cóż się dziwić - mieli przyjść wszyscy znajomi Louisa z Facebooka, a było ich około 200. Jeszcze nie wymyślił dobrego wyjaśnienia, jakie powie mamie gdy coś się uszkodzi. 


~*~

W głowie już mu huczało od nieco za dużej ilości alkoholu we krwi, ale mimo to nie przestawał pić. W końcu, jak na gospodarza przystało musiał się napić z każdym, tak? Przynajmniej wpuszczając tu swoich znajomych wyszedł z takiego założenia. Kiwnął głową do Megan, która nawoływała go ruchem ręki. Louis wiedział, że niektórzy korzystali innych środków odurzających i w końcu postanowił sam spróbować zbliżając się do blondynki. Raz się żyję, prawda? Piątka osób, która była już nieźle naćpana gorąco go przywitała podając mu zwinięty w rulonik banknot i wskazując na białą linię usypaną z kokainy na samym środku stolika. Cicho westchnął, nie będąc do końca pewnym czy to aby na pewnodobry pomysł. Policzył do paru liczb wzwyż i pochylając się nad linią wciągnął ją za jednym razem. Zaczął pocierać nos, próbując przyzwyczaić się do tego dziwnego uczucia. Nim minęło parę sekund Louis wciągał już kolejną dawkę groźnego narkotyku. Czuł się, taki..wyluzowany. Jakby wszystkie myśli uleciały nie wiadomo gdzie, a jego ciało i umysł stały się nagle bardzo pobudzone. Chwytając pierwszą lepszą dziewczynę za dłoń zaciągnął ją do góry po schodach prosto do swojego niewielkiego pokoju. Nie zważając na to czy dziewczyna chcę to z nim zrobić czy nie, zdjął z niej bordową sukienkę niemalże rozrywając jej delikatny materiał.



~*~

Gdy się obudził dochodziła 19, skutki uboczne kokainy. Louis nie mógł zmrużyć oka po udanej imprezie, nie miał najzwyczajniej ochoty spać. Pożegnał wszystkich gości, dziękując za udaną zabawę. Posprzątał, no przynajmniej częściowo. Mieszkanie nie wyglądało najgorzej, próbował ocalić najcenniejsze przedmioty i udało mu się, na szczęście. Głowa bolała go niesamowicie, a ten okropny smak w ustach nie dawał mu spokoju. Och. To była ostatnia taka ostra impreza Louisie Tomlinsonie. 

Ps. Harruś, co ty sobie zrobiłeś? Lepiej ci bez tego całego żelastwa  na twarzy. 

___________________________________________________________
Cześć!
Ten rozdział może nie jest jakoś wybitny, ale mam jednakże nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba. Postaram się wymyślić coś co odmieni cały los tej historii hah Dziękuje serdecznie za komentarze, no i tyle. Do kolejnego miśki ;3

niedziela, 24 sierpnia 2014

VII

Harry
Chłopak szeroko się uśmiechnął i zlustrował mnie od stóp po samą głowę. Nie powiem, ale poczułem się dosyć niezręcznie, gdyż stałem przed nim w ręczniku sięgającym kolan. Odchrząknąłem, gdy zdałem sobie sprawę, że już kilka chwil stoimy w ciszy, a on przenikliwie się we mnie wpatruje.
- Co cię tu sprowadza przyjacielu ? - zapytałem.
Dostałem odpowiedz, której bym się nigdy nie spodziewał. On się na mnie rzucił! Bezczelnie przywarł ustami do moich, ale przecież nie mógł! One należały tylko do Louisa. Czym prędzej go od siebie odepchnąłem i spojrzałem zaskoczony na swojego przyjaciela. Jak on mógł ? Przecież dobrze wiedział, że kocham tylko Louisa. 
- Dlaczego to zrobiłeś ? - zapytałem patrząc na niego smutnym wzrokie
- Bo cię kocham Harry ! Teraz nic, ani nikt nie stoi na  naszej drodze do szczęścia - rzekł łapiąc mnie za ramiona i siłą przyciągając do siebie
- Nick ! Uspokój się, już raz ci powiedziałem, że jesteśmy i zostaniemy TYLKO przyjaciółmi.. A teraz proszę Cię..opuść mój dom. - powiedziałem otwierając mu drzwi.
Chłopak spuścił głowę w dół i przygnębiony wyszedł. Gdy chciałem zamknąć drzwi, ten je złapał i szepnął 
- Przepraszam  
Zamknąłem te nieszczęsne drzwi i po prostu rozpłakałem się. Czyżbym właśnie złamał serce swojemu przyjacielowi ? Cholera. Wstałem z podłogi i postanowiłem coś na siebie ubrać. Pognałem do sypialni i podszedłem do szafy. Otworzyłem jej drzwiczki na oścież i położyłem dłonie na biodrach. Po chwili zastanowienia wyjąłem szare dresowe spodnie i czarną bluzę z napisem " TEENAGE RUNAWAY". Ubrałem się i zszedłem na dół zrobić sobie w końcu coś do jedzenia. Mnóstwo myśli zaprzątało mój umysł, miałem już tego powoli dość.. Usłyszałem pukanie do drzwi. Pewnie Nick. Poszedłem otworzyć, chciałem go przeprosić. Po drugiej stronie stała ciemna postać w kapturze. 
-Em..w czym mogę pomóc ? - zapytałem odchrząkując. Nieznajoma postać westchnęła i zdjęła kaptur



Danielle 

Światło zgasło, stałam sama na scenie, a w okół niej roznosił się szum publiczności. Wzięłam głęboki oddech i poczułam przyjemne ciepło reflektora na twarzy. Czułam przepełniony ciekawością wzrok na sobie. Rozbrzmiała melodia dobrze znanego mi utworu, a razem z nią rozpoczął się taniec.  Czułam się jak ryba w wodzie, jak ptak na niebie, po prostu byłam w swoim żywiole. Byłam jakby w transie, z którego trudno byłoby mnie teraz wyrwać. Na scenę wbiegło jeszcze kilku tancerzy i dwie tancerki, które za zadanie miały być moim "cieniem", to znaczy miały robić dokładnie to co ja, tyle, że nieco później. Układ powoli dobiegał końca, ostatnie kroki, chwytanie się za dłonie i wspólny ukłon. W podskokach zeszliśmy ze sceny w rytmie nieustających oklasków. Prosty taniec, przed niewielką publicznością, jednakże byłam z siebie dumna. Szczególnie, że ktoś bardzo dla mnie ważny siedział na widowni, a tą osobą był mój najukochańszy Liam. Zaraz po występie mieliśmy spędzić wspólnie dzień. Tak więc zabrałam jedynie swoje rzeczy i żegnając się z wszystkimi ruszyłam do wyjście, gdzie powinien już czekać na mnie mój chłopak. 
- Daj, pomogę ci. - powiedział niemalże wyrywając mi torbę z rąk
- Przecież doskonale daje sobie radę. Nie musisz wszystkiego za mnie robić, jestem dużą dziewczyną Liam i nie jestem w ciąży - powiedział cicho się śmiejąc
- A szkoda - mruknął pod nosem
- Słucham? - myślałam, że się przesłyszałam
- Powiedziałem, szkoda, że nie jesteś w ciąży 
- Czyli..że..chciałbyś mieć ze mną dziecko?
- Danielle głuptasku, oczywiście, że bym chciał - rzekł przytrzymując mój podbródek dwoma palcami i całując mnie w nos
Od razu zrobiło mi się miło na serduszku, przytuliłam się do jego ramienia i tak szliśmy, aż do samochodu Liam'a. Jak na dżentelmena przystało, chłopak najpierw otworzył mi drzwi, poczekał aż wejdę i zamknął za mną drzwi, po czym okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. 

 - Liam, pojedźmy najpierw do mieszkania. Musiałabym się troszkę ogarnąć - powiedziałam kładąc dłoń na jego - potem jestem cała twoja
- Oh to świetnie się składa. Tak, więc jedziemy do domu. - powiedział na co lekko się zaśmiałam  
Droga minęła nam zdumiewająco szybko, aż za szybko. Wspólnie wspięliśmy się po schodach do naszego mieszkania, a gdy już dotarliśmy odwiesiłam kurtkę na wieszak i weszłam do łazienki. Przede mną niemiłosiernie długa kąpiel. Wlałam wodę do wanny i zaczęłam ściągać z siebie ubrania, zdawałam sobie sprawę, że drzwi są cały czas otwarte. Usłyszałam pukanie za sobą, a zaraz miękkie dłonie Liam'a spoczęły na moim nagim brzuchu. Pominę fakt, że stałam jedynie w bieliźnie. 
- Mogę się przyłączyć? - szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek
- Nie widzę żadnych przeciwwskazań, panie Payne - odpowiedziałam mu ponętnie
- Cieszę się panno Peazer, pomóc pani?
- Jakby pan mógł, tutaj rozpiąć - wskazałam zapięcie biustonosza
- Z miłą chęcią 
Po chwili niechciany materiał leżał na ziemi, jego dłonie trzymały mnie mocno w tali. Po chwili oboje weszliśmy do ogromnej wanny, pełnej piany. Oparłam się o jego tors, zaciskając mocniej jego ręce w okół mnie.  


Niall 

Trzymając dłoń Ellie biegliśmy do jej mieszkania, samochód się zepsuł i dodatkowo rozpadał się deszcz. Dziewczyna zatrzymała się, sprawiając, że i ja się zatrzymałem, stając tuż obok niej.
- Niall, ja już nie dam rady.. - szepnęła - ale mogę coś zrobić? - zapytała cichutko
- Ale co zrobić?
 - Nie odpowiada się pytaniem, na pytanie - dźgnęła mnie w brzuch śmiejąc się
- No trudno, ale ja pierwszy coś zrobię, okej?
- Okej
Pochyliłem się nad nią i położyłem jej dłoń na policzku. Cały czas patrzyłem jej prosto w oczy, w te piękne niebieskie oczy.  Pogłaskałem ją po szczęce i delikatnie złączyłem nasze usta. Jej miękkie warki były takie słodkie i smakowite, że miałem problem aby się od nich oderwać. Kiedyś mówiła, że marzy o pocałunku w deszczu i ja właśnie postanowiłem spełnić dwa marzenia, Ellie - pocałunek w deszczu i moje - pocałowanie Ellie. Nie całowaliśmy się ostro, tylko subtelnie i delikatnie, idealnie. Odsunąłem się od niej z szerokim uśmiechem na twarzy, jej również nie brakowało szczęścia, a świadczyły o tym iskierki w jej oczach i wygięte w uśmiechu usta.  Chyba ją kocham. Przywarła do mnie swoim malutkim ciałkiem, nie obchodziło nas to, że stoimy na środku chodnika zagradzając ludziom drogę ucieczki przed deszczem, ani to, że leje jak z cebra. My po prostu rozkoszowaliśmy się tą chwilą. Jednakże Ellie zaczęła się delikatnie trząść, było jej zimno. Spletliśmy nasze palce u rąk i czym prędzej ruszyliśmy do jej mieszkania. 
Skromne mieszanie w niewielkiej kamienicy, idealnie do niej pasowało. Wszystko suptelne i delikatne.  
- Napijesz się czegoś? - zapytała przygryzając wargę, oh niesamowity widok
- Nie rób tak - powiedziałem przygwożdżając ją do ściany
- J-jak? - wyjąkała znów przygryzając wargę
- Tylko ja mogę to robić - szepnąłem jej prosto w usta przygryzając jej delikatną wargę zębami
- Ni-all - wyjąkała
- Tak skarbie? -przytrzymałem jej twarz za szczękę, tak by nie spuszczała głowy w dół, co pewnie zaraz miała zrobić
- Ja nie jestem gotowa na..na to wszystko. Niall ja nie wiem co robić, ja nie jestem jeszcze gotowa na to co chciałbyś zrobić..Przepraszam
- Ej ej ej, spokojnie. Nie będę cię do niczego zmuszać. Poczekam tak długo, aż sama coś zaproponujesz - musnąłem ustami jej okrągły nosek - wszystko jest okej, wszystko jest okej - mówiłem przytulając ją mocno do swojego ciała. 
- Zostaniesz ze mną? - szepnęła w moją koszulkę
- Oczywiście, że zostanę kochanie 
Ellie odsunęła się niepewnie ode mnie i chwyciła moją dłoń. Nic nie mówiąc podążyłem za nią. Usiedliśmy na kanapie, tak właściwie to ja usiadłem na kanapie, a Ellie usadowiłem na swoich kolanach. Tak, że siedziała do mnie twarzą. Dotykała subtelnie mojego policzka nie przerywając kontaktu wzrokowego. Przyglądałem się dokładnie jej twarzy, wszystko przejrzałem.
- Jesteś taka piękna - wyszeptałem jej w usta
- Oh 
Schowała twarz w zagłębienie mojej szyi i po prostu przywarła do mnie swoim drobnym ciałkiem. Przytuliłem ją i głaskałem jej plecy. Jej oddech się wyrównał, leżała spokojnie nie ruszając się. Przypuszczam, że zasnęła. Cicho się zaśmiałem i sięgnąłem wolną ręką po koc. Okryłem nas i oparłem brodę na jej głowie. Parsknąłem śmiechem niewiedząc czemu i po prostu głaskałem ją po plecach. Sięgnąłem do kieszeni spodni, bo mój telefon nieznośnie zawibrował. 
From : Unknow
Niall jeżeli coś jej zrobisz, to chyba urwę ci jaja i powieszę nad łóżkiem. 
Masz o nią dbać, rozumiesz?
Obserwuję cię Irish. 

~L

_________________________________________________________
Witam!
Powracam już chyba na stałe kochani, mam nadzieję, że jakoś wybaczycie mi tą długą nieobecność. Przepraszam ;< Wchodzi tu ktoś jeszcze? Oby tak :) Wysyłajcie linki do znajomych LS, bardzo by mi to pomogło. Jestem w trakcie pisania kolejnego. Serdecznie proszę o komentarze :) I zapraszam na drugiego bloga : winter-land-story.blogspot.com
 

wtorek, 4 lutego 2014

VI


Niall
Wszedłem do ekskluzywnej restauracji i rozejrzałem się po lokalu. Już była. Siedziała przy dwuosobowym  stoliku i chyba na mnie czekała. Wyglądała rewelacyjnie ! Jej włosy idealnie zakręcone w spiralki, jej idealne ciało osłonięte  czarnym materiałem, smukłej sukienki, ramiona okryte białym futerkiem. Nie zauważyła mnie. Podszedłem do niej i położyłem jej dłonie na ramionach, automatycznie się obróciła i wstała
- Przyszedłeś -powiedziała przytulając mnie, nawet w butach na obcasie była znacznie niższa. 
- Jak bym mógł nie przyjść - rzekłem odwzajemniając uścisk.
Z uśmiechem na ustach odsunęła się ode mnie i usiadła na krzesło, które za nią zasunąłem. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, zarumieniła się i odwróciła głowę w bok.
- Niall..nie patrz tak na mnie - szepnęła.
- Ale, gdy ja nie mogę. Jesteś taka śliczna - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy, położyłem jej dłoń na palcach i się uśmiechnąłem. 
Chrząknięciem przerwał nam kelner, który stał po mojej prawej z notesem w dłoni.
 - Co dla państwa ? - zapytał z szarmanckim uśmiechem w stronę Ellie, tylko krzywo na niego spojrzałem przez co dziewczyna zachichotała.
Wręczył nam obojgu menu, które otworzyłem i zacząłem przewracać kartki. Spojrzałem na moją towarzyszkę, która z pełny skupieniem wymalowanym na twarzy czytała dziwne nazwy dań. W końcu oderwała wzrok od kartki i spojrzała na kelnera.
- Co dla ciebie ? - zapytał puszczając jej oczko. Myślałem, że się zaraz we mnie zagotuje. 
- Przepraszam, ale wydaje mi się, że nie jest Pan z moją przyjaciółką na Ty. Proszę więcej szacunku - powiedziałem pełen powagi, chociaż w środku myślałem, że wybuchnę.
- Ależ oczywiście, przepraszam. Co dla Pani ? - powiedział z kamienną twarzą do Ellie
Dziewczyna na chwilę się zawahała.
 - Dla mnie porcja spaghetti - powiedziałem - a dla ciebie ? 
- To samo - odparła cicho
- Co do picia ? - zapytał irytujący mnie już kelner
- hmm...co powiesz na wino ? - zapytałem patrząc na Ellie
- Pod warunkiem, że białe - uśmiechnęła się słodko.
 - W takim razie najlepsze białe wino jakie macie. - rzekłem do kelnera, który wszystko zapisał w notesie i odszedł. 
Ellie oparła łokcie o blat stoły i splotła palce u dłoni, po czym oparła o nie brodę. Wpatrywała się we minie, tymi swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Na jej buzi gościł śliczny uśmiech.
- Jestem gdzieś brudny ? - zapytałem dotykając twarzy palcami
- Byłeś zazdrosny - szepnęła nie przestając się uśmiechać
- nie, wcale nie - powiedziałem Jasne, że byłem ! Jakbym mógł nie być ?!
- Ja i tak wiem swoje - puściła mi oczko i oparła się na krześle
Po chwili do naszego stolika podeszła dziewczyna z daniami, które zgrabnie niosła na tacy. Postawiła przed nami talerze i gdy już miała odchodzić podszedł ten nieznośny kelner z dwoma kieliszkami i białym winem. Napełnił nam kieliszki i razem z dziewczyną odszedł. Poczułem jak w kieszeni marynarki mój telefon wibruje. Przeprosiłem Ellie i dyskretnie wyjąłem go i przeczytałem wiadomość :

From : Unknow
Ulala Horan! Wyrwałeś jakąs laskę i to nawet całkiem niezłą. 
Ellie to naprawdę dobra dziewczyna..przecież ją znam.
Życzę wam szczęścia i jeżeli ją zranisz, to chyba cię zabije.
~L



Zayn
Podszedłem do Perrie i przytuliłem się do niej od tyłu. 
 - Jak tam skarbie ? - zapytałem składając na jej szyi krótki pocałunek i opierając dłonie na jej zgrabnym brzuchu.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko mocno się we mnie wtuliła. Oparłem brodę o jej głowę i zapytałem
- stało się coś ? 
Ona tylko mocniej mnie przytuliła i szepnęła
 - Nic..po prostu mnie przytul, lubię czuć twoją bliskość. 
- Kocham cię, wiesz ? - ująłem w dłoń jej podbródek i uniosłem ku górze, by na mnie spojrzała - najmocniej na świecie - mówiłem patrząc w jej oczy, które zaczęły się szklić. 
Po chwili po policzku ściekła jej samotna łza, którą otarłem kciukiem
- Nie płacz, proszę
- Ja ciebie też kocham Zaynie - stanęła na palcach i delikatnie mnie pocałowała.
Odwzajemniając pocałunek złapałem ją za uda i podniosłem do góry, owinęła nogami mnie w pasie. Przygryzła moją wargę, kładąc dłonie na moim karku. Ciągle trzymając ją na rękach wszedłem po schodach, wprost do naszej sypialni. Delikatnie położyłem ją na miękkim materacu i sam ułożyłem się między jej zgrabnymi nogami. Zacząłem składać na jej szyi soczyste buziaki, starając się nie zrobić "malinki", bo pewnie byłaby zaraz afera.
- Zayn..- jęknęła odsuwając moje ciało od swojego
- Chyba..chyba nie możemy - powiedziała ze spuszczoną głową 
- Ej..nie smuć się..Najwyraźniej będziemy musieli sobie zrobić małą przerwę od igraszek - mówiłem jeżdżąc palcami po żebrach
Cicho zachichotała, a ja nie przestając jej łaskotać usiadłem okrakiem na jej biodrach, by nie mogła uciec. Dziewczyna śmiała się w niebo głosy ! Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Po chwili zaczęła ciężko oddychać Chyba wystarczy . Położyłem się obok niej podnosząc rękę do góry, by się do mnie przytuliła. Perrie od razu zrozumiała. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na moim torsie. Zacząłem głaskać ją po włosach szepcząc :
- Wyobraź sobie jak to będzie gdy na świat przyjdzie nasze dziecko. Chciałabyś dziewczynkę czy chłopca ? 
- To nieważne, ważne by było zdrowe. Chociaż bardziej chciałabym chłopca..Taki mały Maliczek, wyglądałby jak Ty - pocałowała mnie w linię szczęki
- Ja też chcę żeby było zdrowe, ale chcę córeczkę, byłaby moją małą księżniczką.. Zupełnie jak jej mamusia. Była by piękna - Perrie tylko wyjęczała 'mhm' i słuchała dalej - miałaby moją karnację, twoje oczy i włosy, twój mały nosek i zgrabne policzki. Miałaby szczupłą sylwetkę. Była by najpiękniejszą dziewczyną na świecie, zaraz po tobie oczywiście - gdy tak mówiłem nie zauważyłem, że Perrie po prostu zasnęła
Cicho się zaśmiałem i okryłem nas kocem, głaskałem ją nadal po włosach. Po chwili również mnie zmorzył sen
 Harry
Liam pakował wszystkie rzeczy jakie miałem ze sobą w szpitalu, do niewielkiej, czerwonej torby. Co chwilę spoglądał w moją stronę, a ja jedynie siedziałem, spokojnie na łóżku czekając, aż przyjaciel powie, że możemy już stąd wyjść. 
- Liam..on chciał mi się oświadczyć - szepnąłem przyciągając spojrzenie przyjaciela
- Wiem..- rzekł cicho zapinając torbę i wieszając ją na ramię. Chwycił w dłoń moją skórzaną, brązową kurtkę z kożuchem na kołnierzu i stanął za mną, bym wsunął ręce w jej rękawy.
 - Powiedział ci ? - zapytałem patrząc Liamowi prosto w oczy
- Tak, pomagałem mu z wyborem tego - wskazałam na mój serdeczny palec
- Ah.. - przełknąłem głośno ślinę, nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Chodź - delikatnie złapał mnie w pasie i zaprowadził do wyjścia z szpitala, na parkingu stał duży, srebrny mercedes do którego wsiedliśmy. Szyby  były specjalnie przyciemnione, by jakiś nachalny paparazzi nie strzelił fotki, jak ten sławny Harry Styles wyjeżdża wprost z szpitala. 
- Zabierz mnie do najbliższego salonu tatuażu i piercingu - szepnąłem, Liam spojrzał na mnie z ukosa, nic nie powiedział tylko przekazał kierowcy to o co go poprosiłem. Harry Styles się zmienia.
Po paru minutach spędzonych w samochodzie, pojazd się zatrzymał. Spojrzałem przez szybę auta i ujrzałem niewielkie pomieszczenie z dosyć sporym czarnym szyldem " Tattoos & Piercings ". Ben*, który był jednocześnie naszym dzisiejszym kierowcą, jak i ochroniarzem wysiadł z auta, po czym okrążając je otworzył mi drzwi. Wysiadłem z samochodu, patrząc na Liama, który nie do końca był przekonany co do mojego pomysłu.
- No chodź, no -stęknąłem wwiercając mu dziurę na twarzy wzrokiem. 
Chłopak tylko sapnął, ale po chwili znalazł się tuż przy mnie. Cicho narzekając wlekł się za mną do salonu tatuażu i piercingu.




~*~
Cały obolały wszedłem do domu. Tuż za przyjacielem, dźwigającym torbę. Rzucił ją w głąb mieszkania i stanął przede mną. 
- Poradzisz sobie ? - zapytał, kładąc mi dłoń na ramieniu
 - Liam..nie jestem dzieckiem. Dam radę - uśmiechnąłem się lekko patrząc mu prosto w oczy
- Po tym, co się wydarzyło...boję się zostawiać cię samego. Musisz to zrozumieć, po prostu się o ciebie martwię - rzekł zgarniając mnie w ramiona. 
Mocno się do niego przytuliłem i trwalibyśmy dalej w uścisku, gdyby nie zaczął dzwonić telefon Liama. Chłopak  odsunął się ode mnie i z kieszeni jasny jeansów wyjął czarnego BlackBerry i niemalże od razu odebrał.
- No cześć skarbie - powiedział wchodząc do mieszkania Rozmawia z Danielle
- Mhm..już się będę zbierał..pa..ja ciebie też
Po chwili Liam stał znów niemalże przede mną.
- Chyba już pojadę, spotkam się z Danielle... - powiedział
- Jasne, tylko ją wyściskaj ode mnie - uśmiechnąłem się do niego otwierając drzwi
- Jasne, cześć. - rzekł po czym zamknąłem drzwi.
Och..znowu jestem sam. Niewiele się zastanawiając rozebrałem się do samych bokserek i nucąc sobie coś pod nosem zaniosłem ubrania do prania. Będąc już w łazience, kiedy chciałem wyjść zerknąłem w stronę wielkiego lustra ciągnącego się od samych kafelek do góry, aż po sufit. Było też dosyć szerokie. Louis sobie takie wymarzył, byśmy mogli przed nim stawać i by mógł "podziwiać" mój wygląd, jak zwykł mówić. Stanąłem na przeciw lustra wpatrując się w siebie, od stóp, po czubek głowy. Wbijałem wzrok w swoje, chude,blade ciało, pokryte licznymi tatuażami. Jestem okropny. Nogi ugięły się pode mną, po paru sekundach leżałem skulony na ziemi płacząc. Wyglądam jak..jakiś potwór. Potwór z długimi, kościstymi kończynami, które luźno, bez żadnych emocji zwisały w dół. Jak..jak ja mogę się komukolwiek podobać. Jak on mógł mnie "podziwiać" ? Jak mógł kochać ? Położyłem rękę na lewym ramieniu czując delikatne pieczenie. OH..Jak miło, tatuaż się odzywa. Podniosłem się z ziemi i wyjąłem apteczkę, z której zaś wyjąłem kilka sporych plastrów i cienkich bandaży. No i zacząłem szukać jakiegoś łagodzącego kremu, gdy udało mi się go znaleźć, położyłem wszystko łącznie z czystym ręcznikiem. Zdjąłem bokserki i wszedłem pod deszczownice, odkręciłem kurek i wprost na moją głowę zaczął padać delikatny, letni strumień wody. Przejechałem delikatnie dłonią po świeżym "malunku" na ciele, czując delikatny ból.
Po umyciu się, wyszedłem na miękki dywanik owinąłem się ręcznikiem w pasie i delikatnie, ale dobrze wytarłem tatuaż, po czym nasmarowałem go kremem, zakleiłem plastrami i wszystko owinąłem bandażem.
Z ręcznikiem na biodrach zszedłem na dół. Idąc do kuchni - mój żołądek zaczął sam się zasysał - usłyszałem jak ktoś dobija się do drzwi. Czym prędzej ruszyłem ku nim i przekręciłem zamki i nacisnąłem na klamkę.
- Cześć Harry - powiedział uśmiechnięty Grimshaw 
____________________________________________
Witam !
Kochani, wybaczcie, że tak późno dodaje ten rozdział..Po prostu miałam mały problem z napisaniem go. Jak widzicie nie mam listu od "L", nie zawsze będą się pojawiać, bo musiałabym chyba stworzyć jeszcze inną historię. Wiecie zastanawiam się do ilu rozdziałów dam radę trwać w tym opowiadaniu..I wydaje mi się, że to będzie coś około 20 rozdziałów plus Epilog.
No cóż, to chyba tyle..Już zabieram się do pisania nowego, który ( obiecuje ) pojawi się szybciej. 
Pozdrawiam <3






piątek, 3 stycznia 2014

V



Uwaga. W rozdziale pojawiają się sceny erotyczne, nie biorę odpowiedzialności za za zrytą psychikę. 

Harry

Usłyszałem pukanie do drzwi, zwróciłem głowę w ich kierunku nie miałem siły na odzywanie się. Drzwi się otworzyły, a do środka weszła drobna kobieta z brązową czupryną 
- Johannah - szepnąłem tylko.
Kobieta podeszła do mnie i chwyciła mnie w ramiona
- Witaj Harry, cieszę się, że nic ci nie jest - powiedziała przytulając się mocno do mnie
Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żeby "coś" mi było.
- Dajesz..dajesz sobie radę bez niego ? - zapytałem po chwili ciszy. Jay spojrzała mi w oczy..jej wzrok..był taki martwy, utkwiony w jednym miejscu czyli na mojej twarz, szukała na niej jakiejkolwiek emocji, a ja mimo wszystko zachowałem kamienną twarz.
- Strasznie zanim tęsknie, ty jak widać też i tak nie bywał zbyt często w domu, ale..brakuje mi go, brakuje mi tego, że dzwonił do mnie codziennie i rozradowany pytał " co tam mamo ? ". Brakuje mi ciągłych wiadomości na jego temat, tego, że teraz jest w Francji czy Australii. Brakuje mi po prostu mojego małego synka - mówiła lekko popłakując.
Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem ją mocno przytulać, głaszcząc po plecach.
- Mi..mi też go brakuje. - szepnąłem. 
W sali zapadła cisza, siedzieliśmy z Jay na moim łóżku złączeni w uścisku. Słyszałem tylko jak pociągała nosem płacząc. Kilka łez spłynęło mi po policzkach.
- Harreh - tylko on tak mówił - on..mój Louis..chciał ci się oświadczyć.. Przyniosłam go dla ciebie.. - powiedziała
 Wyciągając malutkie drewniane pudełeczko z wygrawerowanym napisem Darling, Johannah otworzyła je przed moją twarzą. W środku, w malutkiej, beżowej poduszeczce był piękny pierścionek, a raczej pierścień. Typowo męski, w moim guście. Uśmiechnąłem się.


 - Chciałby żebyś się zgodził.. Miał to zrobić kiedy trasa by się skończyła, tydzień po jego śmierci.. 
 - Jeeju, oczywiście, że bym się zgodził - szepnąłem ocierając oczy z łez. Johannah wsunęła pierścień na mój serdeczny palec 
- Wygląda idealnie - szepnęła głaszcząc mnie po policzku. 
Też tak sądze. Louis, wróć do mnie.



Zayn

Siedziałem w salonie z piwem w ręce oglądając mecz "Manchester United vs Arsenal F.C. " Liverpool przegrywał jednym punktem. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie oglądając zaciętą walkę napastników. Dosłownie zerwałem się na równe nogi, gdy tylko usłyszałem trzask u góry. Czym prędzej wbiegłem po schodach, zacząłem walić w drzwi łazienki. 
- Perrie ? Perrie kochanie otwórz - krzyczałem dobijając się do drzwi. 
Po chwili usłyszałem brzęk zamka, a drzwi się otwarły. Zobaczyłem swoją dziewczynę zwiniętą w kłębek na ziemi. Przykucnąłem przy niej i ją przytuliłem
- co się stało ? - powiedziałem prosto do jej ucha.
Nic nie mówiąc oderwała się ode mnie, i sięgnęła po coś leżącego na umywalce.
- to się stało - szepnęła wkładając mi w ręce termometr ?
- Płaczesz przez termometr ? - zapytałem lekko rozbawiony tą sytuacją
- To test ciążowy idioto ! - krzyknęła uderzając mnie w ramię.
o cholera. Wynik był pozytywny.
- Musimy je usunąć - krzyknęła Perrie 
- Oszalałaś ?! Przecież to owoc naszej miłości, niczemu winne nie jest to dziecko. Ja już je kocham, nie możesz go zabić 
- To zniszczy mi całkowicie karierę, Zayn..musimy się go pozbyć.
- Pozbędziemy się jeżeli po wykonaniu testu DNA dziecko okaże się nie być moje, wtedy ty je oddasz ja zaadoptuje, a my..my się rozstaniemy.
- Boję się - szepnęła siadając mi na kolanach i mocno mnie przytulając
- Damy radę. Razem.
Usłyszałem charakterystyczny dźwięk przychodzącego sms'a. Wyciągnąłem telefon i przeczytałem wiadomość.
From : Unknow
Gratuluje przyjacielu. 
Nazwiesz dzieciaka po starym kumplu z zespołu ?
Czuł bym się wręcz zaszczycony, gdyby Malik junior nosił moje imię. 
Pozdrów Perrie i uważaj na wasze trio. 
~L
Co jest ? L ?



 Harry
Johannah jakąś godzinę temu opuściła salę, ja w tym czasie podziwiałem pierścionek i tylko myślałem nad tym jakby to było, gdyby mój Loui żył. Wymarzyłem sobie wielki dom na szczycie skały, całkiem niedaleko słonecznej plaży w Los Angeles, bo w końcu zawsze chciał tam mieszkać. W okół basenu spacerowałby stary Labrador, za którym biegałby czarny kocurek. Louis zawsze marzył o dwójce dzieci. Lecz z biologicznego punktu widzenia jest to niemożliwe. Przynajmniej nie ze mną.
Siedząc i rozmyślając o niemożliwej przyszłości u boku mojego zmarłego chłopaka, nie zwróciłem uwagi, że prócz mnie w sali jest ktoś jeszcze. Owym ktosiem okazała się..siostra Louis'a, Charlotte. Cholera, to jakieś spotkanie Tomlinsonów ?
- Czołem Hazz - powiedziała, gdy na nią spojrzałem. Usiadła na skraju łóżka. 
- Czołem. Co cię do mnie sprowadza ? - zapytałem splatając palce i opierając o nie brodę 
- Mam dla ciebie list..Nie wiem dlaczego przyszedł na nasz adres, ale Mama kazała mi go dla ciebie przynieść.  - powiedziała i z beżowej listonoszki wyjęła ..perłową kopertę. 
- Czytałaś ? - zapytałem trzymając już w dłoniach kopertę.
- Nie, no co ty Hazz. Tylko przyniosłam, ale teraz już spadam. Umówiłam się z Martinem - powiedziała uśmiechnięta podchodząc bliżej mnie.
- Trzymaj się jakoś przyjacielu - przytuliła mnie i skierowała się do drzwi. Ostatni raz mi pomachała i opuściła salę.  
Ułożyłem się wygodnie na łóżku i roztargałem górę koperty i wyciągając z niej list, który zaczynał się prawie tak samo jak pozostałe  trzy, które już przeczytałem.

Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniała MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany.
Dzisiaj opowiem ci o mojej pierwszej męskiej miłości. 
11.07.2009r.


Słonce świeciło prosto na ciało Louis'a wylegującego się na leżaku. Czuł jak ktoś przejeżdża palcami po jego żebrach, powodując cichy chichot. Chłopak otworzył oczy i zauważył wysokiego szatyna z okularami na nosie. Od razu go poznał.
- Daniel ! - krzyknął ucieszony rzucając się w ramiona chłopaka.
- Cześć Loui - rzekł chłopak czochrając włosy bruneta.
Daniel był starym przyjacielem Louisa. Był trzy  lata starszy od niego. Wysoki, umięśniony..idealny.
Spędzili razem całe dzieciństwo. W wieku jedenastu lat Daniel musiał  wyjechać za sprawą przeprowadzki do Australii.
 - Tęskniłem - szepnął Louis wtulając się w jego ciało.
- Ja też, ja też przyjacielu. 


~*~ 

Louis siedział okrakiem na kolanach Daniela, wymieniając z nim namiętne przepełnione miłością pocałunki. Dłonie Daniela powędrowały wprost pod koszulkę Louisa smyrając nimi plecy chłopaka. Louis opuścił usta starszego przechodząc z pocałunkami na szyję i obojczyk, pozostawiając tam pokaźnie wyglądające malinki. Z ust Daniela wydobyło się ciche jęknięcie. Położył dłonie na pośladki Louisa i mocno je trzymając podniósł się z kanapy. Louis nie zaprzestając pocałunków na jego szyi owinął go nogami w pasie, by nie spaść. 
- Gdzie idziemy - zapytał sapiąc
- Do sypialni kochany, to nie skończy się na pocałunkach. Pragnę cię - wyszeptał Daniel wprost do jego ucha delikatnie przygryzając jego płatek.
Tomlinson na samą myśl o tym co zaraz może się wydarzyć jęknął, dając Danielowi świadomość, że on również go pożąda. Holding jedynie się uśmiechnął i wniósł Louisa do sypialni, rzucając go na miękki materac łóżka. Ściągnął koszulkę i rozsunął nogi młodszego kolanem, po czym położył się miedzy nimi i zaczął od nowa całować swojego chłopaka. Delikatnie zdjął koszulkę Tomlinsona obsypując jego tors pocałunkami. Chłopak odchylił głowę w tył czując jak pocałunki Daniela zasypują jego podbrzusze. Daniel rozpiął pasek i rozporek spodni Louisa zsuwając je z jego zgrabnych nóg. Dotknął jego przyrodzenia przez cienki materiał czerwonych bokserek. Czuł, że penis Tomlinsona powoli staje na baczności. Zdjął jego bokserki i patrząc mu prosto w oczy zapytał.
- Mogę ? 
Louis wydał z siebie jedynie przepełniony pożądaniem jęk, który chyba miał oznaczać "tak", przynajmniej Daniel uznał to za tak. Chwycił w dłoń penisa Tomlinsona i pocałował jego czubek, przejechał językiem po całej długości przyrodzenia kochanka. Louis zaczął płytko oddychać, sapiąc. 
- Przejdź już do sedna - wysapał chłopak przepełniony przyjemnością powodowaną dotykiem Daniela. 
Daniel tylko uśmiechnął się pod i szepnął seksownie.
-Odwróć się

 ~*~
Spocone ciała Daniela i Louisa rzuciły się na łóżko. Nastolatkowie ciężko sapali. Louis oparł głowę o tors Holdinga. 
- Dziękuje - wyszeptał Louis całując szczękę kochanka
- Nie, to ja dziękuje - powiedział opierając głowę o głowę młodszego chłopaka
Zaczął głaskać go po głowie opowiadając przeróżne historie przeżyte w Australii. 

Daniel był moim pierwszym chłopakiem, moją prawdziwą, pierwszą, gejowską miłością. To z nim przeżyłem swój pierwszy raz. Kochałem go, nawet bardzo. Ale moją życiową miłością byłeś ty. 
  
Ps. Harry to, że nosisz pierścionek oznacza, że się zgadasz ? 

Jestem zazdrosny ? Cholernie mocno. Ale czy bym się zgodził ? Oczywiście, że tak. 

_____________________________________________________
Czołem !
Szczęśliwego Nowego Roku dziubaski. Przepraszam,  że dopiero teraz. Ale miałam jakąś awarię z internetem, no i sami rozumiecie święta, sylwester i wszystko. Ale już jest i liczę, że wam się  spodoba :)

niedziela, 8 grudnia 2013

IV




Harry
Kolejny dzień, kolejny dzień bez niego, bez zespołu. Przytłacza mnie myśl że w ciągu jednej nieszczęsnej nocy straciłem wszystko. Miłość mojego życia, najlepszego przyjaciela i pasję, pożądaną przeze mnie od niepamiętnych czasów, to takie okropne. Albo to że ten wielki dom należący do mnie i do Louis'a jest teraz taki...pusty. W każdym pomieszczeniu nadal czuć jego zapach, ten delikatny i słodki zapach, który tak bardzo uwielbiałem. Tak bardzo mi tego brakuje, tego wszystkiego. Pocałunków i czułych słów na dzień dobry, każdego przytulenia bądź nawet słowa "cześć" wypowiedzianego z jego usta.  Brakuje mi nawet tego że czasem w chwilach złości krzyknął na mnie. Brakuje mi wszystkiego. 
Podniosłem się z łóżka w którym spędziłem ostatnie dwa tygodnie, tak jakbym przestał żyć. Liam powiedział że wyglądam gorzej niż trup. Cóż może i miał rację. Moja opalona skóra wyglądała teraz niczym biała kartka papieru, a moje lekko umięśnione ciało tak jakbym miał anoreksję. Nie okazywałem emocji, a o choćby delikatnym uśmiechu mowy nie było. Szczerze miałem dość życia, chciałem jak najszybciej z sobą skończyć i zdecydowałem się na dzisiaj  Dzisiaj miałem zniknąć z tego świata. Poszedłem do łazienki gdzie wziąłem prysznic, postarałem doprowadzić się do ładu, ubrałem czarny garnitur i ruszyłem do kuchni. Nalałem do szklanki trunku i wyciągnąłem pudełko tabletek. Wziąwszy też rzeczy ruszyłem do salonu, usiadłem na kanapie i wsypałem sobie do ust całe pudełko tabletek, popiłem je alkoholem i straciłem przytomność. 


Liam
Wszedłem do domu, od razu przytłoczyła mnie ciemność w nim. Wszedłem w głąb mieszkania by odsłonić okna. Widok jaki ujrzały moje oczy przeraził mnie. Szybko podbiegłem do nieprzytomnego przyjaciela.
- Harry, Harry obudź się - mówiłem klepiąc blade policzki przyjaciela, jednocześnie wybierając numer pogotowia. 
- Dzień Dobry, tutaj Liam Payne mój przyjaciel nałykał się jakiś tabletek i prawdopodobnie popił to alkoholem. Co z nim ? Leży nie przytomny, tak wyczuwam puls, ale strasznie słaby. Proszę się pośpieszyć. Adres ? Baker Street 21. Dziękuje,  Do widzenia. - Powiedziałem przez słuchawkę telefonu i zacząłem reanimować przyjaciela na czas przyjazdu pogotowia. 
  Po kilku nieudanych próbach reanimacji usłyszałem sygnał karetki w pobliżu domu Harry'ego. Wstałem i otworzyłem drzwi,  czterech ratowników medycznych wbiegło do domu i zabierając Harry'ego na noszę. 


~*~

  - Jak ty to widzisz Liam ?! Jeden umiera, drugi próbuje się zabić ! Niebawem zostanie was tylko trójka, a fani odejdą i wielkie ONE DIRECTION nie będzie już zarabiać ! Masz go pilnować, rozumiesz? Jak coś mu się stanie wytwórnia przestanie zarabiać !
Myślisz tylko o pieniądzach ! Nie obchodzi cię, że Harry prawie umarł ?! Że brakowało mu zaledwie paru minut z tabletkami w żołądku, a przeszedł by na drugą stronę !? Naprawdę martwi cię teraz czy fani odejdą i czy wytwórnia przestanie zarabiać. Zapomniałeś, że ONE DIRECTION już nie ma ?!
- Ale zrozum wytwórnia to całe moje życie, gdyby nie ona bylibyście nikim !
- I Louis by żył ! - krzyknąłem w stronę Simon'a
- Nawet byś go nie poznał ! Liam nie mam czasu na użeranie się z tobą, masz dopilnować, by wasza czwórka przeżyła i nie zrujnowała sobie życia. Cześć
Obrócił się na pięcie i wyszedł z szpitala. Wszedłem do sali Harry'ego, ujrzałem przyjaciela z maską tlenową na  twarzy. W jego nadgarstki wbite były kabelki podłączone do kroplówki. Wyglądał jakby już nie żył.. Usiadłem obok łóżka i chwyciłem jego zimną dłoń. Zacząłem myśleć o tym co mówił Simon, jak on mógł mówić o nas jak o rzeczach ? Naprawdę nic dla niego nie znaczymy. Parszywy sukinsyn. Usłyszałem dźwięk sms'a. Wyjąłem telefon z kieszeni  z zamiarem przeczytania wiadomości. 

From : unknown 
Zawiodłem się na naszym " kochanym " wujaszku. 
Jest strasznie fałszywy, nie uważasz Liam ? 
Nie bój się o Harry'ego, wyjdzie z tego. Nie pozwolę umrzeć mojemu skarbowi.
Przekaż mu, że czeka na niego list. Tylko go nie czytaj !
~L

Proszę o wytłumaczenie, o co tu do cholery chodzi ? Kim jest " L" ?  Czemu nazawał Harry'ego " swoim skarbem " ? Louis ? Nie. To niemożliwe. Chyba ktoś się po prostu nabija, i tyle. O jaki list tylko chodzi ? Jestem tego strasznie ciekaw. Obok siebie usłyszałem kasłanie, szybko odwróciłem się do Harry'ego. Chłopak po płukaniu żołądka odzyskał przytomność. 
- Hej - powiedziałem wciskając guzik wzywający lekarza. Harry zaczął  się rozglądać, najwyraźniej zdezorientowany. 
- Jesteś w szpitalu - powiedziałem, a do sali właśnie wszedł lekarz  
- Proszę o opuszczenie sali - powiedział, no i co, wyszedłem.
Zostawiłem go tam samego, zdezorientowanego, załamanego z obcym mężczyzną. Ugh. Postanowiłem, że wrócę szybko do Harry'ego i zabiorę kilka rzeczy. Tuż po zabiegu lekarz oznajmił mi, że zatrzymają go na parę dni w ramach obserwacji.  Wyszedłem na parking gdzie stał mój samochód, szybko do niego wsiadłem. 
Nim minęło 10 minut parkowałem przed domem Harry'ego. Wysiadłem z auta i podszedłem do skrzynki na list, ponieważ przypomniał mi się anonimowy sms, rzeczywiście był tam list. Perłowa koperta podpisana imieniem i nazwiskiem Harry'ego. Nie chciałem jej czytać więc włożyłem ją do kieszeni i wszedłem do domu po czym do torby spakowałem kilka ubrań i potrzebnych rzeczy. 


Harry
- Harry list do ciebie - rzekł Liam wchodząc do sali i podając mi..perłową kopertę 
 - Dzięki Liam.. Mógłbyś mnie zostawić samego ? - zapytałem przyjaciela na co jedynie kiwnął głową i wyszedł z sali. 

Witaj !
Pozwól że opowiem ci historię , która zmieniła MNIE , dobrze ? Czytaj proszę dalej , bo TY również jesteś w TO wplątany . 
Dzisiaj opowiem ci o mojej pierwszej DAMSKIEJ miłości
13.06.2006r. 

Drzwi rozstąpiły się, a do marketu weszła trzynastoletnia brunetka, dziewczyna w białej zwiewnej sukience, która pięknie opinała jej drobne ciało. Chłopak pracujący przy dziale z zabawkami najwyraźniej zainteresował się widząc, że dziewczyna zmierza w jego kierunku " Jak ją poderwać ? Jak zainteresować ? " myślał wówczas, wtem jego uwagę przykuł keyboard stojący na półce " oby tylko działał " przeleciało mu przez myśl, podszedł do keyboardu i patrząc na dziewczynę zaczął grać, chwilę później jego głos zaczął towarzyszyć granej przez niego muzyce 
Hey, little girl
 Look what you've done
 You've gone and stole my heart 
And made it your own
 You've stole my heart 
And made it your own *

Dziewczyna stała przy nim jak zaczarowana, patrzała prosto w jego lazurowe tęczówki. Gdy skończył podszedł do niej z wyciągniętą dłonią
- Hej, jestem Louis - powiedział uśmiechając się szeroko.
- Miło mi, jestem Katie - rzekła cicho rumieniąc się
- Czy sprawiłabyś mi taką przyjemność i poszłabyś ze mną na randkę ?  - zapytał pełen nadziei
- Wydaje mi się...wydaje mi się, że tak  


- I tak mnie nie złapiesz - krzyczała Katie uciekając na polu przed Louis'em
- Żebyś się nie zdziwiła - powiedział będąc tuż za nią 
Dziewczyna wiedząc, że i tak dalej nie pobiegnie zatrzymała się na środku zielonego pola. Louis nie zdążył się zatrzymać i z impetem na nią wpadł. Oboje w salwach śmiechu upadli na siano, chłopak podpierał się nad Katie rękami patrząc jej prosto w oczy. Pochylił się, a ich wargi spotkały się w namiętnej walce. W pewnym momencie nastolatkowie obrócili się tak, że Katie siedziała na biodrach Louis'a namiętnie smakując jego ust. 

- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz. - Powiedziała patrząc mu prosto w oczy, w jej zaczęły się zbierać łzy. 
 - Nie płacz, obiecuje nie zostawię cię. Na zawsze będziemy razem - powiedział przyciągając ją do siebie i mocno przytulając

 Wtedy sądziłem, że naprawdę będziemy " na zawsze ", ale później zaczęli kręcić mnie chłopcy, ale..nigdy nie przestałem kochać Katie. Była dla mnie wszystkim i zawsze będzie, tak samo jak ty. 

Ps. Harry ! Jak mogłeś to zrobić ? Sądziłem, że dasz sobie radę beze mnie i będzie ci wtedy lepiej..

Odłożyłem list na półkę i rozpłakałem " NIGDY NIE PRZESTAŁEM KOCHAĆ KATIE ".. Naprawdę ?  

___________________________________________________
I'm Back..again
Dzień Dobry/Dobry wieczór ( nie wiem jaką masz teraz godzinę ).. Otóż CHYBA wróciłam na dobre i CHYBA już was nie zostawię. Wiem dwulicowa niepewna suka zawiodłam, znowu.PRZEPRASZAM najmocniej jak mogę..
Mam nadzieję, że nie macie mi tego AŻ tak bardzo za złe, bo wiecie ja sama jestem na siebie ostro wkurzona, że was tak zostawiam, ale już spinam poślady i do pracy ! 
1..2..3..PUBLIKUJ !

wtorek, 30 lipca 2013

III

Harry
Scena nigdy nie wydawała się być tak strasznie przerażająca jak teraz. Ponure fioletowawe światło rozświetlało scenę gdzie stało pięć statywów z mikrofonami. Wszystkie czarne, lecz jeden się wyróżniał, ten na środku. Owinięty białą wstążką i czarną kokardką na samym środku - znaczyła żałobę. Po prawej i lewej stornie stały ogromne ekrany na których wyświetlano JEGO zdjęcia te prywatne na których pokazywał najszczerszy uśmiech, na których jego oczy błyszczały ze szczęścia. Po hali roznosiła się cicha melodia jego kompozycji. Oczywiście grana na pianinie.  Hala była wypełniona po brzegi na scenie stały kamery, ten występ miał być końcem One Direction, końcem nas. Chcieliśmy by każdy to widział ci którzy nie mogli być tutaj teraz z nami mogą przynajmniej nas widzieć w telewizorach. Występ jest transmitowany na żywo.  Przecież była nas piątka, a gdy jeden zginął to zespół upadł razem z nim. Choć szczerze mówiąc wątpię że bylibyśmy w stanie robić to bez niego.
Po czułem wibracje na udzie gdzie trzymałem telefon. Wysunąłem go z kieszeni i przeczytałem wiadomość.


From : unknown
Harry wyszukuj mnie w tłumie, a na pewno znajdziesz. W skrzynce czeka na ciebie list. Przepraszam że mnie przy tobie nie ma. 
~L

Przepraszam, bardzo co to ma znaczyć ? Kogo mam wyszukiwać, L..Louis'a ? Boże przecież to niemożliwe. Poczułem dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Zayn'a. Chłopak uśmiechnął się i wyszeptał " wchodzimy " . Skinąłem głową i wziąłem głęboki wdech po czym wszedłem na scenę tuż za Liam'em. Stanęliśmy na scenie w równym rzędzie, od razu poczułem pustkę, nie czułem się pewnie na scenie bez niego obok. Muzyka ucichła, a Liam podszedł bliżej statywu. Głęboko nabrał powietrza, otarł czoło z potu, który przyszedł z zestresowaniem i głośno przemówił.
- Pragniemy wam wszystkim dziękować, za to że byliście z nami od samego początku, aż do teraz. W tych momentach gdy władało nami szczęście jak i smutek. W tedy gdy nie dawaliśmy sobie rady to miliony rzec można że nawet więcej z was pisało do " Trzymaj się. Będzie dobrze" Nawet nie wiecie jak bardzo podnosiło nas to na duchu. Mamy do was ogromny szacunek. Jesteście najwspanialszymi fanami na świecie ! To wy jesteście gwiazdami nie My !
Odsunął się do tyłu, teraz była kolej Niall'a to miała być nasze ostatnie "oficjalne" spotkanie z fanami, każdy z nas musiał coś powiedzieć. Blondyn otarł policzki i wysunął się do przodu.
- Jesteśmy wam winni pokłony. Pewnie nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jak bardzo wiele dla nas zrobiliście i jak bardzo jesteśmy wam wdzięczni. Tak cholernie mocno was kochamy i po prostu nie istnielibyśmy bez was. Pewnie tandetnie do brzmi, ale taka jest prawda. One Direction mimo wzlotów i upadków trzymało się dzięki wam. Wiecie kiedyś, cóż nadal jestem hejtowany. Byłem w centrum Londynu, pamiętam że  podeszła do mnie dziewczyna, nie wiem miała może z cztery lata, ale wiecie co zrobiła ? Przytuliła się do mnie i powiedziała " Jesteś wspaniały. Nie przejmuj się tym jak ludzie brzydko o tobie mówią. To nie prawda, kocham cię " Wiecie jak się wtedy poczułem ? To po prostu nie wyobrażalne. Pewnie załamałbym się, ale wspieraliście mnie jak i resztę chłopaków. Dziękuje wam za to.
Jasne światło rozświetliło twarz Zayn'a. Chłopak westchnął i szeroko się uśmiechnął po czym chwycił mikrofon w dłoń i przysunął sobie do ust.
- Kochamy was najmocniej na świecie i nigdy o Was nie zapomnimy. To koniec One Direction, ale nasza przyjaźń jest silniejsza od śmierci. Wierzę że nadal będziecie trwać i zawsze będziemy mogli na was liczyć - zakończył krótko i odsunął się do tyły.
 - Chciałem tylko powiedzieć...-wychrypiałem, próbując opanować łzy, cisnące się do oczu. - Wiem,że Louis jest z Was dumny. Jestem pewien że patrzy na was, tam z góry i uśmiecha się. Zobaczcie to ze mną. - powiedziałem spoglądając w niebo- Jego usta wykrzywione w uśmiechu. Oczy błyszczą z radości. Widzę jak marszczy nos. Wierzę że Loui jest ciągle wśród nas. Jest naszym Aniołem Stróżem, czuwa i opiekuje się nami. Nie zapomnijcie o nim. - Zakończyłem wybuchając płaczem. 

 ~*~

Tak jak twierdziła treść sms'a w skrzynce znajdował się list. Znów zapakowany w perłową kopertę podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Trochę, no nie wiem przerażony wszedłem do domu i od razu po rozebraniu się wszedłem na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami naszej sypialni. Nie wchodziłem tam odkąd Louie nie żyje. Bałem się tam wchodzić. Niepewnie położyłem dłoń na gałce i przekręciłem ją w prawo. Drzwi odskoczyły do tyłu, a we mnie uderzył intensywny zapach. Zapach jego, Louis'a.. Od razu zachciało mi się płakać. Wszedłem do środka  i rozejrzałem się. Nic się nie zmieniło. Na szafkach nadal stały nasze wspólne zdjęcia, a na ścianach wisiały karteczki z napisami typu " Kocham cię " czy też " Tęsknię, jak cię nie ma ". Było tego mnóstwo, ale to było niesamowite. Otworzyłem szafę i wyjąłem z niej szary sweter - był ulubionym Louis'a. Był przesiąknięty jego zapachem. Przyłożyłem go do twarzy i się zaciągnąłem. Ten zapach był taki utęskniony tak samo jak właściciel ubrania. Naciągnąłem sweter przez głowę i otarłem łzy. Rzuciłem się na nasze wspólne łóżko na którym tyle się stało i wyjąłem list z kieszeni. 




Witaj !
Pozwól że opowiem ci historię , która zmieniła MNIE , dobrze ? Czytaj proszę dalej , bo TY również jesteś w TO wplątany . 
Dzisiaj opowiem ci historie która była początkiem mojej przyjaźni z NIĄ .

                                                                                                                                            08.05.1998 r

Chłopiec z prostą, brązową grzywką opadającą na  szafirowe oczy, wybiegł z domu. Ubrany był w koszulkę w paski i niebieskie spodenki podtrzymywane przez czarne szelki, na stópkach miał założone czerwone trampeczki z białymi sznurówkami, zawiązanymi w kokardkę. W dłoniach mocno trzymał kolorową piłkę z którą biegł do swoich kolegów siedzących w parku. Będąc w parku i widząc kolegów krzyknął uradowany. 
- Czołem Chłopaki ! - uśmiechnął się ukazując szereg krzywych ząbków, ale to jeszcze mleczaki. 
- Witaj ! - odpowiedział mu jeden z sześciu chłopców. 
- Mam piłkę ! - powiedział i wskazał na kolorową piłeczkę trzymaną w dłoni - pokopiemy sobie - ładnie się uśmiechnął.
 Rzucił piłkę na ziemię, a ta się odbiła i uderzyła w przechodzącą obok dziewczynkę. Można by powiedzieć że była w jego wieku, ale rzeczywiście była rok młodsza. Jasne włosy splecione miała w dwa warkocze, a prosta grzywka opadała na czoło. Miała na sobie czerwone krótkie spodenki i szarą koszulkę na ramiączkach, a na nóżkach miała niebieskie buciki na rzepy. 
Upadła na ziemie, obijając kolana, które w mgnieniu oka stały się zielone od trawy, brązowe od ziemi i czerwone od krwi . Zasyczała z bólu i z kieszonki spodni wyjęła chusteczkę na którą napluła i otarła kolana. 
- Strasznie cię przepraszam ! - powiedział chłopiec pomagając jej wstać 
- W porządku, nic się nie stało - odpowiedziała uśmiechając się, w jej policzkach pojawiły się słodkie dołeczki - ale to przez ciebie upadłam i teraz musicie mi pozwolić się z wami bawić - dodała 
- Będziemy kopać piłkę - powiedział jeden z kolegów chłopca - to nie zabawa dla bab ! - dokończył.
 Salwa śmiechu rozniosła się wśród chłopców tylko chłopiec z szafirowymi oczyma się nie śmiał. 
- Proszę ! Ja umiem kopać piłkę - powiedziała, a chłopcy spojrzeli po sobie . 
- Jeżeli umiesz kopać piłkę, to traf tam ! - powiedział ten sam chłopiec i wskazał na dwa drzewa które chłopcom służyły za bramkę do kopania 
- W porządku ! - dziewczynka pochyliła się i podniosła piłkę z ziemi.
 Ustawiła ją na przeciw bramki i mocno w nią kopnęła mrużąc oczy. Chłopcy wydali jęk zachwycenia gdy piłka przeleciała miedzy drzewami. 
- To mogę z wami się bawić ? - zapytała pełna nadziei i dumna z udanego kopnięcia.
- Racja, potrafisz kopać, ale my z babami się nie bawimy ! - powiedział chłopiec w blond loczkach . 
- Oszuści ! - dziewczynka tupnęła nóżką i poszła na huśtawkę. 
Właściciel piłki podniósł ją i powiedział do swoich kolegów 
- Jesteście niegrzeczni, a to jest moja piłka - trzymając piłkę pobiegł za dziewczynką i usiadł obok na drugiej huśtawce. 
- Mi nie przeszkadza że jesteś dziewczyną - powiedział i uśmiechnął się do niej. 
Ta również się uśmiechnęła, ale jej brązowe oczy były przysłonięte łzami, które spływały po policzkach. 
- Ej nie płacz ! - wstał z huśtawki na której siedział i podszedł do dziewczynki, którą po chwili przytulił. 
- Jestem Ellie - wyszeptała 
- A ja Louis - odpowiedział chłopiec i mocnej ją przytulił
- Od teraz będziemy przyjaciółmi Louis ?
Wtedy zaczęła się moja przyjaźń z Ellie, miałem wówczas 6 lat. Nasza przyjaźń trwała 10 lat, potem poszedłem do X-Factor'a i poznałem was.

Ps. Hazz widziałem cię. Zawsze byłem twoim aniołem stróżem. 

Odłożyłem list na szafkę.



____________________________________________________
I'm Back
Witam was serdecznie. Nie było mnie prawie trzy miesiące. Wiem i przepraszam, ale to nie zależało ode mnie. Ale już wracam i ruszam z nowymi rozdziałami, ale wiecie też nie spodziewajcie się następnego z dnia na dzień, bo jak sami wiecie są wakacje każdy chce z nich pozyskać jak najwięcej. Mam nadzieję że nie uciekliście podczas mojej nieobecności ;) Mam nadzieję że teraz wszystko już będzie okej. A więc Witam was na nowo :) Komentarze ze szczerą opinią mile widziane :)