czwartek, 25 września 2014

X

HARRY

Biegłem przed siebie popychając przypadkowych ludzi. Nie wiedziałem nawet w jakim kierunku podążam. Po prostu biegłem, nie przejmując się chwilowo niczym innym, jak ucieczką jak najdalej od wszystkiego. Szczerze? Opuszczenie domu było chyba najgłupszą rzeczą, jaką mogłem zrobić. Przecież nadal jestem sławny, mimo iż zespół się rozpadł. Jestem takim kretynem. To było takie oczywiste. Mogłem się domyślić, że reporterzy na mnie napadną, gdy tylko opuszczę próg mieszkania. Ale nie, Harry musiał być najmądrzejszy na świecie i wyjść całkiem sam do parku. Przecież nadal mam ochroniarzy na własną rękę, ale po co korzystać z ich pomocy? Przecież lepiej robić wszystko samemu. Jestem taki głupi. Wcale nie jesteś. Niemalże słyszę głos Louis'a w mojej głowie. Chyba zaczynam mieć paranoję. Louis nie żyje. Louis Tomlinson nie  żyje. Pogódź się z tym Harry. Ciekawe czy można podpisać jakiś kontrakt z Bogiem, moja dusza za jego. Można prawda? Zakopię tylko skrzynkę z moim i jego zdjęciem na środku skrzyżowania i podpiszę 10 letni pakt z Bogiem, a może z diabłem? * Och byłoby tak cudownie odzyskać go na chociaż parę minut, a potem kolejne i kolejne. I tak do usranej śmierci. 
- Jesteś nienormalny - powiedziałem do  sobie
Przypominam sobie o liście w mojej kieszeni, kto jest jego nadawcą jeśli nie Louis? Kto znałby go na tyle dobrze, by wiedzieć o takich sprawach, jak śmierć jego matki? Kto byłby w stanie pisać te wszystkie rzeczy? Pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości? Kto wiedział o tym prócz Louis'a? Podzieliłby się takimi szczegółami z swojego życia z kimkolwiek? Nawet mi o niczym nie mówił. Nie mówił mi o żadnej imprezie, nie mówił o swojej matce, nie mówił o Danielu, nie mówił nawet o swojej pierwszej przyjaciółce. Jak dużo jeszcze przede mną ukrywał? Kim był mój Louis? Mogę go teraz, tak nazwać? Przecież miał przede mną tak wiele sekretów, tak wiele niewiadomych. Wiedział o mnie wszystko, absolutnie wszystko. Ja o nim tak niewiele. Kim jest osoba, która tak dobrze go znała? A może..może Louis tak na prawdę nie zginął w tym wypadku? Co jeżeli to wszystko to jakiś idiotyczny żart? Co jeżeli to było tylko ustawione? Po co ktoś miałby robić coś takiego? Po co Louis miałby to zrobić? Chcę poznać prawdę, prawdę i tylko prawdę. Chcę się dowiedzieć wszystkiego co z nim związane, a mówiąc wszystkiego  mam na myśli WSZYSTKIEGO. 
Przysiadłem w końcu pod jakimś drzewem opierając się o nie plecami. Nie było tu nikogo, byłem tylko ja i ten przeklęty list. 
Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Czytaj dalej, a dowiesz się o czym ci dzisiaj opowiem. 
23.07.2010r.
~'~
Dzień przesłuchań. Chwilę przed castingami, podążał przez korytarze wielkiego budynku. Miał jeszcze kilka minut, przecież zdąży pójść do toalety. Pewnym krokiem podążył do łazienki  z impetem pchając drzwi. Nie pomyślał, że po drugiej stronie może ktoś być. Usłyszał ciche warknięcie i huk upadającego..czegoś lub raczej kogoś. Chłopak, którego w pewnym sensie staranował podniósł się z ziemi stając przed nim, byli mniej więcej w tym samym wzroście. 
- Oops - szepnął pierwszy raz widziany przez Louisa chłopak.
- Hi! - opowiedział patrząc w szmaragdowe oczy chłopca z burzą loków na głowie. Oparł się o blat umywalki w jego oczach wesoło tańczyły iskierki. 
Wyglądał tak uroczo z roztrzepanymi włosami i lekko zaróżowionymi policzkami.Chwila..czy Louis właśnie pomyślał, że ten nieznajomy mu chłopak jest uroczy? Ciekawe co jego towarzysz pomyślał o nim. Może powinien się przedstawić? Spojrzał na chłopaka naprzeciw w siebie. Obaj milczeli. Tak, stanowczo powinien. 
- Jestem Louis - odparł przerywając tą ciągnącą się między nimi ciszę. 
Loczek delikatnie się uśmiechnął ukazując wcześniej nie zauważone przez Louisa dołeczki w policzkach. Wyglądał jeszcze bardziej słodko. Wyciągnął w jego stronę dłoń, która niemalże od razu została uściśnięta. 
- Jestem Harry
~'~

Dziewięć osób na scenie i  czterech jurorów przed nimi. Wśród nich Simon Cowell, który przeszywam wzrokiem nastolatków naprzeciw niego. Uczestnicy ze stresu przegryzali wargi, obgryzali paznokcie, a nawet zdzierali je z opuszków palców. W końcu jeden z jurorów postanowił zlitować się nad nastolatkami przerywając tą przerażającą ciszę, która niemalże raniła w uszy. 
- Poprosiliśmy was tutaj, ponieważ wyszliśmy z założenia, że nie możemy marnować takich talentów, jak wasze. Niestety jest was aż dziewięcioro, a mamy tylko dwa miejsca. Postanowiliśmy, że...połączymy was w grupy. Witamy w drużynie x-Factora! - Nicole podniosła się z swojego skórzanego fotela głośno klaszcząc w dłonie. 
Na scenie niemalże wybuchła eksplozja szczęścia i euforii. Wszyscy zaczęli krzyczeć, a nawet płakać! Jedną z płaczących osób, był Harry. Louis niewiele myśląc wskoczył w ramiona Harry'ego mocno przylegając do niego ciałem i chowając głowę w zagłębieniu  w szyi młodszego. Będzie miał okazję lepiej poznać tego chłopca. Będą się teraz widywać niemalże codziennie. Po zejściu ze sceny cała piątka pognała w stronę swoich bliskich. Nawet się nie znali, a od dzisiaj mieli być zespole, będą musieli się zaprzyjaźnić lub chociaż spróbować żyć w zgodzie, przynajmniej będą musieli. Oby tylko pozostała trójka chłopaków, których jeszcze nie poznał Louis nie okazała się bandą dupków. 

~'~

Siedzieli na schodach przed budynkiem teatru starając się wymyślić nazwę dla zespołu. W ciągu ostatniej godziny zdążyli się już trochę poznać. Znali swój wiek, imię i najważniejsze zainteresowania. Chociaż ich zespół jeszcze nie miał nazwy. Siedzieli w ciszy, każdy z nich próbował wpaść na coś fajnego. Harry drapiąc się po głowie odparł cicho, przerywając milczenie
- Może..może One Direction? 
- To nie jest nawet takie złe - poparł Liam chwilę się nad tym zastanawiając. Mają takie samo marzenie, taki sam kierunek.
Liam był najpoważniejszy póki co z całej piątki. Chłopak wydawał się być niesamowicie  inteligentny i pewnie taki był. 
- To zgadzacie się? - odezwał się ponownie Harry
Zayn i Niall spojrzeli po sobie po czym oboje przytaknęli. Louis, bez żadnego zaskoczenia dla innych również poparł nazwę zespołu.
- A więc one direction - odezwał się cicho dotychczas milczący Niall.
- A więc one direction! - powtórzył Lou - podoba mi się! - wykrzyknął energicznie rzucając się na "kumpli z zespołu"
Nikt nadal nie mógł pojąc, że ma on 19 lat i jest najstarszy z nich, chociaż był bardzo mądry, zachowywał się jak totalny dzieciak. Gdy Niall, Liam i Zayn rozeszli się Louis i Harry nadal siedzieli na schodach przed teatrem. Zostali sami, ale nie czuli się przez to niezręcznie. Przynajmniej nie Louis. 
- Hej Harry, mogę sobie zrobić sobie z tobą zdjęcie? - Loczek milczał, chyba nie do końca wiedział jak ma się teraz zachować
- Po co?- zapytał może nieco bezczelniej niż mu się wydawało
- Jestem przekonany, że kiedyś będziesz sławny, a wtedy ja będę się chwalić zdjęciem z wybitnym Harry'm Styles'em! - zażartował poruszając zabawnie brwiami.
 Harry głośno się roześmiał, odchylając głowę w tył. W podbrzuszu Louisa eksplodowało stado motyli. To taki piękny widok. Śmiech Harryego stał się chyba właśnie ulubionym dźwiękiem starszego chłopaka. Po kilku próbach uruchomienia telefonu Louisa zrobili sobie wspólne zdjęcie mocno się przytulając. Był to początek ich przyjaźni, a może nawet czegoś więcej.

PS. Harry już wtedy Cię kochałem, nadal kocham. Nie rób nic głupiego. 
~L

Odłożyłem list na bok. Deszcz zaczął padać, a jego zimne krople mieszały się z moimi łzami spływającymi po policzkach. Wtedy było tak pięknie, nie musieliśmy się ukrywać. Byliśmy szczęśliwi. Louis żył. Nigdy nie pomyślałbym, że to wspomnienie może tak bardzo...zaboleć. Miało być  idealnie. Już kończył nam się termin kontraktu, mieliśmy znaleźć innego wydawce. Mieliśmy być szczęśliwi.
Moje ubranie było całe przemoczone i brudne z błota. Z włosów powoli kapały mi kropelki wody. Pociągnąłem nosem. Wiedziałem gdzie muszę pójść. Nie zważając na gapiących się na mnie ludzi szedłem przed siebie. Przecież to tylko brudny, płaczący, Harry Styles. Nic ciekawego. 

_________________________________________________________________
Witam!
Przepraszam, za ten rozdział. Jest tak cholernie słaby. Nie wiem, jak komukolwiek chcę się to w ogóle czytać. Eh. Zapraszam do komentowania? 
winter-land-story.blogspot.com

sobota, 13 września 2014

IX

ELEANOR 

Przed oczami migotały mi żółte światła latarni. właśnie spóźniam się do pracy i można rzec, że z całkowitą premedytacją i brakiem żalu. Wcale mi się nie śpieszyło, a fakt, że prawie nie spuszczałam nogi z pedału gazu  świadczył tylko i wyłącznie o tym, że ja Eleanor Calder kocham szybką jazdę, a autostrada będąca jednocześnie drogą do pracy nadawała się do tego idealnie.. Właśnie miałam podgłośnić radio, gdy mój telefon zaczął brzęczeć. Warknęłam gardłowo, bo na prawdę lubię tę piosenkę. Przyłożyłam telefon do ucha. 
- Czego!? - niemalże krzyknęłam na mojego rozmówce
- Ej, ej, ej Eleanor zluzuj, chciałem ci tylko przypomnieć, że właśnie się spóźniasz i uświadomić w fakcie, że masz dziś masę roboty. Radzę się pośpieszyć, bo obniżę ci z pensji. - zażartował Max, mój przyjaciel, a zarazem szef. Westchnęłam cicho i w końcu raczyłam mu odpowiedzieć. 
- Już jadę, będę za 10 minut, zrób mi coś do picia. Też cię kocham - nie czekając na jego odpowiedź szybko się rozłączyłam, będąc przekonania, że zacznie się wykłócać w kwestii zrobienia napoju. 
Max był na prawdę w porządku, a ponad to był piekielnie przystojny. Zawsze mi się podobał, to znaczy od czasu kiedy się poznaliśmy. Czyli od dobrych paru lat. Niestety nie mogłam z nim nigdy niczego spróbować z jednego bardzo ważnego powodu. Z powodu Louis'a, tu nie chodzi o to, że go o coś obwiniam. Skądże, nie mam mu niczego za złe. Przecież nie prosił się o to, tak? On chciał być po prostu szczęśliwy, ale mu na to nikt nie pozwolił. Nie mogłabym go za nic winić, przecież spędziłam z nim masę miło spędzonego czasu. Nadal nie dociera do mnie fakt, że mój Louis fajtłapa umarł. Przecież jeszcze nie tak dawno siedzieliśmy razem w Starbucksie pijąc gorącą czekoladę i głośno się śmiejąc z pewnego incydentu. Dobrze pamiętam ten dzień, w dniu jego śmierci. 
Louis złapał mnie pod ramię i pchnął drzwi wejściowe do Starbucks'a, nie patrząc kompletnie na to czy jest ktoś po drugiej stronie, jak się okazało. Na jego nieszczęście, za drzwiami stała starsza kobieta, która chcąc wyjść z lokalu chwyciła za klamkę w tym samym momencie co brunet. A siła z jaką ten pchnął drzwi, spowodowała upadek starszej pani. Jej wzrok niemalże wypalał dziurę w ciele Louis'a, zasłoniłam odruchowo usta próbując nie wybuchnąć śmiechem na ten zabawny widok. Louis kompletnie wystraszony, ukucnął przy kobiecie pomagając jej wstać, a gdy już to uczynił owa kobieta zaczęła go uderzać po ramieniu swoją niewielką torebką. Próbowałam jakoś nie zacząć się śmiać, ale było to za trudne. Zaczęłam głośno chichotać, a starsza pani tylko spiorunowała mnie wzrokiem. Popychając mnie opuściła lokal, szepcząc pod nosem 
- co za banda niewychowanych dzieciaków. 
Odwróciła się jeszcze raz do nas, by posłać nam pełne pogardy spojrzenie, gdy już zniknęła nam z oczu oboje chwytając się za brzuchy wybuchnęliśmy śmiechem. 
Delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie to wydarzenie, poczułam, jak po moim policzku swobodnie spływa łza. Nie ocierałam jej, po co? Cholernie mi go brakuje, nawet nie chcę myśleć, o tym co czuję Harry. Właściwie przydałoby się z nim spotkać, w końcu Curly to wbrew pozorom mój przyjaciel, mimo iż między naszą dwójką często występowały sprzeczki, generalnie z powodu Louis'a albo bardziej zazdrości Harryego o Louis'a. Tak, Harry to cholerny zazdrośnik. Ale w prawdzie rzeczy nie dziwię mu się. Gdybym była na jego miejscu i ktoś musiałby się obściskiwać na moich oczach z moim ukochanym to chyba bym zabiła. Zawsze strasznie zazdrościłam im tego, że byli tacy silni, że byli ze sobą pomimo tylu przeszkód, mimo tych ludzi, którzy byli naprzeciw im. Mimo braku możliwości ukazywania swoich uczuć względem siebie w świetle publicznym czy nawet często braku możliwości siedzenia obok siebie na głupim wywiadzie. Przecież to całkowicie absurdalne i niedorzeczne. Chciałabym, kiedyś znaleźć kogoś, kto będzie mnie kochał tak mocno i szczerze, jak ta dwójka siebie nawzajem, chciałabym stworzyć tak silny związek, jak oni. Jestem stu procentową LARRY SHIPPER do cholery! Harry Styles'ie czekaj na mnie. Cicho się zaśmiała i wcisnęłam mocniej pedał gazu nie zważając na zmieniające się na czerwono światło, głośno wypuściłam powietrze z ust, gdy bez szwanku udało mi się ominąć nadjeżdżający samochód jednocześnie nie powodując wypadku. 
- Jesteś taka głupia El. - szepnęłam sama do siebie parkując samochód przed budynkiem pracy. 
Wysiadając z auta, od razu rzucił mi się w oczy ogromny świecący na różowo neon z napisem "GO GO DANCE" 

HARRY
Nuda, nuda, nuuuda. Nie mam co robić, mam mnóstwo czasu, który po prostu wolno płynie. Nie mam z kim pogadać, nie mam planów, nie mam ochoty. Siedzę i myślę co by było gdyby, ale "gdyby" przecież już nie nastąpi, tak? Och przecież to oczywiste Styles. Powinienem wreszcie ogarnąć się w sobie i wymyślić dla siebie i tego cholernego czasu jakieś piekielne zajęcie, które chociaż w jakimś stopniu odciągnie mnie od tej bolesnej rzeczywistości. Pomyślmy..może jakieś hobby? Jakiś talent? Przecież jakoś muszę znaleźć sobie zainteresowanie, a kompletnie nie wiem, jak mam się do tego zabrać. Jedyne co przychodzi mi na myśl to śpiewanie, ale przecież zespół zakończył swoją działalność, a nie chcę tego robić bez nich, to nie było już to samo. Eh, a co będzie tak samo? Każdy kolejny poranek będzie wyglądać, tak jak ten? Wstaje, pije kawę - już nawet jej nie słodzę, mimo iż nienawidzę niesłodzonych napoi - i przez resztę dnia nie robię nic specjalnego, tylko siedzę i dumam? Nie, tak nie może wyglądać moje życie. Stanowczo nie.  Muszę się z kimś przespać, oo tak. Moje napięcie seksualne sięga powoli zenitu i mam wrażenie, że wszystko co trzymam pod spodniami wybuchnie. Usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko do nich podbiegłem z nadzieją, zobaczenia, kto tym razem mnie odwiedził. Nadzieja matką głupich, tak? Znowu na wycieraczce leżała taka sama koperta, jak pozostałe sześć . No cóż było mi zrobić, jak nie przeczytać znajdującego się w środku listu? Niewiele myśląc rozerwałem kopertę i wyjąłem z niej list, który schowałem do kieszeni. Naciągnąłem na ramiona czarny płaszcz, wsunąłem na stopy brązowe botki, a czarne przeciwsłoneczne okulary zawiesiłem na nosie. Pewnie będę płakać. Jak zawsze, jestem żałosny. Nie pewnie otworzyłem drzwi, a zimne powietrze otuliło moje z leksza wychudzone ciało. Zbliża się zima, zbliżają się jego urodziny, zbliża się gwiazdka. Teraz nie muszę się martwić o to czy spędzę je z rodziną, bo już nie ma One Direction, nie ma więc żadnych przeciwwskazań, ale czy dzięki temu czuję się lepiej? Oh, nie. To jeszcze bardziej mnie przytłacza, przecież zespół był jedną wielką częścią wyrytą w moim życiu. Nawet jakbym chciał, nigdy nie zapomnę. Szedłem w stronę parku, chciałem odetchnąć świeżym powietrzem, chciałem poczuć zapach opadających z drzew kolorowych liści. Chciałem poczuć na skórze dotyk zimnych kropel deszczu, który pewnie niebawem się pojawi. A co najważniejsze chciałem mieć pewność, że nie jestem sam. Oczywiście miałem chłopaków, tak. No, ale przecież nie będę im siedzieć na głowie do końca życia. Mają swoje własne, mają problemy, mają swoje ukochane, którym muszą poświęcać dużo chwil. Nie mają pewnie nawet czasu, na moje użalanie się nad sobą. Jestem wrakiem. Przecież ja zaraz umrę. A jeśli bym umarł, to..byłbym znowu z Louis'em, gdziekolwiek on teraz jest. Znów zobaczyłbym jego piękną ciemniejszą o dwa tony od mojej skórę, jego piękny biały uśmiech, te najcudowniejsze lazurowe oczy. 
Nim się zorientowałem stałem już w parku, podszedłem do jednej z ławek i usiadłem na niej. Po chwili przysiadła się do mnie młoda kobieta z mikrofonem w ręce. Za nią stał niski, pulchny facet z niewielką kamerą w ręce. Cholera. 
- Harry, jak się czujesz? Niedawno widziano cię w szpitalu. Co się stało? Jak się trzymasz po śmierci swojego przyjaciela? Jak wyglądały wasze relacje nim zginął?
Salwa pytań wydobywała się z jej ust, a ja po prostu nie miałem siły na nie odpowiadać. Czułem, jak oczy zaczynają mnie szczypać dając mi tym samym znak, że lada moment popłyną z nich słone krople łez. Niewiele myśląc zerwałem się z ławki i uciekłem. Najzwyczajniej w świecie zwiałem, jak tchórz. 
____________________________________________________________________
WITAM MISIE!
Najmocniej was przepraszam, że ten rozdział pojawił się tak późno, ale same rozumiecie. Szkoła wszystko niszczy, nie mam zbyt wiele wolnego czasu, ale jakoś udaje mi się pisać. Mam nadzieję tylko, że nie najgorzej. Dziś urodziny Niall'a, niech ten rozdział będzie dla niego haha Co sądzicie o soundtrackach do rozdziałów? W ogóle, piercing Styles'a wywołał u was różne reakcję, jeśli chcecie mogę wrzucić zdjęcie, które zainspirowało mnie do tego hah. No cóż kończę już, proszę o szczere <najlepiej długie> komentarze. Kocham Was! Mam nadzieję, że do niebawem. 

piątek, 29 sierpnia 2014

VIII

ZAYN

Szedłem do Harry'ego, chłopak był w na prawdę kiepskim stanie. Odkąd..odkąd Louis umarł on sobie po prostu nie radził, to było za bardzo widoczne. Nie mogłem pozwolić mu się poddać, śmierć Louis'a nie powinna w ogóle nastąpić, jeszcze nie teraz. Jakby to się stało za 60 lat, pogodziłbym się z tym i on pewnie też, ale nie teraz. Gdy nawet nie miał 25 lat na karku. Naciągnąłem kaptur mocniej na głowę, by uchronić się przed chłodem i deszczem. Do domu Harry'ego pozostało mi jeszcze parę minut, a mądry Malik postanowił zrobić sobie spacer w towarzystwie tej okropnej pogody. Zimno przenikało przez ciepłe ubrania stykając się z moją skórą i miałem wrażenie, że przenika aż po kości. Cały drżałem. 
W tym momencie zazdrościłem Perrie. Dziewczyna leżała w domu pod ciepłym kocem, oglądając przyjaciół i popijając gorącą czekoladę. Oh. W oddali zauważyłem dom Styles'a, przyśpieszyłem nieco kroku po chwili pojawiając się przed mahoniowymi drzwiami. Mocno w nie zapukałem pocierając energicznie dłonie. Słyszałem ciche kroki zza drzwi. No dalej Harry, pośpiesz się Loczek z naburmuszoną miną otworzył drzwi.
- Em..w czym mogę pomóc? - odchrząknął na co westchnąłem i zdjąłem kaptur
 Chwila coś jest nie tak. Przyjrzałem się jego twarzy i..o kurde.
- Co ty masz  na twarzy!? - niemalże krzyknąłem, gdy pod jego wargą dostrzegłem dwa kolczyki
- Uspokój się Zayn i wejdź do środka, pewnie zmarzłeś - odparł lekceważąc moje wcześniejsze pytanie i odsunął się od drzwi, tak żebym mógł wejść do domu.
Nie mogłem odwrócić wzroku od jego twarzy. Na cholerę mu ten piercing? Bez niego wygląda o wiele lepiej. Rozsznurowałem buty i rzuciłem je w kąt, zdjąłem płaszcz, który Harry odwiesił na elegancki, drawniany wieszak. Już miałem zdejmować szalik, ale postanowiłem z tego zrezygnować - z dwóch powodów. Nadal było mi zimno, miałem tam kilka niewielkich malinek. Szedłem za nim, mając przed twarzą jego nieco za długie, falujące włosy. Powinien się wybrać do fryzjera, nie to piercingera. Usiadłem przy blacie w kuchni, a on zaparzył dwie herbaty.  
 - Co ty masz na twarzy? - zapytałem po raz kolejny
- Piercing Zayn, piercing. - odparł zdejmując wielki czarny sweter przez głowę. 
- A to Harry? - wskazałem na odkryte ramiona, pokryte tatuażami
- To są tatuaże, Zayn. Sam takie masz 
- Na co ci to? - kolejne pytanie wyleciało z pomiędzy moich warg nim zdążyłem się zorientować
- Cholera Zayn przestaniesz? Jestem dorosły mogę robić co chcę! - wykrzyczał mi w twarz, a w jego oczach zalśniły kropelki łez, które po chwili spływały po policzkach 
- Wszystko okej? - zapytałem podchodząc bliżej zielonookiego
- Nie, nic nie jest okej od kiedy on odszedł. Już nigdy nie będzie okej - szepnął mi w ramie, gdy go przytuliłem.
Jego ciało drżało, a on co jakiś czas pociągał nosem. Wiedziałem, że sobie nie radzi. Ale nikt nie potrafił mu pomóc albo nikt po prostu nie chciał pomagać gejowi z boysbandu, który stracił ukochanego. Ludzie są okrutni. Potarłem jego plecy w celu dodania mu trochę otuchy.
- Cii mały, masz mnie i chłopaków. Chciałbym ci o czymś powiedzieć, ale do tego musisz się uspokoić - powiedziałem cicho
Harry odsunął się ode mnie ocierając mokre policzki i pociągając nosem. Podałem mu chusteczkę ówcześnie wyjmując ją z kieszeni. Posłał mi delikatny uśmiech i wydmuchał nos. 
- O co chodzi Zi? - zapytał wyglądając już całkiem normalnie, no prawie.
- Mam nadzieję, że to jakoś poprawi ci humor. Bo Hazz, dzieciaku będziesz ojcem chrzestnym - powiedziałem cały rozradowany
- Jesteś w ciąży!? - krzyknął mi prosto w twarz, a ja parsknąłem jedynie śmiechem. Nieco się zmieszał
- To znaczy...Perrie jest w ciąży? Na prawdę? O jacie nie mogę uwierzyć! Będę miał małe Maliczki! - w jego oczach zabłyszczały łzy, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
Wręcz przeciwnie, coraz bardziej się poszerzał. Takiego go najbardziej lubiłem, rozradowanego bez żadnych zmartwień zaprzątającą tą czekoladową czuprynę. Aż sam się uśmiechnąłem. 
- Wiecie już jaka płeć? - zapytał, gdy emocje nieco opadły
- Nie Harry, jeszcze na to za wcześnie. Będziesz pierwszym, który dowie się jaka płeć. 
- Jejku Zayn, tak bardzo się cieszę! - znów krzyknął zawieszając mi się na szyi
- Ja też Curly, ja też. 
HARRY

Rozprostowałem kości, gdy tylko Malik opuścił moje mieszanie i wspiąłem się na schodach do góry, do NASZEJ wspólnej sypialni. Niepewnie wszedłem do środka. Nadal unosił się tu jego zapach, chciałem zabrać jedynie swój sweter wiszący w szafie, ale w końcu wyszło że ubrałem jeden z jego swetrów. Mimo, iż był nieco za mały nie miałem zamiaru go z siebie zdejmować. Po moim policzku spłynęła łza, gdy zerknąłem na nasze wspólne łóżko. Tak wiele w nim przeżyliśmy, już nawet nie chciałem tego wspominać. To wszystko za bardzo mnie przytłaczało. Czym prędzej opuściłem sypialnie i zbiegłem to salonu. W idealnym momencie, bo ktoś właśnie pukał do drzwi. Poszedłem otworzyć, ale nikogo tam nie zastałem. Jedynie perłową kopertę na wycieraczce. Cholera, znowu. Usiadłem na fotelu podciągając nogi pod brodę. Rozerwałem delikatnie kopertę, potarłem ręką o skroń. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem czytać. 

Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniła MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany. 
Dzisiaj opowiem ci o moim pierwszym grubym melanżu. 
03.08.2009r.
Wieczór zapowiadał się świetnie, rodzice Louisa kilka godzin temu pojechali zabierając razem ze sobą jego młodsze siostry na calutkie dwa tygodnie! Błękitnooki był tak bardzo uradowany faktem, że został całkiem sam bez opieki rodziców na tak długi czas. Zdawał sobie sprawę z tego, że matka będzie co jakiś czas do niego sprawdzając go, oczywiście. Ale jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Został sam! W końcu nie musiał się martwić, czy któraś z jego młodszych sióstr nie wejdzie do pokoju, gdy ten będzie zabawiał się z kimś czy pił piwo. Oczywiście, kochał bardzo mocno każdą z nich, ale wszystkie łączyły te same irytujące Louisa cechy. Każda z nich była wścibska i ciekawska, co doprowadzało bruneta do szewskiej pasji gdy siedział właśnie z kimś i był strasznie napalony. 
Uśmiechnął się i wciągnął przez głowę obcisłą, białą koszulkę. Daniel lada moment miał wpaść do Louis'a z sprzętem nagłośnieniowym. Louis w podskokach zbiegł po schodach, gdy usłyszał ten specyficzny sposób pukania do drzwi. Uśmiechnął się pod nosem i po chwili stał twarzą w twarz z przyjacielem, do którego lada moment przyległ ciałem. 
- Loui widzieliśmy się 30 minut temu - zaśmiał się Daniel prosto do ucha młodszego
-  No i co z tego - oparł Louis zaciskając dłonie na czarne koszuli przyjaciela
- Chodź musimy to rozłożyć zanim ludzie się zjadą. Stan zaraz powinien wpaść z alkoholem. 
Stan również był przyjacielem Louis, ale to Daniel był tym najlepszym. Chłopak z całych sił starał się podnieść wielki wzmacniacz czemu starszy przyglądał się z rozbawieniem. Louis, tak uroczo wyglądał męcząc się z tym głośnikiem. 
- Może byś się ruszył co? - warknął w stronę Daniela
- Przestań marudzić dzieciaku - chłopak zaśmiał się i zaczął podłączać głośniki 
Louis oderwał się od pracy ruszając do drzwi, Stan właśnie przyjechał z całym zapasem alkoholu na dzisiejszy wieczór. To, że było tego dużo to mało powiedziane, ale cóż się dziwić - mieli przyjść wszyscy znajomi Louisa z Facebooka, a było ich około 200. Jeszcze nie wymyślił dobrego wyjaśnienia, jakie powie mamie gdy coś się uszkodzi. 


~*~

W głowie już mu huczało od nieco za dużej ilości alkoholu we krwi, ale mimo to nie przestawał pić. W końcu, jak na gospodarza przystało musiał się napić z każdym, tak? Przynajmniej wpuszczając tu swoich znajomych wyszedł z takiego założenia. Kiwnął głową do Megan, która nawoływała go ruchem ręki. Louis wiedział, że niektórzy korzystali innych środków odurzających i w końcu postanowił sam spróbować zbliżając się do blondynki. Raz się żyję, prawda? Piątka osób, która była już nieźle naćpana gorąco go przywitała podając mu zwinięty w rulonik banknot i wskazując na białą linię usypaną z kokainy na samym środku stolika. Cicho westchnął, nie będąc do końca pewnym czy to aby na pewnodobry pomysł. Policzył do paru liczb wzwyż i pochylając się nad linią wciągnął ją za jednym razem. Zaczął pocierać nos, próbując przyzwyczaić się do tego dziwnego uczucia. Nim minęło parę sekund Louis wciągał już kolejną dawkę groźnego narkotyku. Czuł się, taki..wyluzowany. Jakby wszystkie myśli uleciały nie wiadomo gdzie, a jego ciało i umysł stały się nagle bardzo pobudzone. Chwytając pierwszą lepszą dziewczynę za dłoń zaciągnął ją do góry po schodach prosto do swojego niewielkiego pokoju. Nie zważając na to czy dziewczyna chcę to z nim zrobić czy nie, zdjął z niej bordową sukienkę niemalże rozrywając jej delikatny materiał.



~*~

Gdy się obudził dochodziła 19, skutki uboczne kokainy. Louis nie mógł zmrużyć oka po udanej imprezie, nie miał najzwyczajniej ochoty spać. Pożegnał wszystkich gości, dziękując za udaną zabawę. Posprzątał, no przynajmniej częściowo. Mieszkanie nie wyglądało najgorzej, próbował ocalić najcenniejsze przedmioty i udało mu się, na szczęście. Głowa bolała go niesamowicie, a ten okropny smak w ustach nie dawał mu spokoju. Och. To była ostatnia taka ostra impreza Louisie Tomlinsonie. 

Ps. Harruś, co ty sobie zrobiłeś? Lepiej ci bez tego całego żelastwa  na twarzy. 

___________________________________________________________
Cześć!
Ten rozdział może nie jest jakoś wybitny, ale mam jednakże nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba. Postaram się wymyślić coś co odmieni cały los tej historii hah Dziękuje serdecznie za komentarze, no i tyle. Do kolejnego miśki ;3

niedziela, 24 sierpnia 2014

VII

Harry
Chłopak szeroko się uśmiechnął i zlustrował mnie od stóp po samą głowę. Nie powiem, ale poczułem się dosyć niezręcznie, gdyż stałem przed nim w ręczniku sięgającym kolan. Odchrząknąłem, gdy zdałem sobie sprawę, że już kilka chwil stoimy w ciszy, a on przenikliwie się we mnie wpatruje.
- Co cię tu sprowadza przyjacielu ? - zapytałem.
Dostałem odpowiedz, której bym się nigdy nie spodziewał. On się na mnie rzucił! Bezczelnie przywarł ustami do moich, ale przecież nie mógł! One należały tylko do Louisa. Czym prędzej go od siebie odepchnąłem i spojrzałem zaskoczony na swojego przyjaciela. Jak on mógł ? Przecież dobrze wiedział, że kocham tylko Louisa. 
- Dlaczego to zrobiłeś ? - zapytałem patrząc na niego smutnym wzrokie
- Bo cię kocham Harry ! Teraz nic, ani nikt nie stoi na  naszej drodze do szczęścia - rzekł łapiąc mnie za ramiona i siłą przyciągając do siebie
- Nick ! Uspokój się, już raz ci powiedziałem, że jesteśmy i zostaniemy TYLKO przyjaciółmi.. A teraz proszę Cię..opuść mój dom. - powiedziałem otwierając mu drzwi.
Chłopak spuścił głowę w dół i przygnębiony wyszedł. Gdy chciałem zamknąć drzwi, ten je złapał i szepnął 
- Przepraszam  
Zamknąłem te nieszczęsne drzwi i po prostu rozpłakałem się. Czyżbym właśnie złamał serce swojemu przyjacielowi ? Cholera. Wstałem z podłogi i postanowiłem coś na siebie ubrać. Pognałem do sypialni i podszedłem do szafy. Otworzyłem jej drzwiczki na oścież i położyłem dłonie na biodrach. Po chwili zastanowienia wyjąłem szare dresowe spodnie i czarną bluzę z napisem " TEENAGE RUNAWAY". Ubrałem się i zszedłem na dół zrobić sobie w końcu coś do jedzenia. Mnóstwo myśli zaprzątało mój umysł, miałem już tego powoli dość.. Usłyszałem pukanie do drzwi. Pewnie Nick. Poszedłem otworzyć, chciałem go przeprosić. Po drugiej stronie stała ciemna postać w kapturze. 
-Em..w czym mogę pomóc ? - zapytałem odchrząkując. Nieznajoma postać westchnęła i zdjęła kaptur



Danielle 

Światło zgasło, stałam sama na scenie, a w okół niej roznosił się szum publiczności. Wzięłam głęboki oddech i poczułam przyjemne ciepło reflektora na twarzy. Czułam przepełniony ciekawością wzrok na sobie. Rozbrzmiała melodia dobrze znanego mi utworu, a razem z nią rozpoczął się taniec.  Czułam się jak ryba w wodzie, jak ptak na niebie, po prostu byłam w swoim żywiole. Byłam jakby w transie, z którego trudno byłoby mnie teraz wyrwać. Na scenę wbiegło jeszcze kilku tancerzy i dwie tancerki, które za zadanie miały być moim "cieniem", to znaczy miały robić dokładnie to co ja, tyle, że nieco później. Układ powoli dobiegał końca, ostatnie kroki, chwytanie się za dłonie i wspólny ukłon. W podskokach zeszliśmy ze sceny w rytmie nieustających oklasków. Prosty taniec, przed niewielką publicznością, jednakże byłam z siebie dumna. Szczególnie, że ktoś bardzo dla mnie ważny siedział na widowni, a tą osobą był mój najukochańszy Liam. Zaraz po występie mieliśmy spędzić wspólnie dzień. Tak więc zabrałam jedynie swoje rzeczy i żegnając się z wszystkimi ruszyłam do wyjście, gdzie powinien już czekać na mnie mój chłopak. 
- Daj, pomogę ci. - powiedział niemalże wyrywając mi torbę z rąk
- Przecież doskonale daje sobie radę. Nie musisz wszystkiego za mnie robić, jestem dużą dziewczyną Liam i nie jestem w ciąży - powiedział cicho się śmiejąc
- A szkoda - mruknął pod nosem
- Słucham? - myślałam, że się przesłyszałam
- Powiedziałem, szkoda, że nie jesteś w ciąży 
- Czyli..że..chciałbyś mieć ze mną dziecko?
- Danielle głuptasku, oczywiście, że bym chciał - rzekł przytrzymując mój podbródek dwoma palcami i całując mnie w nos
Od razu zrobiło mi się miło na serduszku, przytuliłam się do jego ramienia i tak szliśmy, aż do samochodu Liam'a. Jak na dżentelmena przystało, chłopak najpierw otworzył mi drzwi, poczekał aż wejdę i zamknął za mną drzwi, po czym okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. 

 - Liam, pojedźmy najpierw do mieszkania. Musiałabym się troszkę ogarnąć - powiedziałam kładąc dłoń na jego - potem jestem cała twoja
- Oh to świetnie się składa. Tak, więc jedziemy do domu. - powiedział na co lekko się zaśmiałam  
Droga minęła nam zdumiewająco szybko, aż za szybko. Wspólnie wspięliśmy się po schodach do naszego mieszkania, a gdy już dotarliśmy odwiesiłam kurtkę na wieszak i weszłam do łazienki. Przede mną niemiłosiernie długa kąpiel. Wlałam wodę do wanny i zaczęłam ściągać z siebie ubrania, zdawałam sobie sprawę, że drzwi są cały czas otwarte. Usłyszałam pukanie za sobą, a zaraz miękkie dłonie Liam'a spoczęły na moim nagim brzuchu. Pominę fakt, że stałam jedynie w bieliźnie. 
- Mogę się przyłączyć? - szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek
- Nie widzę żadnych przeciwwskazań, panie Payne - odpowiedziałam mu ponętnie
- Cieszę się panno Peazer, pomóc pani?
- Jakby pan mógł, tutaj rozpiąć - wskazałam zapięcie biustonosza
- Z miłą chęcią 
Po chwili niechciany materiał leżał na ziemi, jego dłonie trzymały mnie mocno w tali. Po chwili oboje weszliśmy do ogromnej wanny, pełnej piany. Oparłam się o jego tors, zaciskając mocniej jego ręce w okół mnie.  


Niall 

Trzymając dłoń Ellie biegliśmy do jej mieszkania, samochód się zepsuł i dodatkowo rozpadał się deszcz. Dziewczyna zatrzymała się, sprawiając, że i ja się zatrzymałem, stając tuż obok niej.
- Niall, ja już nie dam rady.. - szepnęła - ale mogę coś zrobić? - zapytała cichutko
- Ale co zrobić?
 - Nie odpowiada się pytaniem, na pytanie - dźgnęła mnie w brzuch śmiejąc się
- No trudno, ale ja pierwszy coś zrobię, okej?
- Okej
Pochyliłem się nad nią i położyłem jej dłoń na policzku. Cały czas patrzyłem jej prosto w oczy, w te piękne niebieskie oczy.  Pogłaskałem ją po szczęce i delikatnie złączyłem nasze usta. Jej miękkie warki były takie słodkie i smakowite, że miałem problem aby się od nich oderwać. Kiedyś mówiła, że marzy o pocałunku w deszczu i ja właśnie postanowiłem spełnić dwa marzenia, Ellie - pocałunek w deszczu i moje - pocałowanie Ellie. Nie całowaliśmy się ostro, tylko subtelnie i delikatnie, idealnie. Odsunąłem się od niej z szerokim uśmiechem na twarzy, jej również nie brakowało szczęścia, a świadczyły o tym iskierki w jej oczach i wygięte w uśmiechu usta.  Chyba ją kocham. Przywarła do mnie swoim malutkim ciałkiem, nie obchodziło nas to, że stoimy na środku chodnika zagradzając ludziom drogę ucieczki przed deszczem, ani to, że leje jak z cebra. My po prostu rozkoszowaliśmy się tą chwilą. Jednakże Ellie zaczęła się delikatnie trząść, było jej zimno. Spletliśmy nasze palce u rąk i czym prędzej ruszyliśmy do jej mieszkania. 
Skromne mieszanie w niewielkiej kamienicy, idealnie do niej pasowało. Wszystko suptelne i delikatne.  
- Napijesz się czegoś? - zapytała przygryzając wargę, oh niesamowity widok
- Nie rób tak - powiedziałem przygwożdżając ją do ściany
- J-jak? - wyjąkała znów przygryzając wargę
- Tylko ja mogę to robić - szepnąłem jej prosto w usta przygryzając jej delikatną wargę zębami
- Ni-all - wyjąkała
- Tak skarbie? -przytrzymałem jej twarz za szczękę, tak by nie spuszczała głowy w dół, co pewnie zaraz miała zrobić
- Ja nie jestem gotowa na..na to wszystko. Niall ja nie wiem co robić, ja nie jestem jeszcze gotowa na to co chciałbyś zrobić..Przepraszam
- Ej ej ej, spokojnie. Nie będę cię do niczego zmuszać. Poczekam tak długo, aż sama coś zaproponujesz - musnąłem ustami jej okrągły nosek - wszystko jest okej, wszystko jest okej - mówiłem przytulając ją mocno do swojego ciała. 
- Zostaniesz ze mną? - szepnęła w moją koszulkę
- Oczywiście, że zostanę kochanie 
Ellie odsunęła się niepewnie ode mnie i chwyciła moją dłoń. Nic nie mówiąc podążyłem za nią. Usiedliśmy na kanapie, tak właściwie to ja usiadłem na kanapie, a Ellie usadowiłem na swoich kolanach. Tak, że siedziała do mnie twarzą. Dotykała subtelnie mojego policzka nie przerywając kontaktu wzrokowego. Przyglądałem się dokładnie jej twarzy, wszystko przejrzałem.
- Jesteś taka piękna - wyszeptałem jej w usta
- Oh 
Schowała twarz w zagłębienie mojej szyi i po prostu przywarła do mnie swoim drobnym ciałkiem. Przytuliłem ją i głaskałem jej plecy. Jej oddech się wyrównał, leżała spokojnie nie ruszając się. Przypuszczam, że zasnęła. Cicho się zaśmiałem i sięgnąłem wolną ręką po koc. Okryłem nas i oparłem brodę na jej głowie. Parsknąłem śmiechem niewiedząc czemu i po prostu głaskałem ją po plecach. Sięgnąłem do kieszeni spodni, bo mój telefon nieznośnie zawibrował. 
From : Unknow
Niall jeżeli coś jej zrobisz, to chyba urwę ci jaja i powieszę nad łóżkiem. 
Masz o nią dbać, rozumiesz?
Obserwuję cię Irish. 

~L

_________________________________________________________
Witam!
Powracam już chyba na stałe kochani, mam nadzieję, że jakoś wybaczycie mi tą długą nieobecność. Przepraszam ;< Wchodzi tu ktoś jeszcze? Oby tak :) Wysyłajcie linki do znajomych LS, bardzo by mi to pomogło. Jestem w trakcie pisania kolejnego. Serdecznie proszę o komentarze :) I zapraszam na drugiego bloga : winter-land-story.blogspot.com
 

wtorek, 4 lutego 2014

VI


Niall
Wszedłem do ekskluzywnej restauracji i rozejrzałem się po lokalu. Już była. Siedziała przy dwuosobowym  stoliku i chyba na mnie czekała. Wyglądała rewelacyjnie ! Jej włosy idealnie zakręcone w spiralki, jej idealne ciało osłonięte  czarnym materiałem, smukłej sukienki, ramiona okryte białym futerkiem. Nie zauważyła mnie. Podszedłem do niej i położyłem jej dłonie na ramionach, automatycznie się obróciła i wstała
- Przyszedłeś -powiedziała przytulając mnie, nawet w butach na obcasie była znacznie niższa. 
- Jak bym mógł nie przyjść - rzekłem odwzajemniając uścisk.
Z uśmiechem na ustach odsunęła się ode mnie i usiadła na krzesło, które za nią zasunąłem. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, zarumieniła się i odwróciła głowę w bok.
- Niall..nie patrz tak na mnie - szepnęła.
- Ale, gdy ja nie mogę. Jesteś taka śliczna - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy, położyłem jej dłoń na palcach i się uśmiechnąłem. 
Chrząknięciem przerwał nam kelner, który stał po mojej prawej z notesem w dłoni.
 - Co dla państwa ? - zapytał z szarmanckim uśmiechem w stronę Ellie, tylko krzywo na niego spojrzałem przez co dziewczyna zachichotała.
Wręczył nam obojgu menu, które otworzyłem i zacząłem przewracać kartki. Spojrzałem na moją towarzyszkę, która z pełny skupieniem wymalowanym na twarzy czytała dziwne nazwy dań. W końcu oderwała wzrok od kartki i spojrzała na kelnera.
- Co dla ciebie ? - zapytał puszczając jej oczko. Myślałem, że się zaraz we mnie zagotuje. 
- Przepraszam, ale wydaje mi się, że nie jest Pan z moją przyjaciółką na Ty. Proszę więcej szacunku - powiedziałem pełen powagi, chociaż w środku myślałem, że wybuchnę.
- Ależ oczywiście, przepraszam. Co dla Pani ? - powiedział z kamienną twarzą do Ellie
Dziewczyna na chwilę się zawahała.
 - Dla mnie porcja spaghetti - powiedziałem - a dla ciebie ? 
- To samo - odparła cicho
- Co do picia ? - zapytał irytujący mnie już kelner
- hmm...co powiesz na wino ? - zapytałem patrząc na Ellie
- Pod warunkiem, że białe - uśmiechnęła się słodko.
 - W takim razie najlepsze białe wino jakie macie. - rzekłem do kelnera, który wszystko zapisał w notesie i odszedł. 
Ellie oparła łokcie o blat stoły i splotła palce u dłoni, po czym oparła o nie brodę. Wpatrywała się we minie, tymi swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Na jej buzi gościł śliczny uśmiech.
- Jestem gdzieś brudny ? - zapytałem dotykając twarzy palcami
- Byłeś zazdrosny - szepnęła nie przestając się uśmiechać
- nie, wcale nie - powiedziałem Jasne, że byłem ! Jakbym mógł nie być ?!
- Ja i tak wiem swoje - puściła mi oczko i oparła się na krześle
Po chwili do naszego stolika podeszła dziewczyna z daniami, które zgrabnie niosła na tacy. Postawiła przed nami talerze i gdy już miała odchodzić podszedł ten nieznośny kelner z dwoma kieliszkami i białym winem. Napełnił nam kieliszki i razem z dziewczyną odszedł. Poczułem jak w kieszeni marynarki mój telefon wibruje. Przeprosiłem Ellie i dyskretnie wyjąłem go i przeczytałem wiadomość :

From : Unknow
Ulala Horan! Wyrwałeś jakąs laskę i to nawet całkiem niezłą. 
Ellie to naprawdę dobra dziewczyna..przecież ją znam.
Życzę wam szczęścia i jeżeli ją zranisz, to chyba cię zabije.
~L



Zayn
Podszedłem do Perrie i przytuliłem się do niej od tyłu. 
 - Jak tam skarbie ? - zapytałem składając na jej szyi krótki pocałunek i opierając dłonie na jej zgrabnym brzuchu.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko mocno się we mnie wtuliła. Oparłem brodę o jej głowę i zapytałem
- stało się coś ? 
Ona tylko mocniej mnie przytuliła i szepnęła
 - Nic..po prostu mnie przytul, lubię czuć twoją bliskość. 
- Kocham cię, wiesz ? - ująłem w dłoń jej podbródek i uniosłem ku górze, by na mnie spojrzała - najmocniej na świecie - mówiłem patrząc w jej oczy, które zaczęły się szklić. 
Po chwili po policzku ściekła jej samotna łza, którą otarłem kciukiem
- Nie płacz, proszę
- Ja ciebie też kocham Zaynie - stanęła na palcach i delikatnie mnie pocałowała.
Odwzajemniając pocałunek złapałem ją za uda i podniosłem do góry, owinęła nogami mnie w pasie. Przygryzła moją wargę, kładąc dłonie na moim karku. Ciągle trzymając ją na rękach wszedłem po schodach, wprost do naszej sypialni. Delikatnie położyłem ją na miękkim materacu i sam ułożyłem się między jej zgrabnymi nogami. Zacząłem składać na jej szyi soczyste buziaki, starając się nie zrobić "malinki", bo pewnie byłaby zaraz afera.
- Zayn..- jęknęła odsuwając moje ciało od swojego
- Chyba..chyba nie możemy - powiedziała ze spuszczoną głową 
- Ej..nie smuć się..Najwyraźniej będziemy musieli sobie zrobić małą przerwę od igraszek - mówiłem jeżdżąc palcami po żebrach
Cicho zachichotała, a ja nie przestając jej łaskotać usiadłem okrakiem na jej biodrach, by nie mogła uciec. Dziewczyna śmiała się w niebo głosy ! Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Po chwili zaczęła ciężko oddychać Chyba wystarczy . Położyłem się obok niej podnosząc rękę do góry, by się do mnie przytuliła. Perrie od razu zrozumiała. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na moim torsie. Zacząłem głaskać ją po włosach szepcząc :
- Wyobraź sobie jak to będzie gdy na świat przyjdzie nasze dziecko. Chciałabyś dziewczynkę czy chłopca ? 
- To nieważne, ważne by było zdrowe. Chociaż bardziej chciałabym chłopca..Taki mały Maliczek, wyglądałby jak Ty - pocałowała mnie w linię szczęki
- Ja też chcę żeby było zdrowe, ale chcę córeczkę, byłaby moją małą księżniczką.. Zupełnie jak jej mamusia. Była by piękna - Perrie tylko wyjęczała 'mhm' i słuchała dalej - miałaby moją karnację, twoje oczy i włosy, twój mały nosek i zgrabne policzki. Miałaby szczupłą sylwetkę. Była by najpiękniejszą dziewczyną na świecie, zaraz po tobie oczywiście - gdy tak mówiłem nie zauważyłem, że Perrie po prostu zasnęła
Cicho się zaśmiałem i okryłem nas kocem, głaskałem ją nadal po włosach. Po chwili również mnie zmorzył sen
 Harry
Liam pakował wszystkie rzeczy jakie miałem ze sobą w szpitalu, do niewielkiej, czerwonej torby. Co chwilę spoglądał w moją stronę, a ja jedynie siedziałem, spokojnie na łóżku czekając, aż przyjaciel powie, że możemy już stąd wyjść. 
- Liam..on chciał mi się oświadczyć - szepnąłem przyciągając spojrzenie przyjaciela
- Wiem..- rzekł cicho zapinając torbę i wieszając ją na ramię. Chwycił w dłoń moją skórzaną, brązową kurtkę z kożuchem na kołnierzu i stanął za mną, bym wsunął ręce w jej rękawy.
 - Powiedział ci ? - zapytałem patrząc Liamowi prosto w oczy
- Tak, pomagałem mu z wyborem tego - wskazałam na mój serdeczny palec
- Ah.. - przełknąłem głośno ślinę, nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Chodź - delikatnie złapał mnie w pasie i zaprowadził do wyjścia z szpitala, na parkingu stał duży, srebrny mercedes do którego wsiedliśmy. Szyby  były specjalnie przyciemnione, by jakiś nachalny paparazzi nie strzelił fotki, jak ten sławny Harry Styles wyjeżdża wprost z szpitala. 
- Zabierz mnie do najbliższego salonu tatuażu i piercingu - szepnąłem, Liam spojrzał na mnie z ukosa, nic nie powiedział tylko przekazał kierowcy to o co go poprosiłem. Harry Styles się zmienia.
Po paru minutach spędzonych w samochodzie, pojazd się zatrzymał. Spojrzałem przez szybę auta i ujrzałem niewielkie pomieszczenie z dosyć sporym czarnym szyldem " Tattoos & Piercings ". Ben*, który był jednocześnie naszym dzisiejszym kierowcą, jak i ochroniarzem wysiadł z auta, po czym okrążając je otworzył mi drzwi. Wysiadłem z samochodu, patrząc na Liama, który nie do końca był przekonany co do mojego pomysłu.
- No chodź, no -stęknąłem wwiercając mu dziurę na twarzy wzrokiem. 
Chłopak tylko sapnął, ale po chwili znalazł się tuż przy mnie. Cicho narzekając wlekł się za mną do salonu tatuażu i piercingu.




~*~
Cały obolały wszedłem do domu. Tuż za przyjacielem, dźwigającym torbę. Rzucił ją w głąb mieszkania i stanął przede mną. 
- Poradzisz sobie ? - zapytał, kładąc mi dłoń na ramieniu
 - Liam..nie jestem dzieckiem. Dam radę - uśmiechnąłem się lekko patrząc mu prosto w oczy
- Po tym, co się wydarzyło...boję się zostawiać cię samego. Musisz to zrozumieć, po prostu się o ciebie martwię - rzekł zgarniając mnie w ramiona. 
Mocno się do niego przytuliłem i trwalibyśmy dalej w uścisku, gdyby nie zaczął dzwonić telefon Liama. Chłopak  odsunął się ode mnie i z kieszeni jasny jeansów wyjął czarnego BlackBerry i niemalże od razu odebrał.
- No cześć skarbie - powiedział wchodząc do mieszkania Rozmawia z Danielle
- Mhm..już się będę zbierał..pa..ja ciebie też
Po chwili Liam stał znów niemalże przede mną.
- Chyba już pojadę, spotkam się z Danielle... - powiedział
- Jasne, tylko ją wyściskaj ode mnie - uśmiechnąłem się do niego otwierając drzwi
- Jasne, cześć. - rzekł po czym zamknąłem drzwi.
Och..znowu jestem sam. Niewiele się zastanawiając rozebrałem się do samych bokserek i nucąc sobie coś pod nosem zaniosłem ubrania do prania. Będąc już w łazience, kiedy chciałem wyjść zerknąłem w stronę wielkiego lustra ciągnącego się od samych kafelek do góry, aż po sufit. Było też dosyć szerokie. Louis sobie takie wymarzył, byśmy mogli przed nim stawać i by mógł "podziwiać" mój wygląd, jak zwykł mówić. Stanąłem na przeciw lustra wpatrując się w siebie, od stóp, po czubek głowy. Wbijałem wzrok w swoje, chude,blade ciało, pokryte licznymi tatuażami. Jestem okropny. Nogi ugięły się pode mną, po paru sekundach leżałem skulony na ziemi płacząc. Wyglądam jak..jakiś potwór. Potwór z długimi, kościstymi kończynami, które luźno, bez żadnych emocji zwisały w dół. Jak..jak ja mogę się komukolwiek podobać. Jak on mógł mnie "podziwiać" ? Jak mógł kochać ? Położyłem rękę na lewym ramieniu czując delikatne pieczenie. OH..Jak miło, tatuaż się odzywa. Podniosłem się z ziemi i wyjąłem apteczkę, z której zaś wyjąłem kilka sporych plastrów i cienkich bandaży. No i zacząłem szukać jakiegoś łagodzącego kremu, gdy udało mi się go znaleźć, położyłem wszystko łącznie z czystym ręcznikiem. Zdjąłem bokserki i wszedłem pod deszczownice, odkręciłem kurek i wprost na moją głowę zaczął padać delikatny, letni strumień wody. Przejechałem delikatnie dłonią po świeżym "malunku" na ciele, czując delikatny ból.
Po umyciu się, wyszedłem na miękki dywanik owinąłem się ręcznikiem w pasie i delikatnie, ale dobrze wytarłem tatuaż, po czym nasmarowałem go kremem, zakleiłem plastrami i wszystko owinąłem bandażem.
Z ręcznikiem na biodrach zszedłem na dół. Idąc do kuchni - mój żołądek zaczął sam się zasysał - usłyszałem jak ktoś dobija się do drzwi. Czym prędzej ruszyłem ku nim i przekręciłem zamki i nacisnąłem na klamkę.
- Cześć Harry - powiedział uśmiechnięty Grimshaw 
____________________________________________
Witam !
Kochani, wybaczcie, że tak późno dodaje ten rozdział..Po prostu miałam mały problem z napisaniem go. Jak widzicie nie mam listu od "L", nie zawsze będą się pojawiać, bo musiałabym chyba stworzyć jeszcze inną historię. Wiecie zastanawiam się do ilu rozdziałów dam radę trwać w tym opowiadaniu..I wydaje mi się, że to będzie coś około 20 rozdziałów plus Epilog.
No cóż, to chyba tyle..Już zabieram się do pisania nowego, który ( obiecuje ) pojawi się szybciej. 
Pozdrawiam <3






piątek, 3 stycznia 2014

V



Uwaga. W rozdziale pojawiają się sceny erotyczne, nie biorę odpowiedzialności za za zrytą psychikę. 

Harry

Usłyszałem pukanie do drzwi, zwróciłem głowę w ich kierunku nie miałem siły na odzywanie się. Drzwi się otworzyły, a do środka weszła drobna kobieta z brązową czupryną 
- Johannah - szepnąłem tylko.
Kobieta podeszła do mnie i chwyciła mnie w ramiona
- Witaj Harry, cieszę się, że nic ci nie jest - powiedziała przytulając się mocno do mnie
Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żeby "coś" mi było.
- Dajesz..dajesz sobie radę bez niego ? - zapytałem po chwili ciszy. Jay spojrzała mi w oczy..jej wzrok..był taki martwy, utkwiony w jednym miejscu czyli na mojej twarz, szukała na niej jakiejkolwiek emocji, a ja mimo wszystko zachowałem kamienną twarz.
- Strasznie zanim tęsknie, ty jak widać też i tak nie bywał zbyt często w domu, ale..brakuje mi go, brakuje mi tego, że dzwonił do mnie codziennie i rozradowany pytał " co tam mamo ? ". Brakuje mi ciągłych wiadomości na jego temat, tego, że teraz jest w Francji czy Australii. Brakuje mi po prostu mojego małego synka - mówiła lekko popłakując.
Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem ją mocno przytulać, głaszcząc po plecach.
- Mi..mi też go brakuje. - szepnąłem. 
W sali zapadła cisza, siedzieliśmy z Jay na moim łóżku złączeni w uścisku. Słyszałem tylko jak pociągała nosem płacząc. Kilka łez spłynęło mi po policzkach.
- Harreh - tylko on tak mówił - on..mój Louis..chciał ci się oświadczyć.. Przyniosłam go dla ciebie.. - powiedziała
 Wyciągając malutkie drewniane pudełeczko z wygrawerowanym napisem Darling, Johannah otworzyła je przed moją twarzą. W środku, w malutkiej, beżowej poduszeczce był piękny pierścionek, a raczej pierścień. Typowo męski, w moim guście. Uśmiechnąłem się.


 - Chciałby żebyś się zgodził.. Miał to zrobić kiedy trasa by się skończyła, tydzień po jego śmierci.. 
 - Jeeju, oczywiście, że bym się zgodził - szepnąłem ocierając oczy z łez. Johannah wsunęła pierścień na mój serdeczny palec 
- Wygląda idealnie - szepnęła głaszcząc mnie po policzku. 
Też tak sądze. Louis, wróć do mnie.



Zayn

Siedziałem w salonie z piwem w ręce oglądając mecz "Manchester United vs Arsenal F.C. " Liverpool przegrywał jednym punktem. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie oglądając zaciętą walkę napastników. Dosłownie zerwałem się na równe nogi, gdy tylko usłyszałem trzask u góry. Czym prędzej wbiegłem po schodach, zacząłem walić w drzwi łazienki. 
- Perrie ? Perrie kochanie otwórz - krzyczałem dobijając się do drzwi. 
Po chwili usłyszałem brzęk zamka, a drzwi się otwarły. Zobaczyłem swoją dziewczynę zwiniętą w kłębek na ziemi. Przykucnąłem przy niej i ją przytuliłem
- co się stało ? - powiedziałem prosto do jej ucha.
Nic nie mówiąc oderwała się ode mnie, i sięgnęła po coś leżącego na umywalce.
- to się stało - szepnęła wkładając mi w ręce termometr ?
- Płaczesz przez termometr ? - zapytałem lekko rozbawiony tą sytuacją
- To test ciążowy idioto ! - krzyknęła uderzając mnie w ramię.
o cholera. Wynik był pozytywny.
- Musimy je usunąć - krzyknęła Perrie 
- Oszalałaś ?! Przecież to owoc naszej miłości, niczemu winne nie jest to dziecko. Ja już je kocham, nie możesz go zabić 
- To zniszczy mi całkowicie karierę, Zayn..musimy się go pozbyć.
- Pozbędziemy się jeżeli po wykonaniu testu DNA dziecko okaże się nie być moje, wtedy ty je oddasz ja zaadoptuje, a my..my się rozstaniemy.
- Boję się - szepnęła siadając mi na kolanach i mocno mnie przytulając
- Damy radę. Razem.
Usłyszałem charakterystyczny dźwięk przychodzącego sms'a. Wyciągnąłem telefon i przeczytałem wiadomość.
From : Unknow
Gratuluje przyjacielu. 
Nazwiesz dzieciaka po starym kumplu z zespołu ?
Czuł bym się wręcz zaszczycony, gdyby Malik junior nosił moje imię. 
Pozdrów Perrie i uważaj na wasze trio. 
~L
Co jest ? L ?



 Harry
Johannah jakąś godzinę temu opuściła salę, ja w tym czasie podziwiałem pierścionek i tylko myślałem nad tym jakby to było, gdyby mój Loui żył. Wymarzyłem sobie wielki dom na szczycie skały, całkiem niedaleko słonecznej plaży w Los Angeles, bo w końcu zawsze chciał tam mieszkać. W okół basenu spacerowałby stary Labrador, za którym biegałby czarny kocurek. Louis zawsze marzył o dwójce dzieci. Lecz z biologicznego punktu widzenia jest to niemożliwe. Przynajmniej nie ze mną.
Siedząc i rozmyślając o niemożliwej przyszłości u boku mojego zmarłego chłopaka, nie zwróciłem uwagi, że prócz mnie w sali jest ktoś jeszcze. Owym ktosiem okazała się..siostra Louis'a, Charlotte. Cholera, to jakieś spotkanie Tomlinsonów ?
- Czołem Hazz - powiedziała, gdy na nią spojrzałem. Usiadła na skraju łóżka. 
- Czołem. Co cię do mnie sprowadza ? - zapytałem splatając palce i opierając o nie brodę 
- Mam dla ciebie list..Nie wiem dlaczego przyszedł na nasz adres, ale Mama kazała mi go dla ciebie przynieść.  - powiedziała i z beżowej listonoszki wyjęła ..perłową kopertę. 
- Czytałaś ? - zapytałem trzymając już w dłoniach kopertę.
- Nie, no co ty Hazz. Tylko przyniosłam, ale teraz już spadam. Umówiłam się z Martinem - powiedziała uśmiechnięta podchodząc bliżej mnie.
- Trzymaj się jakoś przyjacielu - przytuliła mnie i skierowała się do drzwi. Ostatni raz mi pomachała i opuściła salę.  
Ułożyłem się wygodnie na łóżku i roztargałem górę koperty i wyciągając z niej list, który zaczynał się prawie tak samo jak pozostałe  trzy, które już przeczytałem.

Witaj!
Pozwól, że opowiem ci historię, która zmieniała MNIE, dobrze? Czytaj proszę dalej, bo TY również jesteś w TO wplątany.
Dzisiaj opowiem ci o mojej pierwszej męskiej miłości. 
11.07.2009r.


Słonce świeciło prosto na ciało Louis'a wylegującego się na leżaku. Czuł jak ktoś przejeżdża palcami po jego żebrach, powodując cichy chichot. Chłopak otworzył oczy i zauważył wysokiego szatyna z okularami na nosie. Od razu go poznał.
- Daniel ! - krzyknął ucieszony rzucając się w ramiona chłopaka.
- Cześć Loui - rzekł chłopak czochrając włosy bruneta.
Daniel był starym przyjacielem Louisa. Był trzy  lata starszy od niego. Wysoki, umięśniony..idealny.
Spędzili razem całe dzieciństwo. W wieku jedenastu lat Daniel musiał  wyjechać za sprawą przeprowadzki do Australii.
 - Tęskniłem - szepnął Louis wtulając się w jego ciało.
- Ja też, ja też przyjacielu. 


~*~ 

Louis siedział okrakiem na kolanach Daniela, wymieniając z nim namiętne przepełnione miłością pocałunki. Dłonie Daniela powędrowały wprost pod koszulkę Louisa smyrając nimi plecy chłopaka. Louis opuścił usta starszego przechodząc z pocałunkami na szyję i obojczyk, pozostawiając tam pokaźnie wyglądające malinki. Z ust Daniela wydobyło się ciche jęknięcie. Położył dłonie na pośladki Louisa i mocno je trzymając podniósł się z kanapy. Louis nie zaprzestając pocałunków na jego szyi owinął go nogami w pasie, by nie spaść. 
- Gdzie idziemy - zapytał sapiąc
- Do sypialni kochany, to nie skończy się na pocałunkach. Pragnę cię - wyszeptał Daniel wprost do jego ucha delikatnie przygryzając jego płatek.
Tomlinson na samą myśl o tym co zaraz może się wydarzyć jęknął, dając Danielowi świadomość, że on również go pożąda. Holding jedynie się uśmiechnął i wniósł Louisa do sypialni, rzucając go na miękki materac łóżka. Ściągnął koszulkę i rozsunął nogi młodszego kolanem, po czym położył się miedzy nimi i zaczął od nowa całować swojego chłopaka. Delikatnie zdjął koszulkę Tomlinsona obsypując jego tors pocałunkami. Chłopak odchylił głowę w tył czując jak pocałunki Daniela zasypują jego podbrzusze. Daniel rozpiął pasek i rozporek spodni Louisa zsuwając je z jego zgrabnych nóg. Dotknął jego przyrodzenia przez cienki materiał czerwonych bokserek. Czuł, że penis Tomlinsona powoli staje na baczności. Zdjął jego bokserki i patrząc mu prosto w oczy zapytał.
- Mogę ? 
Louis wydał z siebie jedynie przepełniony pożądaniem jęk, który chyba miał oznaczać "tak", przynajmniej Daniel uznał to za tak. Chwycił w dłoń penisa Tomlinsona i pocałował jego czubek, przejechał językiem po całej długości przyrodzenia kochanka. Louis zaczął płytko oddychać, sapiąc. 
- Przejdź już do sedna - wysapał chłopak przepełniony przyjemnością powodowaną dotykiem Daniela. 
Daniel tylko uśmiechnął się pod i szepnął seksownie.
-Odwróć się

 ~*~
Spocone ciała Daniela i Louisa rzuciły się na łóżko. Nastolatkowie ciężko sapali. Louis oparł głowę o tors Holdinga. 
- Dziękuje - wyszeptał Louis całując szczękę kochanka
- Nie, to ja dziękuje - powiedział opierając głowę o głowę młodszego chłopaka
Zaczął głaskać go po głowie opowiadając przeróżne historie przeżyte w Australii. 

Daniel był moim pierwszym chłopakiem, moją prawdziwą, pierwszą, gejowską miłością. To z nim przeżyłem swój pierwszy raz. Kochałem go, nawet bardzo. Ale moją życiową miłością byłeś ty. 
  
Ps. Harry to, że nosisz pierścionek oznacza, że się zgadasz ? 

Jestem zazdrosny ? Cholernie mocno. Ale czy bym się zgodził ? Oczywiście, że tak. 

_____________________________________________________
Czołem !
Szczęśliwego Nowego Roku dziubaski. Przepraszam,  że dopiero teraz. Ale miałam jakąś awarię z internetem, no i sami rozumiecie święta, sylwester i wszystko. Ale już jest i liczę, że wam się  spodoba :)