niedziela, 12 października 2014

XI

HARRY

   Klęczałem naprzeciw marmurowej płyty nagrobkowej, na którym była  czarno biała podobizna mojego ukochanego, Zdjęcie przestawiało go z pięknym uśmiechem na twarzy i błyszczącymi oczami . Obok niego widniało jego imię, nazwisko i dwie daty, narodzin i..śmierci. Nigdy nie chciałbym tego zobaczyć, ale już za późno. Louis Tomlinson - wygrawerowane w marmurze. Miałem wrażenie, że serce łamię mi się na pół, a może już jest złamane? Nie sądziłem, że to tak będzie boleć. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to najprzyjemniejsze uczucie, ale nie nie sądziłem też, że będzie to aż tak potężny ból rozrywający wszystko. Jestem taki żałosny. Louis nie chciałby bym taki był. Nie chciałby bym był taki smutny. Jestem przekonany. Co prawda nie mogę być taki do końca życia, bo do jego końca jeszcze wiele lat. Powinienem spróbować wziąć się w garść i udowodnić mu, gdziekolwiek teraz jest, że dam sobie radę bez niego. Na prawdę, tak jest? Czy ja na prawdę sam w to wierze? 
Przejechałem dłonią po jego twarz. 
-Dam sobie radę, Lou. Obiecuję. Będziesz ze mnie dumny - szepnąłem
   Spoglądając w kierunku nagrobka wyszedłem po za teren cmentarza. Próbowałem się uśmiechać, ale zamiast uśmiechu na mojej twarzy pojawiał się szpetny grymas. Szczerze, chwilowo nie za bardzo mnie to interesowało. Muszę się zabawić, a najlepszym miejscem na to są kluby, nie z powodu tańczących tam niemalże nagich kobiet. Tylko z powodu dużego zgromadzenia przystojnych mężczyzn i na prawdę dobrego alkoholu w Londynie. Witaj zabawo?

PERRIE

   Wsunęłam na biodra obcisłą, szarą, ołówkową spódnicę i włożyłam w nią spód różowej koszuli na guziki z lekko prześwitującego materiału. Zapięłam złote klamerki czarnych szpilek i stanęłam prosto prze lustrem. Przejechałam dłońmi po swoim brzuchu, obróciłam się bokiem próbując się wyszukać odstającego brzucha. Jeszcze za wcześnie. Ciekawe, jak wytwórnia zareaguje na moją ciąże. Oby przyjęli to dobrze, bo nie daruję sobie jeśli Little Mix ucierpi na tym. Nie wiem co bym zrobiła, jakby zerwali z nami kontrakt, a zespół by się rozpadł tylko i wyłącznie z mojej winy. Z mojego nieumyślnego i stanowczo nie odpowiedzialnego zachowania. 
Poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w pasie. Zayn delikatnie przyciągnął mnie do siebie, stając za mną. Oparł głowę na moim ramieniu i wlepił wzrok w nasze odbicie. Wyglądaliśmy razem na prawdę dobrze.
- Wszystko okej? - zapytał składając drobny pocałunek na moim karku
- Boje się Zi..Boję się, że moja ciąża będzie miała wpływ na zespół. Negatywny wpływ. Nie chcę tego - opowiedziałam szepcząc.
Jego mięśnie się napięły, a uścisk na moim ciele stał się silniejszy. Nie lubię, gdy jest zdenerwowany. Jest wtedy zupełnie inną osobą, kilka razy zdarzyło mi się go widzieć, gdy był na prawdę wściekły i szczerze mówiąc...trochę bałam się go takiego. Jego oczy są wtedy niemalże czarne, pięści mocno zaciśnięte w złości, jego wszystkie mięśnie się wtedy napinają. Lekko się wzdrygnęłam na samą myśl o nim w takiej postaci. 
- Ej co jest?  - zapytał miękko
- N-nic - wyjęczałam prawie bezgłośnie
- Pezz..co się stało? - zapytał ponownie obracając mnie twarzą do swojej
- Mówiłam..nic - moja głowa opadła w dół, a wzrok powędrował na palce, którymi zaczęłam skubać paznokcie.
- Nie kłam - dwoma palcami podniósł moją brodę, niemalże zmuszając bym na niego spojrzała 
- Boję się - wcale nie skłamałam
- Nie masz czego - odparł przytulając mnie, z jego ust wydostał się świst, gdy ktoś zapukał do drzwi. 
- Zaraz wracam 
Zszedł po schodach w dół, prosto do drzwi. Zaczęłam powoli schodzić za nim, z ciekawością, kto nas odwiedził. Niemalże pisnęłam, gdy zobaczyłam poobijaną twarz blondyna.  Z jego nosa leciała krew, właściwie z wielu miejsc na jego twarzy leciała krew. 
- Niall..boże co ci się stało? - szybko do niego podbiegłam dotykając najdelikatniej, jak mogłam jego twarzy
- Ktoś..ktoś mnie złapał...och to boli..tak bardzo...ten facet...o Boże.. - blondyn niespodziewanie się rozpłakał.
 Posłałam Zayn'owi pytające spojrzenie, a on tylko wzruszył ramionami.
- Jaki facet Niall? - zapytałam cicho
- Ja..ja..nie wiem
Chłopak zaczął płakać mocniej. Od razu go przytuliłam nie przejmując się tym, że zabrudzi moje ubranie krwią. Po prostu delikatnie sunęłam dłonią po jego plecach pozwalając się wypłakać. Chwyciłam go za dłoń prowadząc do salonu, na kanapę. Ledwo szedł. 
- Zayn pomóż mi 
Mój chłopak podszedł jedynie do Niall'a i wziął go na ręce. Zaniósł trzęsące się ciało blondyna do salonu i delikatnie położył na kanapie. Z ust Irlandczyka wydobyło się ciche syknięcie. Poczułam, jak ktoś lekko ściska mój łokieć, Zayn pociągnął mnie do kuchni. Jego oczy był dziwne..duże i jakby ciemniejsze. Jest zły? 
- Co się stało? 
- On nie może tu zostać, musimy iść Perrie. - powiedział bez uczuć 
- Co ty mówisz? Przecież nie możemy teraz nigdzie iść, on nas potrzebuje Zayn. Wydaje mi się, że nasz przyjaciel jest ważniejszy niż zarząd - odparłam opierając się biodrem o jedną z szafek
- Czy ty siebie słyszysz? Jeszcze przed chwilą prawie, że mdlałaś przed strachem o zespół,  a teraz tak po prostu chcesz opuścić to spotkanie?! - uderzył pięścią w blat. Zdenerwował się. 
- Zayn..proszę uspokój się - próbowałam do niego podejść, ale gdy tylko podniósł rękę do góry cofnęłam się ze strachem w oczach
- U-uderzyłbyś mnie? - szepnęłam ledwie słyszalnie
- Nie zaprzeczę - odparł - jak wrócę, lepiej żeby go tutaj nie było
Posłał mi jeszcze jedno zimne spojrzenie i wyszedł z kuchni, a może nawet z domu? Co się stało? Co się stało z moim kochanym, lekko nadopiekuńczym Zayn'em, który przenigdy nie podniósłby na mnie ręki? Co się dzieje? Od kiedy Louis odszedł wszystko jest takie popieprzone. 

HARRY
( UWAGA! SCENY 18+, CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ)

   Stałem łokciem opierając się o bar popijając kolorowego drinka. Mocna muzyka dudniła mi w uszach, ale jakby nie zauważałem tego, gdy nieco wyższy  ode mnie chłopak zaczął ze mną rozmawiać. Miał proste lekko przydługie włosy i piękne niebieskie oczy. Przypominał trochę Louis'a, może dlatego tak dobrze mi się z nim rozmawiało. Nazywał się chyba Walt albo..Will, ach nie pamiętam. W pewnym momencie odwrócił się do mnie tyłem.  Jego pośladki otarły się o moje krocze, gdy odchylił  się do tyłu sunąc w dół swoim ciałem. Ocierał się o mnie bez żadnych zahamowań, nie obchodzili go ludzie, którzy zerkali na nas ukradkiem chciał mi się oddać. Wiedziałem o tym, aż za dobrze. Szczerze nie obchodziło mnie teraz nic, miałem ochotę się pieprzyć bez skrupułów powiedziawszy. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę toalet. Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły przygwoździł mnie do ściany i zaczął kąsać moją szyje. Zostawiał na niej mnóstwo mokrych, nawet nieco ohydnych pocałunków. Wciągnął mnie do jednej z kabin, w której nie za przyjemnie pachniało, ale nasze zupełnie różniące się od siebie perfumy lekko tłumiły ten smród. Wszędzie było brudno, a na ziemi walałby się zużyte prezerwatywy i papier toaletowy.       Szatyn i złapał mnie pod kolanami, oplotłem nogami jego pas przytrzymując się cienkich ścianek w kabinie, byleby nie upaść. Złapał mnie mocno za pośladki, chciałem jęknąć, ale jego napierające na moje usta zagłuszyły ten jęk. Ocierał się kroczem o mój tyłek, mocno zaciskając palce na moich żebrach. Bolało.  Postawił mnie na ziemi podając mi w dłoń mała paczkę prezerwatyw, a sam zsunął swoje spodnie do kolan. Jego penis, cóż...był ogromny. Trochę się przeraziłem. 
- Na co czekasz laleczko? - obrócił mnie tyłem do siebie zdzierając ze mnie czarne jeansy.
Mocno uderzył mnie w pośladek, który zaczął piec. Boże..będę żałować. Wyrwał mi z dłoni prezerwatywy. Słyszałem za sobą szelest. 
- Wypnij się skarbie - pocałował mnie w kark - albo nie, chcę na ciebie patrzeć. 
Znowu mnie obrócił  tym razem, tak że stałem z nim twarzą w twarz. Podniósł mnie do góry i przyparł  plecami o ścianę i syknąłem, kiedy Will wszedł we mnie bez ostrzeżenia. Miałem wrażenie, że jego duże przyrodzenie rozrywa mnie, dosłownie. Po moich policzkach popłynęły łzy, bólu nie przyjemności. 
- Jesteś tak kurewsko ciasny curly
Zadrżałem, na to w jaki sposób się do mnie zwrócił. Ruszał się we mnie szybko, za szybko. Głośno sapał, a ja krzyczałem. Na prawdę darłem się. Wolną dłonią uderzał w moje pośladki, co przynosiło dodatkowy ból. Złapał mnie za szczęka mocno odwracając w swoją stronę. Pocałował mnie. Jego oślizgły język wpełzł do moich ust. Automatycznie wytrzeźwiałem, jego wielkie dłonie błądziły po całym moim ciele. Podobało mu się, cholernie mu się podobało. 
- Spokojnie mały, rozluźnij się.
Rozluźnij się? Twój kutas właśnie rozdziera mój tyłek. Boże. Złapał mnie za szyje, lekko przyduszając. Jego wzrok był taki..szalony. Po chwili ból częściowo o minął, a zastąpiła go przyjemność, gdy zaczął uderzać w moją prostatę. Myślałem, że zaraz odpłynę. Było mi teraz tak dobrze. 
- M-mocniej - wyjęczałem chowając twarz w jego ramię.
 Od razu posłuchał mojej prośby, jego ruchy stały się o wiele szybsze i mocniejsze. Jeszcze chwila, jeszcze moment.  Z głośnym jęknięciem doszedłem prosto na jego brzuch, a on chwilę po mnie. Na drżących nogach postawił mnie na ziemi, delikatnie opuszczając moje ciało. Wciągnął na nogi swoje jasne spodnie, uśmiechnął się do mnie i po prostu wyszedł. A więc tak wygląda seks z byle kim na imprezach. Wypieprzy cię prawie do nieprzytomności i sobie pójdzie. Super. 

_________________________________________________________________________
Cześć!
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale wena mnie opuściła na jakiś czas. Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzione ani obrzydzone tym rozdziałem. Jest w nim wiele..dialogów co troszkę mnie przytłacza, ale nie mogłam inaczej. Zostawicie komentarze? Proszę? Jeżeli macie jakieś zarzuty czy coś, to piszcie śmiało. Przyjmuję krytykę na klatę.  Kocham Was!

4 komentarze:

  1. Witaj kochanie!!!!
    A więc po pierwsze :
    Harry :c za każdym razem kiedy przytaczasz ten fakt, że Lou nie żyje to dosłownie mam łzy w oczach. Na szczęście na tym rozdziale się nie popłakałam XD
    Po drugie :
    Niall!!!!!!!! Kochanie co Ci się stało?!?!?!?!?! Kim jest ten facet?! Ej, ej co do kurwy?! Zayn! Co jest? Jak możesz tak traktować swojego przyjaciela?! Co jest na rzeczy? Swoją drogą nie wierzę w to, że mógłby uderzyć Pezz, po prostu w to nie wierzę. Nie rób z niego skurwiela proszę :c
    Po trzecie :
    +18!!!!!!!!!!!! Haha :D czasem mnie to przeraża jak bardzo zboczona jestem..... W każdym razie mam przeczucie, że Hazz może teraz czuć się jeszcze gorzej, że uprawiał seks z kimś innym niż Louis. A może będzie mu lepiej? Obyyyyy Xd
    No i hym.... Znów mam mnóstwo pytań.... Zero odwiedzi..... Czekam na kolejny list!
    I rozdział jest idealny!!! życzę weny
    Kocham Cie <3 <3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział jest taki asdfghjkl !!!! *__*
    Ja pierdole to jest takie zajebiste! Ty nas ciągle zaskakujesz! Nie da się domyśleć co będzie w kolejnym rozdziale i kocham to! Kurwa, tak, kocham to! Boże, ja już chce następny rozdział!

    KC ;-*
    http://gangsterzyzprzypadku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabiłaś mnie tym rozdziałem. Wiem, że sie powtarzam ale taka jest prawda. Przeczytałam go jeszcze raz, i jeszcze raz no i dosłownie umieram. I tu nie chodzi tylko o ta scenę erotyczną, no bo tak, ja wiem, że jestem zboczona, no ale i chodzi też tutaj o to co się działo wcześniej. To wszystko jest tak bardzo zagmatwane. Masa pytań, a zero odpowiedzi. To mnie przytłacza... No ale i tak nie zmienia to faktu, że to jest po prostu zajebiste. Krótko i konkretnie. Ale tak jakby chcąc to wszystko jakoś skumulować, podzielę ten rozdział na dwie części że jakoś w miare sensownie to opisać. Pozwolisz, prawda? No więc... Jakby nie patrzeć to trochę, a nawet więcej niż trochę się dzieje. Harry... Bardzo go lubię jako bohatera. Na prawdę można też powiedzieć, że go podziwiam. To, w jaki sposób on znosi stratę po ukochanym jest zadziwiające. Widać, że odciął się od rzeczywistości, ale tak naprawdę w ogóle mu się nie dziwię. Ta scena na cmentarzu, to w jaki sposób dotykał jego zdjęcie... Widać, że tęskni. Po prostu tęskni i ta tęsknota go już dobija, ale mimo wszystko walczy dla niego. I to mnie właśnie w nim zadziwia. Że mimo wszystko nie poddaje sie, tylko idzie do przodu. Pomijając oczywiście jego nagłe wybryki i sytuacje robione w czasie chwili... Ale serio... Naprawdę sprawa dość niesamowita. Natomiast Perrie i jej obawy to też nic zadziwiającego. Widać, że zależy jej na zespole, ale dziecko też jest dla niej ważne tak samo jak szczęście Zayna. A ten natomiast... Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że on jest uwikłany w jakieś czarne interesy. Gdyby tak nie było, bez żadnych przeszkód rzuciłby się do Nialla z pomocą. Jednak mimo tego co się stało... Czytając to wszystko ja czułam, że on chciał mu pomóc. Chciał, ale nie mógł. Tak jakby musiał wybierać między dobrem Perrie, a Nialla. I wybrał swoją dziewczyne i dziecko. Ale i tak... Pezz nie wie o co chodzi, a Zayn to wie. I to nie jest coś normalnego. Ta sprawa jest o wiele poważniejsza, niż wszystkim wokół się wydaje. A Zayna to po prostu przytłacza... Natomiast do Nialla niestety nie posiadam żadnej teorii. Nie mam zielonego pojęcia kto byłby w stanie zrobić mu coś takiego, ale wiadomo tylko, że Zayn macza w tym palce. Nie rozumiem też jednej rzeczy... Jak Zayn mógł powiedzieć, że byłby w stanie uderzyć Perrie? Nie zaprzeczył, ale też podniósł na nią rękę. To... To jest zdecydowanie za dużo. Może działał pod wpływem emocji... Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że przeprosi ją za to, bo to, co on wyprawia, jest aż nie do przyjęcia... Przechodząc natomiast do drugiej części, czyli do tego mega ostrego seksu w toalecie... Tu mam chyba z kilkaset teorii, ale każda jest nadzwyczaj nieprawdopodobna! Harry... No ja wiem, że on by tego nie zrobił, gdyby ten gościu nie przypominał mu Louisa. Przynajmniej nie z nim. Ten moment, kiedy Will ocierał sie o jego krocze itd. dosłownie mówił mi, że to jest Lou. Kurcze, tak! To musi być Lou i w ogóle...! Moje myśli i teorie zaczęły sie uruchamiać. Stwierdziłam, że no jeżeli twierdzę, że to Lou, to jakim cudem Harry go nie poznał? Odpowiedź nasunęła mi się jedna - Harry był podpity i ledwo kojarzył fakty, a dopiero przy tym seksie tak jakby troche otrzeźwiał. Nie mam pojęcia, ale taką miałam teorie... Jednak podczas tego seksu ta myśl zaczęła sie ode mnie odsuwać. Bo Lou byłby w stanie być aż taki wulgarny dla Harry'ego? No właśnie! I BUM! Wszystkie torie raptownie runą jak jeden wielki domek z kart. A jeszcze te karty zostają totalnie podpalone, jak uświadomiłaś mnie, że to jednak nie był Lou. Nie wiedziałam, czy w to wierzyć, ale tak. Ten chłopak był wyższy. Ale był NIECO wyższy. A Harry pił czyli mogło mu się to wszystko zdawać. Teorie na powrót się budzę, a ja polewam jarające sie karty i zostawiam do wysuszenia. Masakra. Po prostu moja głowa pieprzy mi co innego, ty nasuwasz mi inne teorie, że zaczynam świrować. Mam tak dużo pytań... I kurcze żadnej odpowiedzi! Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale cokolwiek się wyjaśni...+

    OdpowiedzUsuń
  4. +W ogóle to ja i tak wiem, że Lou żyje. To jest w jakikolwiek nieświadomy i nienormalny dla mnie sposób ukartowane. Nie wiem jak to możliwe, ale no on musi żyć! Jest kilka też innych możliwości... No albo Lou żyje, albo Harry jest chory psychicznie, albo ktoś skrycie sie kocha w Harrym i podsyła mu te listy. No ja nie wiem co jeszcze. Innych opcji jak na razie nie widze. No nie wiem. Myślę dalej. Ogólnie to wiesz, że rozdział jest cudowny i naprawdę bardzo mi się podobał. Na serio mordujesz mnie coraz to bardziej :D
    Czekam już na kolejny <3
    Kocham i całuję <3
    Twoja @LoveWithHarold

    P.S. Pisałam jednym ciągiem i co? Nie zmieściłam się w jednym komentarzu. Za dużo znaków, że aż nie chciało się opublikować O.O

    OdpowiedzUsuń